Kochalski: „Marzę o Premier League. Czekam na mecz z Liverpoolem” [WYWIAD]

4 godzin temu

Gdy Mateusz Kochalski na starcie poprzedniego sezonu opuszczał Stal Mielec na rzecz Karabachu Agdam, nie brakowało w jego sercu pytań i wątpliwości. Kierunek nie był oczywisty, ale kilka ponad rok później 25-latek słuchał już na murawie hymnu Ligi Mistrzów przed meczem z Benficą w Lizbonie. Po dwóch kolejkach jego zespół miał sześć punktów, a w tym tygodniu Kochalski obronił rzut karny Rasmusa Hojlunda w Neapolu na terenie mistrza Włoch.

Polak robił, co mógł, aby uchronić swój zespół od porażki. Nie udało się, ale w dalekim Azerbejdżanie i tak realizuje wielkie marzenia. Mimo różnic kulturowych i rozłąki z rodziną, radzi sobie znakomicie i może brylować na tle ekip, które niegdyś znał głównie z gier komputerowych.

Kochalski: „Nikt nie jest ponad drużyną. Karabach ma zasady”

Polski bramkarz Karabachu ma przed sobą kolejne cele i marzenia. Był już powoływany do reprezentacji, ale nie chce, by na samych wyjazdach się skończyło. W rozmowie z nami opowiada również o potencjalnych ofertach z klubów lig TOP5 i planach, aby wizyty w Neapolu, Liverpoolu czy Bilbao przerodziły się w stały element jego piłkarskiego krajobrazu. Kochalski mówi też o tym, co różni Karabach od polskich klubów, również pragnących przedostać się przez bramy piłkarskiego raju. Zapraszamy!

Potrafisz przyjmować komplementy?

Wydaje mi się, iż tak. Może nie jest tak, iż ciągle lubię oglądać swoją twarz w mediach społecznościowych, ale jestem w stanie się w tym odnaleźć. Tutaj trzeba się do tego przyzwyczaić.

Sporo autografów rozdałeś w ostatnim czasie?

Zdecydowanie. W żadnym miejscu w Polsce nie było tak, jak tutaj. Ostatnio odwiedzili mnie rodzice i poszliśmy do sklepu z pamiątkami. Powybierali sobie rzeczy, chcieli zapłacić, ale właściciel mnie rozpoznał i powiedział, iż po moim dobrym meczu z Chelsea nie ma mowy. Mogli sobie wziąć, co chcą, a jedynym warunkiem było zrobienie zdjęcia ze mną. Na ulicy też często ludzie zaczepiają.

Status piłkarza Karabachu pomógł kiedyś uniknąć mandatu?

Nie, tylko raz mnie zatrzymali do rutynowej kontroli. Jazda samochodem tutaj to jednak też interesujący temat. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. zwykle jak wsiadam do auta, to potem wysiadam z niego mocno poddenerwowany. Trzeba się przyzwyczaić do tego, jak oni tutaj jeżdżą. Kierunkowskazy? Zapomnij. Miganie długimi światłami? Na porządku dziennym. Jazda dwoma pasami, a nie jednym? Proszę bardzo. Staram się to robić i choćby czerpać trochę zabawy, bo inaczej skończyłoby się chyba problemami psychicznymi (śmiech).

Czyli nie masz kłopotów z popularnością?

To przyjemne i zrozumiałe. Gdy byłem dzieckiem i zobaczyłem kogoś znanego, to też się cieszyłem. Tutaj zawodnicy Karabachu są celebrytami. Pracuję na to cały czas, więc byłem świadomy, iż to przyjdzie. Liczę, iż będzie jeszcze lepiej i chcę, aby było coraz więcej okazji do gry na wyższym poziomie.

To, co się dzieje w tym sezonie ani trochę nie przekroczyło jednak twoich oczekiwań?

Myślę, iż to jest to, co sobie zakładałem. Oczywiście, mam na myśli indywidualne osiągnięcia, bo drużynowo to nie zależy tylko ode mnie.

Mecz z Napoli był najlepszym w twojej karierze?

