
To była teoretycznie najtrudniejsza do wytypowania walka. W ćwierćfinale turnieju na FAME 29 zmierzyli się bowiem ze sobą raper Alberto i będący wielką niewiadomą „Święty Mateusz”.
Trzecim pojedynkiem ćwierćfinałowym na gali FAME 29 w Tarnowie był pojedynek Alberto Simao vs. Mateusz „Święty Mateusz” Szmyd. Walka ta była przepustką do awansu do najlepszej czwórki turnieju, którego stawką był luksusowy Mercedes S-Class.
Walka w formule K-1 w małych rękawicach, zakontraktowana na dwie rundy. Który z tych zawodników wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko?
Alberto zaczął tę walkę z minusowym punktem, więc nie zdziwiło, iż od początku narzucił presję na Szmydzie. Jednak już po dziesięciu sekundach walki trafił on rywala w krocze, przez co walka była na chwilę przerwana. Alberto i Święty Mateusz byli niezwykle aktywni. Tutaj widać było, iż jeden przypadkowy, ale celny cios może zdecydować o wyniku całej walki. I w połowie rundy mieliśmy z tym do czynienia. Najpierw Alberto zachwiał się po ciosie Szmyda, by po chwili posłać rywala na deski. Po powrocie do stójki Alberto ponownie powalił rywala, który miał już wyraźne kłopoty. Ale gwałtownie z nich wyszedł. Mateusz Szmyd po powrocie zrobił rywalowi to, co on zrobił jemu – posłał Alberto na deski i raper był liczony. Natomiast tuz przed końcem rundy Alberto ponownie posłał Szmyda na deski. Oglądaliśmy zatem aż cztery nokdauny w tej odsłonie.
Druga odsłona zaczęła się podobnie jak pierwsza runda. Zawodnicy agresywnie ruszyli na siebie, a Alberto ponownie trafił przeciwnika w krocze. Tym razem zrobił to jednak mocniej, bowiem Szmyd długo dochodził do siebie. Po powrocie do walki obaj dali swoisty festiwal bólu. Nie patrzyli na konsekwencje, szli do przodu i polowali na głowę rywala. Była to bardzo widowiskowa walka, której kibice na pewno przez długi czas nie zapomną.
Finalnie dotrwała do końcowego gongu. O wygranym zdecydowali zatem sędziowie. Ci jako wygranego wskazali Alberto Simao, który awansował do półfinału turnieju.

3 godzin temu








