Szwarga kontra Papszun. Czy uczeń pokona mistrza?

3 godzin temu

Starcie Arki Gdynia z Rakowem Częstochowa trudno rozpatrywać pod innym kątem niż jako pojedynek trenerski Dawida Szwargi z Markiem Papszunem. Choć – wbrew pozorom – krąży wokół tego spotkania również kilka innych, interesujących kontekstów. Dość powiedzieć, iż Żółto-Niebiescy zagrają o to, by z całą pewnością nie przezimować w strefie spadkowej. Natomiast Medaliki spróbują udowodnić, iż to efektowny triumf nad Rapidem Wiedeń świadczy o ich aktualnej dyspozycji, a nie wstydliwa porażka z Piastem Gliwice.

– Moja historia w Rakowie jest już zamknięta – zapewniał przed spotkaniem Szwarga. Z kolei historia Papszuna zdaje się właśnie – w nadzwyczaj burzliwych okolicznościach – dobiegać końca. A zatem czy uczeń zdoła wykorzystać zamieszanie w obozie przeciwnika, by posłać dawnego mistrza na deski?

Szwarga sukcesorem Papszuna. Szokująca decyzja Rakowa

Kiedy mowa o Dawidzie Szwardze i Marku Papszunie, nie sposób nie cofnąć się wspomnieniami do wiosny 2023 roku. Wtedy to – konkretnie: 19 kwietnia – dowiedzieliśmy się, iż Papszun nie przedłuży kontraktu z Rakowem Częstochowa i odejdzie z klubu po siedmiu latach spektakularnych sukcesów. Przy okazji jego następcą ogłoszono właśnie szerzej nieznanego Szwargę, który od dwóch lat pełnił rolę asystenta pierwszego trenera w sztabie Medalików.

Wszystko to było zatem podwójnie szokujące – z jednej strony rozstanie z Papszunem w chwili, gdy zespół pewnym krokiem zmierzał po upragnione mistrzostwo Polski. A z drugiej gigantyczny kredyt zaufania dla Szwargi, który nie miał wówczas w zasadzie żadnego doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu drużyny.

„Przy nazwisku Dawida Szwargi od siedmiu lat miałem w laptopie trzy wykrzykniki”

Michał Świerczewski wiosną 2023 roku

Na pewno jest to dla mnie sytuacja niecodzienna, bo zajmę miejsce trenera sukcesu. To jest klub, który ma jasno zbudowaną tożsamość – intensywna gra, organizacja gry w obronie i detaliczne podejście do rozwoju indywidualnego. To zapewnia skuteczność i będziemy tą ścieżką podążać – od razu zadeklarował Szwarga. Było więc jasne, iż przyszły szkoleniowiec Medalików będzie kontynuatorem dzieła Papszuna.

Korekty – tak, rewolucja – zdecydowanie nie.

„Zawsze miał świeże spojrzenie na futbol”, „był technicznym stoperem”. Historia Dawida Szwargi

Jako współtwórca grupy trenerskiej Deductor, Szwarga budował swój wizerunek szkoleniowca o analitycznym podejściu do futbolu. – Łącznie przeszkoliliśmy 5000 trenerów. Myślę, iż to najbardziej szczegółowe szkolenia w kraju — może to brzmi nieskromnie, ale uczestniczyłem w wielu szkoleniach i tak po prostu uważam – ocenił w rozmowie z Weszło. – Nasza metodologia bazuje na rozumieniu gry i nieodseparowywaniu danej części — iż ktoś jest dobry taktycznie, technicznie albo motorycznie — od piłki. Chodzi o bazowanie na tym, iż ktoś dobrze rozumie, interpretuje grę. Wie, jak się zachować bez piłki, kiedy obniżyć, kiedy wbiec w przestrzeń. Jego rozumienie gry jest dla nas najważniejsze. Od tego wychodzimy, analizując indywidualnie zawodnika czy grę zespołu. Motoryka w tym wszystkim jest bardzo istotna, ale pierwsza zawsze jest decyzja. […] Rozumienie gry to dla nas najważniejszy element treningu, mikrocyklu, rozmowy z zawodnikiem.

– Niektórzy nazywają nas „Destruktor”. Gdy mówiliśmy o otwartej piłce, dość popularnym koncepcie, rozmawiając z trenerem Ekstraklasy wspominałem, iż gdy nie ma presji na piłkę, obrońcy muszą bardziej chronić plecy, bo przeciwnik może zagrać piłkę w przestrzeń. Że nie można iść jeden na jeden z zawodnikiem. Zaczął się śmiać, iż piłka nie jest otwarta, tylko okrągła. Takich sytuacji było dużo, jeszcze pięć-sześć lat temu zdarzały się często, ale z biegiem czasu się to zmienia. Jest coraz większa grupa trenerów, która pracuje w ten sam sposób, jak my – dodał Szwarga w tym samym wywiadzie.