Chyba nie dało się więcej zrobić. Może jedynie czasem mogłem się lepiej zachować, jeżeli chodzi o wyprowadzenie piłki i większy spokój. Czy najlepszy? Zdarzało się tak zagrać i utrzymać zero z tyłu, więc zawsze może być lepiej. Na pewno umieściłbym go w TOP3, ale pod kątem rangi rozgrywek i rywala to chyba najlepszy. Z takimi drużynami, jak Napoli czy Chelsea jeszcze się nie mierzyłem…

Mateusz Kochalski dwoił i się troił, aby uchronić Karabach przed porażką z Napoli

Poczułeś się trochę, jak podczas gry w FIFĘ?

Tak miałem już w zeszłym sezonie w Lidze Europy z Tottenhamem. Wychodzimy i patrzę, a w tunelu stoi Son. Później na boisku zrobił na mnie świetne wrażenie, podobnie zresztą jak choćby Kulusevski. Często mam też kontakt z bramkarzami po meczach. Lubię podejść i zamienić kilka słów, tak jak w tym sezonie z Unaiem Simonem z Athletic Bilbao czy Robertem Sanchezem z Chelsea.

Widać, iż to nie są ludzie z głową w chmurach. Każdy podchodził z dużym szacunkiem i zachowywał się normalnie. Nie miało znaczenia to, iż mierzą się z na pewno mniej znanym dla nich zawodnikiem z Karabachu. Udało się powymieniać koszulkami i chciałbym to zrobić z każdym golkiperem w Lidze Mistrzów. Bezcenne doświadczenia.

Co pomyślałeś, gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni w meczu z Ferencvarosem i miałeś świadomość, iż zagrasz w Lidze Mistrzów?

Byłem w szoku, iż to się dzieje tak szybko. Wiem, iż dla klubu niekoniecznie, bo trochę na to czekali, natomiast ja zrobiłem to już w drugim sezonie po przyjściu. Niesamowita euforia i od razu zacząłem się zastanawiać, na kogo możemy trafić. Mocno liczyłem, iż to zrobimy, bo azerskie rozgrywki ligowe nie są tak eksponowane, jak europejskie puchary. Można pokazać się szerszej publiczności. Cieszyłem się, tym bardziej po tak trudnym dwumeczu, jak ten z Ferencvarosem.

Po dwóch kolejkach, kiedy mieliście sześć punktów poczułeś, iż to jakiś sen na jawie?

Od początku wiedziałem, jaki mamy poziom. Skoro awansowaliśmy do Ligi Mistrzów, przebijając się jeszcze przez eliminacje, to chcieliśmy wykorzystać szansę. Po drugim meczu na pewno mocno się uśmiechałem. Nie chcę powiedzieć, iż łatwo przyszło, bo Benfica czy Kopenhaga to świetne zespoły, ale nikt tego się po nas nie spodziewał. Ja również nie wiedziałem do końca, jak to będzie wyglądało, ale byłem miło zaskoczony.

Poczułeś, iż nie macie prawa mieć żadnych kompleksów?

Gdy wychodzę na mecz, to w ten sposób nie myślę. Staram się podchodzić do każdego tak samo. Inna sprawa jest taka, iż gdy byłem młodszy, to o wiele bardziej śledziłem piłkę nożną. Teraz oglądam głównie skróty, więc jeżeli chodzi o Napoli czy Chelsea, to przed meczem nie byłbym w stanie wymienić 1/3 składu.

Rozumiem jednak, iż analizy macie skrupulatne i trochę o rywalach się wtedy dowiadywałeś?

Na pewno, ale co interesujące nie jest tak, iż w sztabie jest inne podejście, gdy gramy w lidze azerskiej. Wiadomo, iż jest też trochę więcej możliwości jeżeli chodzi o te zespoły zagraniczne, bo rozgrywają więcej meczów, grają w różnych składach, więc łatwiej jest coś wyciągnąć do analizy. Kiedy gramy z Gabalą czy Neftczi Baku, to również trenerzy przykładają do tego dużą wagę. Nie ma odpuszczania.

W poprzednim sezonie zajęliście ostatnie miejsce w fazie ligowej Ligi Europy, a teraz dobrze radzicie sobie szczebel wyżej, a więc już w Lidze Mistrzów. Co się zatem zmieniło?

