Trener tak podsumował to, co zrobiła Świątek z Rosjanką. "Panika, amok"

2 godzin temu
"No czego tu więcej chcieć?" - pytał były trener Igi Świątek, komentując jej mecz z Anną Kalinską w trzeciej rundzie Australian Open. To było po kapitalnym pierwszym secie, którego Polka wygrała 6:1. - Nie wiem, co się stało - mówiła kompletnie zdezorientowana Iga po następnym secie, przegranym 1:6. "Panika" - orzekł wtedy krótko komentator. Na szczęście koniec końców Świątek się pozbierała i wygrała mecz 6:1, 1:6, 6:1.
To było dziwne. A choćby niezrozumiałe. W trzeciej rundzie Australian Open Iga Świątek nie wiadomo dlaczego wsiadła nagle na karuzelę, nie zapięła pasów bezpieczeństwa i mogła wypaść. Przy okazji nam wszystko zafundowała przejażdżkę, której nie chcieliśmy.

REKLAMA







Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany



Po 24 minutach wiceliderka światowego rankingu już prowadziła 1:0 w setach z 33. zawodniczką listy WTA. Po partii zakończonej wynikiem 6:1 dla Świątek Kalinska leżała na korcie i miała masowane plecy. A Piotr Sierzputowski, który w Eurosporcie komentował mecz razem z Justyną Kostyrą, mówił tak: „Ona choćby nie próbuje grać mocno po pierwszym serwisie. Zwalnia do góry, czego nie widzieliśmy w poprzednich meczach, czego ogólnie nie widzieliśmy za często w zeszłym roku. I myślę, iż to jest jeden z tych elementów, o których rozmawialiśmy, czyli ta poprawa gry. Iga ma narzędzia, tylko trzeba, tak jak powiedziałem, nie zanurzyć paluszka i wyjść z tej nowej wody, uciec, tylko rzeczywiście trzeba spróbować przekonać się do nich [tych narzędzi]. No a o ile mam taką przewagę w meczu, to tym bardziej. Tutaj nie ma po co się napinać, nie ma po co grać z całej siły każdego uderzenia. Teraz już gramy spokojnie i zagramy sobie w defensywie, i wyjdziemy na woleja, i zamieszamy serwisem. Return doskonale wychodzi. No czego tu więcej chcieć?".
Świątek zagrała koncert, aż nagle zaczęła fałszować
Były trener Igi idealnie podsumował to, co wszyscy widzieliśmy. Po secie wygranym przez Świątek 6:1 w mediach społecznościowych pojawiały się choćby opinie, iż nasza tenisistka właśnie gra swój najlepszy mecz od finału zeszłorocznego Wimbledonu (6:0, 6:0 z Amandą Anisimovą). W trakcie pierwszego seta widzieliśmy, jak z euforii ze swoich miejsc zrywają się trener Igi Wim Fissette, psycholożka Daria Abramowicz, trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk i sparingpartner Kacper Żuk. A choćby po jednej z kapitalnych akcji Igi Abramowicz krzyczała z euforii i wznosiła zaciśniętą pięść.
Po tamtej akcji wszyscy cieszyliśmy się wyjątkowo. Przy stanie 4:1 i 30:15 dla Igi przy serwisie Kalinskiej doszło do wymiany, którą Polka wygrała dzięki temu, iż odważyła się na świetnego, ofensywnego slajsa blisko siatki. To absolutnie nie jest typowe granie Igi. Ale Iga w pierwszym secie próbowała różnych rzeczy i wszystko jej wychodziło. Aż nagle stało się to, czego nie rozumiemy. A chcielibyśmy.
Świątek tylko gestykulowała do swojego sztabu
- Tak jak mówiłem w pierwszym secie: bez pośpiechu – zaczynał się martwić Sierzputowski, gdy Kalinska wychodziła w drugiej partii na 2:0. - Tego nie widzieliśmy w pierwszym secie. W tym jest coraz więcej błędów i one nie są małe, to nie jest blisko linii. A to w ogóle nie jest potrzebne. Decyzje w pierwszym secie były zdecydowanie lepsze, kiedy nie było presji wynikowej – podkreślał Sierzputowski, gdy było 6:1, 1:3. – Dziwne są te błędy. jeżeli w pierwszym secie błędy wynikały z planu gry Igi, to teraz to są błędy z paniki. To błędy mówiące „Nie mam pojęcia, co zrobić". Przeciwniczka kilka zmieniła – podkreślał były trener Świątek, gdy set już praktycznie uciekł.