Mieliśmy zatem wyraźnie odcięcie się od trenerów – nazwijmy to – starej daty. Wszystko to wpisywało się zresztą w mocno panujący wtedy w Ekstraklasie trend, by dawać szansę młodym szkoleniowcom. Może i niedoświadczonym, ale lepiej przygotowanym merytoryczne od starych wyjadaczy z trenerskiej karuzeli. – Już dwa lata temu Marek Papszun wiedział, iż Dawid Szwarga to jego potencjalny sukcesor – zapewniał Michał Świerczewski.

„Ligowy średniak”. Michał Świerczewski zwątpił w Szwargę

Oczywiście Dawid Szwarga musiał zdawać sobie sprawę, iż decyduje się na skok na głęboką wodę. Już pół roku przed objęciem Rakowa mówił: – Sam jestem ciekaw, bo kiedyś pewnie do tego dojdzie i trener Papszun odejdzie z Rakowa Częstochowa. Nie będę zazdrościł ewentualnemu następcy, to będzie musiała być osoba bardzo, bardzo kompetentna, żeby w tych procedurach dobrze funkcjonować. To już jest wybór właściciela; jestem pewien, iż patrząc na to, jak rekrutuje ludzi, będzie to dobry kandydat. […] Futbol jest bardzo nieprzewidywalny, to mówią statystyki. Pracą trenera jest to, żeby zwiększać prawdopodobieństwo pewnymi zachowaniami, ale nie można zapominać o tym, iż zdarzają się takie sytuacje, jak niewykorzystana okazja na pustą bramkę w meczu wyjazdowym, czy gol w 120. minucie spotkania, który ma definiować ciebie jako dobrego bądź słabego trenera? Trzeba patrzeć na pracę danego trenera z szerokiej perspektywy.

Jednocześnie oferta przejęcia drużyny z rąk Papszuna była – co tu kryć – propozycją nie do odrzucenia. Szwarga już na starcie dostał możliwość, jakiej większość polskich trenerów nie doczeka się w całej karierze nigdy – poprowadzenia mistrza Polski w eliminacjach do Champions League.

Jego początki w roli pierwszego trenera Medalików wypadły zresztą więcej niż przyzwoicie. Wprawdzie częstochowska drużyna nie przedarła się ostatecznie do Ligi Mistrzów, ale stoczyła w eliminacjach naprawdę wyrównany bój z mocną Kopenhagą, a wcześniej uporała się choćby z Karabachem Agdam czy Arisem Limassol. Historyczny awans do Ligi Europy należało więc traktować w kategoriach dużego sukcesu. Zresztą na ekstraklasowym podwórku Raków też spisywał się solidnie. Na półmetku sezonu 2023/24 zajmował czwarte miejsce w ligowej tabeli, z pięciopunktową stratą do liderującego wtedy Śląska Wrocław.

Jak na klub pozbawiony doświadczenia w łączeniu ligi z pucharami, była to obiecująca pozycja wyjściowa do walki o obronę tytułu wiosną.

„To, iż Marek Papszun odchodzi z Rakowa Częstochowa jako człowiek sukcesu, to jest oczywiste. o ile mi strach miał przeszkodzić w tym, żeby podjąć się wyzwania prowadzenia Rakowa Częstochowa oznaczałoby to, iż pójście kurs na UEFA Pro było dużym błędem”

Dawid Szwarga wiosną 2023 roku

A zatem – co się stało, iż się… zepsuło?

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym była prawdopodobnie – patrząc już z dzisiejszej perspektywy – porażka 2:4 z Jagiellonią Białystok w grudniu 2023 roku, zaraz po której Raków został też zdeklasowany w Lidze Europy (0:4) przez Atalantę Bergamo. Jednak prawdzie pasmo niepowodzeń dotknęło ekipę spod Jasnej Góry dopiero po przerwie zimowej. Raków wyleciał wówczas z hukiem z Pucharu Polski, a w Ekstraklasie zaczął seryjnie tracić punkty choćby w starciach ze słabeuszami.

– Niestety, staliśmy się ligowym średniakiem. Nie ma sensu się oszukiwać, to nasz najpoważniejszy kryzys od 2016 roku – wypalił Michał Świerczewski w lutym 2024 roku, zaraz po pucharowej wtopie z Piastem Gliwice (0:3). Był to dobitny sygnał, iż pozycja Szwargi słabnie w zatrważającym tempie.