Jesteśmy lepiej przygotowani, bo wtedy faktycznie było widać dużą różnicę. Pamiętam choćby ten wspominany mecz z Tottenhamem. Przegraliśmy 0:3 i nie mieliśmy nic do powiedzenia. Na pewno jest większa wiara w siebie, bo skład aż tak się nie zmienił. Zwróciłbym jednak uwagę, iż sezon wcześniej Karabach doszedł do 1/8 finału Ligi Europy i odpadł po zaciętym boju z bardzo mocnym Bayerem Leverkusen. Jakość na pewno więc tutaj była. Ważne jest to, iż nie gramy defensywnie. Mamy swój styl i chcemy go narzucić rywalowi. Bez względu na rangę zespołu, z którym się mierzymy, zawsze chcemy zgarnąć trzy punkty.

Kiedy usłyszałeś o zainteresowaniu Karabachu, to bardziej poczułeś, iż to szansa rozwoju czy jednak trochę egzotyka piłkarska?

W ogóle nie przewidywałem takiego kierunku. Do tej pory grał tu przecież tylko jeden Polak, a w całej lidze niewielu więcej. Miałem trochę czasu, bo zastanawiałem się kilka miesięcy. Chyba każdy zawodnik, który gra w Polsce myśli o wyjeździe do ligi TOP5, ewentualnie do klubu z Belgii czy Holandii. Wiedziałem też, iż Azerbejdżan to kraj muzułmański, a to zawsze przeskok kulturowy. Byłem zaskoczony, iż taka możliwość się pojawiła, ale wiedziałem też, iż to dla mnie ogromna szansa na pokazanie się w europejskich pucharach. Dobrze się to wszystko potoczyło i chyba mogę powiedzieć, iż nie żałuję tej decyzji.

Konsultowałeś się z Jakubem Rzeźniczakiem?

Tak, to była pierwsza osoba, do której się odezwałem. Wszystko mi opowiedział zarówno o mieście, jak i o klubie, więc na pewno mi to pomogło. Zresztą w klubie przez cały czas ciepło go wspominają. Niektórzy starsi zawodnicy, gdy skojarzyli, iż jestem z Polski i wchodziłem do szatni, to mi o nim przypominali.

A miałeś jakiś chrzest?

Nie miałem, tutaj zupełnie inaczej się do tego podchodzi. Nie ma też choćby muzyki w szatni.

Czyli z kawałkami rocka się nie przebiłeś? Guns N’ Roses czy Metalliki nie było?

Nie, wystarczą mi słuchawki. Podobnie to wygląda w kwestii świętowania. Po zdobyciu mistrzostwa wielkiej euforii nie było.

Może dlatego, iż są już do tego przyzwyczajeni…

Nie, bo gdy awansowaliśmy do Ligi Mistrzów, to także świętowanie było bardziej stonowane niż w Polsce. To raczej kwestie kulturowe.

A jak z językiem?

Nadal porozumiewam się głównie po angielsku, ale nie jest to problem. Większość tutaj tak mówi. Zdarza się powiedzieć pojedyncze słowa po azersku czy rosyjsku, więcej staram się zrozumieć, choćby gdy rozmawiam z trenerem bramkarzy.

Na start fazy ligowej Ligi Mistrzów Karabach z Kochalskim w składzie wygrał z Benficą 3:2

Baku to miasto, w którym poczułeś się od razu jak u siebie?

Jest inaczej, ale to chyba jedno z najbezpieczniejszych miast, w jakim byłem w swoim życiu. choćby wychodząc wieczorami czy nocą w weekend, to nie doświadcza się agresywnych zachowań czy nie spotyka kogoś pod wpływem używek. To na pewno duży plus, podobnie jak ludzie, którzy są bardzo mili i pomocni. Nie mam prawa narzekać, ale jednak tęsknię trochę za Polską. Jestem chyba za bardzo przywiązany do naszych klimatów.

Dziewczyna przyjeżdża często?

Odwiedza mnie, czasem zostanie na dłużej, czasem krócej. Teraz znowu poszła na studia. Co prawda, zaoczne, ale musi co jakiś czas zjeżdżać do Polski, więc radzimy sobie w ten sposób. Nie ma innego wyjścia.

Współpracujesz z psychologiem, jeżeli chodzi o sprawy mentalne?

Jeszcze nie, ale czasem zastanawiam się, czy nie zacząć.

Dlaczego?

