
Marcin Wrzosek krytycznie o gwieździe FAME i jej ostatnim występie. Bohater ostatniej gali nie zyskał w oczach weterana.
Ostatnio w Tarnowie odbyła się gala FAME 29, która była jednym z najlepszych wydarzeń freak fightowych ostatnich miesięcy. Show podczas widowiska skradły tak naprawdę dwie rzeczy – „S-Class Tournament” oraz co-main event, w którym Bartosz Szachta stanął oko w oko z Dawidem Załęckim.
Ich pojedynkowi towarzyszył ogromny ładunek emocjonalny, co widać było zarówno przed ich batalią, ale również w jej trakcie. Swój udział w tym miał oczywiście syn Dawida, dobrze znany fanom freak fightów Denis Załęcki. Oczywiście miał on gargantuiczny udział w ich sporze, jednakże zdołał on namieszać także podczas ich walki, wykrzykując obraźliwe słowa w kierunku swojego byłego przyjaciela, który pozostał bierny i raz po raz odkrzykiwał coś w jego kierunku, nie zważając zbytnio na swojego rywala.
ZOBACZ TAKŻE: Była mistrzyni KSW wraca. Znamy szczegóły walki
Wrzosek krytycznie o gwieździe FAME
Taka postawa bardzo zawodnika z Torunia bardzo nie przypadła do gustu innemu znanemu zawodnikowi, dla którego była ona abstrakcyjna. „Zombiak” swoje stanowisko w tej sprawie przedstawił w trakcie rozmowy z Michałem Tuszyńskim:
Trochę się Bartkiem rozczarowałem i to nie pozytywnie. Wiadomo, iż tam był duży ładunek emocjonalny, ale zawodnikowi nie przystoi coś takiego – powinien się skupić. To, iż się nie skupił na Dawidzie, to była potwarz dla Dawida, bo ja uważam, iż gdyby mój przeciwnik zaczął się obracać i coś krzyczeć do publiczności, to nie byłoby fajnie. Skupił się bardziej na tym, co się dzieje dookoła klatki, aniżeli na tym, co się dzieje w klatce, a powinien na tym, co się dzieje w klatce, bowiem miał przed sobą mega mocnego przeciwnika, w postaci Dawida Załęckiego.
– podsumował Marcin Wrzosek na kanale „FanSportuTV”.
Marcin Wrzosek, który aktualnie jest związany z FAME, przez lata dał się poznać kibicom jako zawodnik z charakterem, który w klatce zawsze zostawiał serce. Były mistrz KSW w wadze piórkowej po zakończeniu – nie do końca z własnej woli – przygody w organizacji Macieja Kawulskiego i Martina Lewandowskiego świetnie odnalazł się w świecie gal freak-fightowych, gdzie doświadczenie z zawodowego MMA połączył z medialnym show.
Ostatni występ Wrzoska odbył się w nowej, niezwykle niestandardowej formule podczas gali FAME 28: Armagedon. Mianowicie była to rewanżowa walka z Pawłem Tyburskim, z którym Marcin nie darzy się sympatią. W związku z tym starcie to wzbudzało duże zainteresowanie, bowiem obaj zawodnicy słyną z twardego stylu i nie unikają mocnych wymian zarówno w kontekście walki, jak i merytorycznej konfrontacji.
Przypomnijmy, iż podczas ich pierwszej walki, która odbyła się w trakcie FAME 24: Underground, Wrzosek pokazał, czym jest doświadczenie, narzucając swoje tempo, a zarazem neutralizując mocne atuty rywala. Po wszystkim jednak więcej niż o samym werdykcie mówiło się o zdarzeniach mających miejsce już po zakończeniu pojedynku. Otóż doszło wtedy do niefortunnej sytuacji w klatce, po której „Polish Zombie” nabawił się bardzo poważnej kontuzji kolana, a mianowicie zerwania więzadeł. Co ciekawe, odpowiedzialny za to był bliźniak Pawła, Piotr, natomiast podkreślić należy, iż wywołanie urazu u Marcina z pewnością nie było jego intencją.
ZOBACZ TAKŻE: Złe wiadomości przed galą UFC 325. Jedna walka odwołana
Uraz okazał się na tyle skomplikowany, iż wyłączył go z normalnych treningów na długi czas. Rehabilitacja była żmudna, a sam zawodnik otwarcie mówił, iż to jeden z trudniejszych momentów w jego sportowym życiu. Dla kogoś przyzwyczajonego do codziennego wysiłku i adrenaliny związanej z walką, nagłe zatrzymanie bywa frustrujące. Warto odnotować, iż początkowo miał on duży problem z poruszaniem się, aczkolwiek mimo to Wrzosek nie zrezygnował z planów powrotu. Były zawodnik UFC celował w połowę 2026 roku, jednakże finalnie w klatce zameldował się znacznie szybciej.
Po ponad pół roku od doznania kontuzji nie był on jeszcze w pełni sprawny, dlatego zdecydowano się na nietypową formułę pojedynku, która ograniczała pracę nóg do zera. Jego wspomniana już konfrontacja z Pawłem Tyburskim było widowiskiem opartym na wymianach w bliskim dystansie, aniżeli klasyczną walką. Mianowicie zmierzyli się oni w formule boksu, siedząc naprzeciw siebie, w której zdecydowanie lepszy był dysponujący lepszym zasięgiem Tyburski. W związku z tym to tym razem Wrzosek musiał pogodzić się z porażką na punkty.

2 godzin temu