Trener uderzył się w pierś. – Główną osobą odpowiedzialną za to, co wydarzyło się w Gliwicach, jestem ja, trener. A jak zażegnać sytuację kryzysową? Nie powiedziałbym, iż kryzysową, bo przegraliśmy jedno spotkanie z ostatnich trzech. Na pewno jednak, gdy się przegrywa, istotny jest powrót do podstaw i swojego DNA. Mamy poczucie niedokończonej sprawy po meczu z Piastem, po tym, jak ten mecz zagraliśmy. Rozmawialiśmy z drużyną, co trzeba zrobić, żeby to się nie powtórzyło. I nie mówię tylko o wyniku. Najprostszy sposób na naprawę to praca i przekucie niezadowolenia w dobrą robotę.

Powrót do punktu wyjścia w Rakowie. I skomplikowany ciąg dalszy

Miesiąc później właściciel Rakowa – tym razem wściekły po porażce 1:2 z Radomiakiem Radom – jeszcze bardziej podgrzał atmosferę wokół trenera, by… niedługo załagodzić swój przekaz.Po meczu z Puszczą byłem zły. Po Ruchu rozgoryczony. Dziś nie jestem w stanie opisać tego uczucia… Uwierzcie, iż przeżywam to co najmniej równie mocno jak wy. Dziś jednak nie będzie żadnych decyzji. Na początku tygodnia ogłosimy czy i ewentualnie jakie podejmiemy działania grzmiał w pierwszym odruchu Michał Świerczewski. Potem oznajmił: Niedawno skończyliśmy spotkanie ze sztabem szkoleniowym i zawodnikami. Poinformowaliśmy wszystkich, iż dalej będziemy inwestować w rozwój Dawida Szwargi, jako pierwszego trenera. Przekazaliśmy również, iż winę za sytuację, w której się znaleźliśmy, ponosi nie tylko sztab i zarząd, ale również piłkarze i oczekujemy od wszystkich pełnego zaangażowania w jej naprawę.

Mleko się jednak rozlało, a Anglicy określiliby już w tym momencie Szwargę: „dead man walking”.

Wprawdzie dotrwał na stołku do końca sezonu 2023/24 (zakończonego na siódmym miejscu w tabeli), ale już w maju klub zakomunikował, iż w kolejnej kampanii drużynę poprowadzi ktoś inny. – Doszło do rozwodu, a przez cały czas mieszkamy razem. Nie zazdroszczę takim parom – przyznał wtedy z goryczą Szwarga. Natomiast Michał Trela pytał na naszych łamach: – Być może naiwnością ze strony Rakowa Częstochowa było sądzić, iż da się grać futbol Marka Papszuna bez Marka Papszuna? Być może grzechem pierworodnym tej nominacji było stojące za nią zamknięcie się na nowe pomysły dotyczące rozwijania mistrzowskiej drużyny? Raków musi uważać, by nie zostać kolejnym klubem, który pod płaszczykiem pielęgnowania wyimaginowanego DNA, stanie się odporny na reformy.

Działacze Rakowa nie przejęli się jednak podobnymi ostrzeżeniami. Następcą Szwargi został bowiem… Marek Papszun, a pierwszy trener w okresie 2023/24 powrócił pokornie na stanowisko asystenta swojego nowego-starego przełożonego. W Częstochowie znów nie zdecydowano się więc na radykalne zmiany.

„Od początku moje założenie było takie, iż o ile wrócę do roli asystenta, to wyłącznie u Marka Papszuna. Nie spodziewałem się, iż będzie to w Rakowie Częstochowa”

Dawid Szwarga latem 2024 roku (Goal.pl)

Można powiedzieć, iż cały ten eksperyment nikomu tak do końca nie wyszedł na dobre. Szwarga sparzył się w klubie o mistrzowskich ambicjach i gwałtownie wrócił do punktu wyjścia. Raków zanotował fatalny w sezon w Ekstraklasie i nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Z kolei Papszun nie doczekał się wymarzonej propozycji z zagranicznego klubu lub reprezentacji Polski i ponownie wylądował w zespole, z którego chciał już przecież wypłynąć na szersze wody.

W pewnym sensie ta historia stanowi zresztą genezę obecnych problemów drużyny spod Jasnej Góry.

Wróciłem do Rakowa na nieco innych zasadach. Od tego zaczynam i na tym kończę – oświadczył niedawno Papszun na jednej z konferencji prasowych.