Nie chodzi choćby o kwestie radzenia sobie z presją, ale właśnie tej samotności. Jestem daleko od bliskich, niezbyt często tu bywają, na pewno chętnie dowiedziałbym się czegoś, jak lepiej sobie radzić, kiedy nie mam meczów czy treningów.

Jest trochę Polaków?

Niekoniecznie, w ambasadzie usłyszałem, iż bardzo mało. Ja poznałem tutaj dwie osoby z Polski, z którymi czasem się spotkam na obiad czy herbatę.

Ostatnio dołączył nowy mieszkaniec…

Tak, wiem, ale z Tymkiem Puchaczem nie miałem okazji się tu zobaczyć. Wyprowadziłem się latem z centrum i teraz jestem na obrzeżach. Widziałem jednak, iż chyba mieszka teraz na tym samym osiedlu, co ja wcześniej, więc pewnie gdyby nie to, wówczas widywalibyśmy się częściej. Niedługo zagramy z jego drużyną, to będzie okazja, ale do tej pory nie rozmawialiśmy.

Jest duża przepaść między Karabachem a resztą ligi azerskiej?

Na pewno liga się rozwija. Pomogło zniesienie limitu, bo jeszcze w poprzednim sezonie musiało występować w każdym meczu czterech zawodników z Azerbejdżanu. Kluby zrobiły więc sporo transferów i nie gra się łatwo. Widać to choćby po naszych wynikach z tego sezonu, bo zwykle nie wygrywamy czterema czy pięcioma golami.

W większości meczów jednak prowadzicie grę. Trener dużą uwagę zwraca na rozgrywanie nogami?

Z przodu nie mamy zbyt wysokich zawodników, więc i tak nie byłoby na kogo posyłać długich piłek. Staramy się rozgrywać od tyłu, trener tego pilnuje. Może nie jakoś przesadnie, ale tak jest. Mocno pracuję też nad grą na przedpolu, bo rywale w ten sposób szukają okazji przeciwko nam.

Często chwaliłeś trenera bramkarzy, którego spotkałeś w Stali Mielec – Kamila Beszczyńskiego. Odnalazłby się w Karabachu, a więc na poziomie Ligi Mistrzów?

Jak najbardziej. Życiowo też by sobie poradził. Mamy tu dobrych trenerów bramkarzy i raczej nikt nie szuka nowych, ale gdyby była taka sytuacja, to z czystym sumieniem mogę go polecić.

Dużo było różnic w treningu, gdy na początku trafiłeś do Karabachu?

Na pewno było ciężej. Bardzo dużo siłowni. Od tego sezonu zszedłem jednak o połowę z tych obciążeń i czuję się dużo lepiej. Czasem są zawodnicy, którym nie jest to aż tak potrzebne i może bardziej przeszkadzać niż pomagać. Wydaje mi się, iż jestem tego dobrym przykładem. Wróciłem do tego, co robiłem w Polsce i na dobre mi to wyszło.

To był moment, w którym zastanawiałeś się, czy się nie przełamać i jednak pójść do trenera Gurbanowa porozmawiać?

Nie, wszystko załatwiałem przez trenera bramkarzy. Porozmawiałem też z bramkarzem, który długo tutaj gra i powiedział, żebym robił po prostu to, w czym czuję się dobrze. Po kilku dobrych meczach, trener powiedział, iż jeżeli to ma tak wyglądać, to mogę choćby 25% tej siłowni robić, więc chyba się dogadaliśmy.

Podczas ostatniego zgrupowania reprezentacji Kochalski był na ławce w meczach z Holandią i Maltą

Rotacji też jest mniej w tym sezonie, więc to chyba również pomaga.

Jest mniej, ale przez cały czas się pojawiają. Zawodnikom z pola to nie przeszkadza, bo po prostu więcej pobiegają w meczu i są bardziej obciążeni. Ja wolałbym grać częściej, ale ten system chyba jest nie do ruszenia.

Gdyby pojawiła się atrakcyjna oferta z lig TOP5, nie wahałbyś się?

Na pewno bym się nie wahał. Ciągle mam marzenia i swoje cele związane z tym, żeby grać jak najwyżej. Nie interesują mnie jednak tylko pieniądze. Nie pójdę do jakiegoś klubu, tylko po to, aby dobrze zarabiać i siedzieć na ławce. Marzę o Premier League, ale gdyby pojawiła się dobra oferta z jakiegokolwiek klubu z tych mocniejszych lig w Europie, na pewno bym z niej skorzystał. Chciałbym żeby to był krok do przodu w mojej karierze.