Po przegraniu partii 1:6 sama Świątek gestykulowała do swojego sztabu i powiedziała: „Nie wiem, co się stało".
My nie wiemy bardziej, jak to się stało. Jak to możliwe, iż po naprawdę bardzo dobry secie nagle Iga zagrała w taki sposób. Że nie trzymała się tego, co działało. Że podejmowała dziwne decyzje. Że całkowicie straciła kontrolę. Że w całym drugim secie wygrała zaledwie 13 proc. punktów po swoim serwisie. – Pierwszy raz w życiu widzę taką liczbę – komentował Sierzputowski. Ale przy tym tłumaczył, iż problemem Igi jest choćby nie tyle sam serwis. Że wszystko, co najgorsze dzieje się później, w wymianach.
Dla porównania: w pierwszym secie Świątek wygrała 75 proc. punktów po swoim serwisie. Zjazd z 75 do 13 procent jest niewytłumaczalny.
To dlatego amok ogarnął Świątek
Ale jednak spróbujmy go jakoś wytłumaczyć. – Iga musi wyjść z tego dziwnego amoku – powiedział Sierzputowski przed decydującym setem. A jeżeli to był amok, to skąd się wziął?



Tuż przed meczem Eurosport zaprezentował wypowiedź Barbary Schett o Idze Świątek. Była gwiazda tenisa, a teraz ceniona ekspertka powiedziała tak: „Styl Igi sprawia, iż bardzo trudno jest jej utrzymać najwyższy poziom przez całe spotkanie. Gra bardzo agresywnie, często na zasadzie wszystko albo nic. Zdarza się, iż wkłada w zagrania zbyt dużo siły, spieszy się i to może powodować niewymuszone błędy. Dla niej kluczem jest znalezienie równowagi, kiedy delikatnie się wycofać, a kiedy atakować. Często chce zakończyć wymianę zbyt gwałtownie i sama wpędza się w kłopoty. Chciałabym zobaczyć w grze Igi nowe elementy, choć wiem, iż wprowadzanie ich nie jest łatwe. Nie znam jej dobrze prywatnie, ale wydaje się, iż bywa uparta i trudno jest jej przekonać się do pewnych rzeczy. Zwłaszcza, iż wprowadzanie nowych rozwiązań na początku wiąże się z porażkami albo dużą liczbą błędów. Na pozytywne efekty potrzeba czasu. Iga wygrała sporo Wielkich Szlemów [już sześć takich turniejów], więc dużo rzeczy robi znakomicie, ale każdy zawodnik musi się rozwijać. Spójrzmy choćby na Novaka Djokovicia, który jest w tourze od tylu lat, a w każdym sezonie stara się coś zmienić, coś dołożyć, by stać się jeszcze lepszym tenisistą. Wszyscy muszą o tym pamiętać. Iga nie jest tu wyjątkiem".
To jest bardzo dobra analiza Igi Świątek. Trudno z czymś się nie zgodzić. Wszystko, co zauważyła Schett, zobaczyliśmy w meczu Świątek z Kalinską. W pierwszym secie były cieszące oko i kibicowskie serce zmiany, była równowaga między ofensywą, a spokojem, było po prostu wszystko. A później nagle Igę zdominował pośpiech. Zapętliła się w swoich błędach i nie umiała z nich wyjść.
Na szczęście Świątek przetrwała
Na szczęście Świątek jest na tyle klasową i doświadczoną zawodniczką, iż mimo kłopotów, w jakie się wpędziła, na decydującą partię wyszła z odpowiednim nastawieniem i od początku przejęła kontrolę. Efekt był taki, iż po półgodzinie tej partii prowadziła już 5:0. I już nie mogła tego przegrać – skończyła spotkanie, wykorzystując drugiego meczbola.
6:1, 1:6, 6:1 to wynik po którym dziwnie brzmi komentarz, iż Świątek ten mecz przetrwała. Ale autorka tego stwierdzenia – Justyna Kostyra – dobrze to ujęła. – Pierwszy set był jednym z najlepszych w karierze Igi. A w drugim u Igi musiało się zadziać coś wewnętrznie i nagle Iga w ogóle nie miała kontroli nad tym meczem – puentował Sierzputowski.



Cóż, teraz, w czwartej rundzie Australian Open 2026, Świątek zagra z Maddison Inglis, czyli Australijką dopiero 168. w światowym rankingu, która w trzeciej rundzie miała się zmierzyć z Naomi Osaką, ale Osaka wycofała się przez kontuzję. Przeciw Inglis Świątek będzie faworytką murowaną, absolutną. Tam zadaniem dla Polki musi być nie tylko zwycięstwo, ale też zdecydowanie przypilnowanie koncentracji, odpowiedniego nastawienia, po prostu kontrola od początku do końca. Takich huśtawek, jak z Kalinską, Iga na pewno nie potrzebuje, jeżeli chce wygrać całe Australian Open. A to, przypomnijmy, ostatni wielkoszlemowy turniej, w którym jeszcze nigdy nie triumfowała.
Idź do oryginalnego materiału