
Joe Lopez, główny trener Alexandra Volkanovskiego, ujawnił, iż jego podopieczny zmagał się z kontuzją przed galą UFC 325. Jeszcze kilka tygodni temu zespół Australijczyka nie był przekonany, czy „The Great” w ogóle będzie w stanie wystąpić na wspomnianym wydarzeniu.
W starciu wieńczącym galę UFC 325, która odbyła się w zeszłym tygodniu w Sydney, Alexander Volkanovski zmierzył się Diego Lopesem. Był to rewanż za walkę, która miała miejsce w kwietniu zeszłego roku – wówczas triumfował Australijczyk. W stawce pojedynku znalazł się tytuł mistrzowski w kategorii piórkowej.
Chociaż Diego Lopes zapowiadał, iż tym razem znajdzie sposób na obecnego mistrza, to – cytując klasyka – oktagon zweryfikował słowa Brazylijczyka. 31-latek nie zaskoczył Volkanovskiego niczym nowym. Mistrz po profesorsku wypunktował pretendenta, pokonując Lopesa jednogłośną decyzją sędziów.
Co ciekawe, trener Volkanovskiego zdradził, iż Australijczyk borykał się z kontuzją barku, której doznał cztery tygodnie przed galą. „The Great” rzekomo rozważał choćby wycofanie się z pojedynku.
Uczciwie mówiąc, cztery tygodnie temu nie sądziliśmy, iż Alexander w ogóle wyjdzie do walki. Wypadł mu bark. Dosłownie. Przez ostatnie cztery tygodnie trenował z poważnie uszkodzonym ramieniem. To był dla niego bardzo trudny okres.
– Przyznał Joe Lopez na kanale Daniela Cormiera.
MMA to ciężki kawałek chleba
Nie jest tajemnicą, iż MMA to bardzo trudny sport. Kontuzje są tu na porządku dziennym, a praktycznie każdy zawodnik, który wchodzi do klatki, ma mniejsze lub większe problemy zdrowotne. Niestety, większość sportowców nie ma komfortu, by w dowolnym momencie zrezygnować ze swojego starcia.
Przygotowania, dieta oraz wizyty u różnych specjalistów – wszystko to kosztuje, a brak pojedynku oznacza brak wypłaty. Zawodnicy stają zatem przed trudnym wyborem: zawalczyć mimo urazu i otrzymać wynagrodzenie za występ, czy zrezygnować, stawiając swoje zdrowie ponad pieniądze.
Druga sprawa to mentalność. Aby wyjść do oktagonu, trzeba mieć naprawdę silną psychikę. Ludzie, którzy wybierają taką ścieżkę kariery, muszą często radzić sobie z dużo większym obciążeniem niż zwichnięta kostka. Dlatego też atleci zaciskają zęby i kontynuują przygotowania. Ponadto niektóre urazy, choć uciążliwe, nie są na tyle poważne, aby od razu odwoływać pojedynek.
ZOBACZ TAKŻE: Znamy przyszłość Szymona Kołeckiego. Wystąpi w walce wieczoru dużej gali
Alexander Volkanovski (28-4) podpisał kontrakt z największą organizacją MMA na świecie w 2016 roku. Zadebiutował na gali UFC Fight Night 101 w Melbourne, gdzie skrzyżował rękawice z Yusuke Kasuyą. „The Great” zdemolował Japończyka w 2. rundzie.
Po siedmiu zwycięstwach z rzędu Volkanovski stanął przed szansą na zdobycie pasa mistrzowskiego. W 2020 roku Australijczyk stoczył walkę z Maxem Hollowayem, którą wygrał, detronizując zawodnika z Hawajów. Na tronie zasiadał do 2024 roku, kiedy to koronę przejął od niego Ilia Topuria.
W zeszłym roku 37-latek zdołał powrócić na szczyt. Gruzin zrezygnował z pasa, zmieniając kategorię wagową, a w dywizji piórkowej nastąpiło bezkrólewie. W związku z tym UFC zestawiło starcie Volkanovskiego z Diego Lopesem. „The Great” w przekonującym stylu rozprawił się z Brazylijczykiem, odzyskując utraconą koronę.

4 godzin temu
