Temat Borussii Dortmund był realny?

Do mnie, ani do klubu nic takiego nie dotarło, więc chyba niekoniecznie.

Gdybyś chciał zostać w przyszłości trenerem, to co zaczerpnąłbyś od Gurbana Gurbanowa?

Chyba kwestie motywacji i podejścia. Często nam powtarza, iż nie ma zespołu, przeciwko któremu nie da się zdobyć punktów. Z każdym trzeba grać ofensywnie, a nie tylko się bronić i liczyć na zero z tyłu. To bardzo wymagający trener, który ma sporo zasad, których nie wolno łamać. Bardzo poważnie podchodzi do kwestii dyscypliny czy choćby spóźnień. Budzi duży respekt i widać, iż jest w swoim działaniu skuteczny.

Zwracał wam często uwagę w swoich przemowach na kwestię wojny z Armenią i walk w przeszłości o Górski Karabach?

Zdecydowanie. Przypomina wszystkim, iż ludzie oddawali życie za ten teren. Da się te tematy odczuć. Byliśmy też raz na wycieczce w tamtym rejonie, bo budują tam nową bazę Karabachu i wszystko nam pokazywali. Czują z tego powodu bardzo dużą dumę i zależy im, aby nasz klub dobrze prezentował się w Europie. Dzięki temu więcej ludzi może usłyszeć o Karabachu i tutejszych bohaterach.

Jak zestawiłbyś funkcjonowanie Karabachu w porównaniu do realiów Ekstraklasy?

Zauważyłem w Polsce, iż jeżeli przychodzi zawodnik z zagranicy, to często jest traktowany w nieco luźniejszy sposób. Dostał duży kontrakt, więc może więcej, odpuszcza się mu. Tutaj niezależnie, kto jest na jakim poziomie, czy zarabia najwięcej w drużynie czy najmniej, to jest traktowany tak samo i nikomu nie wolno więcej, nikomu nie wolno mniej.

To jest coś, co bardzo mi się podoba. Myślę, iż to bardzo ważna kwestia, aby zawodnik nie wchodził na głowę trenerowi, bo przecież to na końcu on ustala skład. Trener często zwraca nam uwagę, iż jeżeli komuś się coś nie podoba, to w każdej chwili może się spakować i wyjechać.

Komuś się zdarzyło?

No właśnie nie. Wszyscy zawodnicy się dostosowują i spełniają oczekiwania. Na pewno nie chodzi o różnice finansowe. Kilka lat temu może bym się zastanawiał, ale teraz w Karabachu płaci się podobne pieniądze, co w lepszych polskich klubach. Jak słyszę czasem o niektórych zarobkach, to nie wiem nawet, czy u nas nie lepiej. Dodatkowo, my w Karabachu mamy jedno boisko treningowe, a choćby Legia wspaniały ośrodek, który też dobrze poznałem. Mam więc nadzieję, iż naszym klubom też kiedyś uda się awansować do Ligi Mistrzów.

Debiut w reprezentacji to twój cel na kolejny rok?

Wiem, iż muszę być na odpowiednim poziomie, aby tak się stało. Będę robił wszystko, żeby go osiągnąć. Chcę doprowadzić do sytuacji, gdy nie ma wahań u trenera, czy dać mi szansę, czy nie. Wierzę, iż awansujemy na mistrzostwa świata, a ja będę mógł na nie pojechać.

Niedługo też zagracie z Liverpoolem na Anfield…

Mocno czekam na ten mecz. Może się tak przecież zdarzyć, iż i dla nas, i dla nich to będzie mecz decydujący o przejściu do play-offów. Mam jednak nadzieję, iż wcześniej już zgromadzimy tyle punktów, iż przed tym starciem będziemy spokojni. To będzie wielkie przeżycie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Mateusz Kochalski (niemal) bohaterem! Obronił rzut karny w LM
  • Polak w BVB? Kovac obserwuje go od miesięcy
  • Jan Urban reaguje na kontuzję w kadrze. Awaryjne powołanie

fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału