
Debiut Republiki Zielonego Przylądka na przyszłorocznych Mistrzostwach Świata był jednym z tych momentów eliminacji, w których futbol pokazał swoją poetycką stronę. Najmniejsze powierzchniowo państwo w historii turnieju przebija się na mundial, a w środku tej opowieści stoi João Paulo – piłkarz, który w rumuńskim Oțelulu Galați dźwiga na plecach coraz większą wagę własnego nazwiska.
27-latek trafił do Rumunii latem, po okresie gry w Sheriffie Tyraspol. W klubie obsadza głównie środek pola, natomiast selekcjoner reprezentacji chętnie deleguje go na lewą stronę defensywy – i właśnie tam João Paulo dołożył swoją cegłę do historycznego sukcesu Zielonego Przylądka. Solidny, wybiegany, inteligentny w ustawieniu, a przy tym regularny. To połączenie zaczęło nie tylko budować jego pozycję w drużynie narodowej, ale również przyciągać wzrok skautów.
Według informacji przekazanych przez Rudiego Galettiego, zawodnik wzbudza już zainteresowanie z kilku kierunków jednocześnie – od Korei Południowej, przez Rosję i inne kluby ligi rumuńskiej, aż po Polskę. Galetti twierdzi, iż Oțelul ustalił wyjściową cenę na poziomie miliona euro, choć w kuluarach mówi się, iż klub nie zamknął pola do negocjacji. Przy kontrakcie obowiązującym aż do 2027 roku Rumuni mają komfort, by wybierać najlepszą ofertę, ale też świadomość, iż przyszłoroczny mundial może wywindować wartość 37-krotnego reprezentanta kraju znacznie wyżej.
W tej chwili João Paulo wygląda jak piłkarz, który dopiero zaczyna wchodzić na piłkarski rynek z mocniejszym hukiem. Solidna jesień w lidze, mundial na horyzoncie i pojawiające się zainteresowanie z zagranicy sprawiają, iż zimowe okno transferowe może być dla niego pierwszą poważną próbą przesiadki na większą scenę.

2 godzin temu