Zanim jednak 51-latek ogłosił chęć odejścia z Rakowa do Legii Warszawa, udało mu się odbudować pozycję klubu na krajowym podwórku. W minionym sezonie Medaliki wywalczyły wicemistrzostwo kraju, długo licząc się zresztą w walce o tytuł. O tym nie należy zapominać, podobnie jak o awansie do fazy grupowej Ligi Konferencji i w zasadzie zapewnionym już występie w fazie pucharowej tych rozgrywek po niedawnym triumfie nad Rapidem Wiedeń.

Dawid Szwarga z respektem o Papszunie: „Wartościowy czas”

Dawid Szwarga z Rakowem pożegnał się w połowie minionego sezonu. Znów w niecodziennych okolicznościach, bo jego zatrudnienie w Arce Gdynia ogłoszono przecież z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Szwarga mógł więc obserwować z dystansu, jak Żółto-Niebiescy pod wodzą Tomasza Grzegorczyka odnoszą w 1. lidze jeden efektowny triumf za drugim i pewnym krokiem zmierzają w stronę Ekstraklasy. Mogło to prawdopodobnie lekko zaniepokoić 35-latka. Już raz przejął przecież rozpędzony, perfekcyjnie poukładany zespół i w ostatecznym rozrachunku został zapamiętany jako ten szkoleniowiec, który tylko narobił w drużynie bałaganu.

Tak się jednak tym razem nie stało. Arka Szwargi grała wprawdzie zupełnie inny futbol niż Arka Grzegorczyka, ale cel w postaci długo wyczekiwanego powrotu do Ekstraklasy udało się zrealizować z bardzo dużym spokojem. w tej chwili jednak gdynianie są uwikłani w walkę o utrzymanie w lidze.

Gdyby nie ujemne punkty Lechii Gdańsk, ekipa Szwargi znajdowałaby się w tej chwili w strefie spadkowej.

Ciekawy to zatem moment na pierwszy trenerski pojedynek ucznia i mistrza. Marek Papszun chyba jeszcze nigdy nie miał tak wielu kibiców Rakowa przeciwko sobie, a ewentualna porażka w starciu z Arką wydatnie pogorszyłaby atmosferę panującą w tej chwili wokół częstochowskiej ekipy.

I tak przecież nie najlepszą, mimo wygranej w LK.

– Moja historia w Rakowie jest już zamknięta i patrzę tylko na te historie, które są otwarte. Tą jest Arka i mam nadzieję, iż będę mógł jeszcze dla tego klubu dużo dobrego zrobić – stwierdził Szwarga przed starciem z Medalikami. – Mam ogromny szacunek do trenera Papszuna za współpracę w Rakowie. To był dla mnie wartościowy czas ze względu na to, ile zdobyłem doświadczenia, wiedzy, trofeów. Myślę jednak, iż w kontekście tego meczu nie będzie to miało dużego znaczenia. Zarówno my, jak i Raków, skrupulatnie przygotowujemy się do gry przeciwników. Oczywiście, to zamieszanie dookoła może pomagać lub nie, ale z drugiej strony odpowiedzialność za wynik biorą piłkarze. Grasz słabo, bo przeczytałeś coś na Twitterze? o ile tak jest, to znaczy, iż łatwo cię rozchwiać emocjonalnie.

Teoretycznie Szwarga i Papszun znają się nawzajem zbyt dobrze, by Arka miała dziś czymkolwiek zaskoczyć Raków i vice versa. Należałoby się zatem spodziewać raczej zamkniętej rywalizacji. Pojedynku bokserskiego, w którym obaj pięściarze wykonują unik zanim przeciwnik zdąży w ogóle złożyć się do ciosu. Ale… czy w obecnych okolicznościach takie podejście do spotkania rzeczywiście ma sens? Papszun w Częstochowie nie ma przecież wiele do stracenia, może już tylko kolejnymi zwycięstwami zadbać o to, by fani Rakowa jak najszybciej puścili w niepamięć wydarzenia ostatnich tygodni i skupili się na imponującym całokształcie jego osiągnięć z klubem.

Natomiast Szwarga nie będzie miał już lepszej okazji do wywarcia słodkiej zemsty na klubie, któremu – owszem – bardzo dużo zawdzięcza, ale w którym też nie okazano mu swego czasu takiego poparcia w kryzysowym okresie, na jakie z pewnością wtedy liczył.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Piłkarz o Papszunie: Jest kibicem Legii. To jego marzenie
  • To on ma zastąpić Marka Papszuna w Rakowie. Historia Łukasza Tomczyka
  • Próbując zrozumieć punkt widzenia Marka Papszuna [KOMENTARZ]
  • Opcja atomowa Papszuna. Transfer do Legii przez inny europejski klub
  • Papszun: W ogóle nie czuję się nieetyczny. Mam duże wartości

fot. NewsPix.pl

Idź do oryginalnego materiału