Odkąd Muslim Tulszajew pojawił się w KSW, wskoczył na niesamowitą falę. Cztery walki, cztery zwycięstwa z rzędu przed czasem. Do tego też medialność, bo rosyjski Niemiec rozkręcił dla publiki konflikt z Andrzejem Grzebykiem, a potem efektownie rozbił Polaka w pierwszej rundzie na gali KSW 110 we wrześniu. Zasłużył tym samym na walkę o pas kategorii półśredniej i nie zamierzał na nią długo czekać.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
Dominujący mistrz vs rozpędzony pretendent
Na Adriana Bartosińskiego jak dotąd sposób znalazł tylko Mamed Chalidow, który w listopadzie zeszłego roku na gali KSW 100 wyczarował znikąd poddanie dźwignią na łokieć. "Bartos" miał czego żałować, bo do tamtej pory ewidentnie wygrywał. Od tamtej pory zdążył to sobie powetować triumfem na punkty z Andrzejem Grzebykiem (walcząc przez większość starcia z zerwanym bicepsem!), a teraz planował wykoleić idącego jak burza przed dywizję półśrednią Tulszajewa.
Tulszajew, póki miał siły, stawiał opór. Tych jednak w końcu zabrakło
Bartosiński dobrze wiedział, iż Tulszajew w stójce będzie miał przewagę warunków fizycznych, więc gwałtownie poszedł w parter. Dał się co prawda zaskoczyć i na chwilę znalazł się na dole, ale gwałtownie zdobył lepszą pozycję, dzięki czemu przeszedł do kontroli. Obijał Tulszajewa z góry, próbował wywołać u rosyjskiego Niemca panikę, choć to akurat bezskutecznie. Muslim nie dał się poddać, ale rundę wyraźnie przegrał. W drugiej postawił się nieco mocniej, przez kilka chwil był choćby sam z góry. Jednak w parterze warunki fizyczne miały drugorzędne znaczenie. Liczyły się siła fizyczna oraz technika, a to było po stronie "Bartosa". Do poddania jeszcze brakowało sporo, ale po dwóch rundach bezsprzecznie prowadził mistrz.
Do początku trzeciej rundy Bartosiński nie miał kłopotu z obalaniem Tulszajewa. Ale już w niej takowy kłopot się pojawił i dla Niemca to była woda na młyn. Poczęstował Polaka kilkoma mocnymi ciosami, w tym na wątrobę, co mistrz ewidentnie odczuł. W końcu jednak Bartosiński go dopadł, a w parterze znów zafundował mu festiwal bólu, zapoczątkowany strasznymi łokciami. Polak zaszedł mu za plecy, prawie udusił (Tulszajew jakimś cudem się wyślizgnął), aż w końcu znów rozpuścił pięści oraz łokcie na wykończonego rywala. Sędzia Tomasz Bronder nie miał wyjścia. Musiał to przerwać! Adrian Bartosiński z czwartą udaną obroną pasa mistrzowskiego wagi półśredniej!

1 miesiąc temu
















