Poukładany i inteligentny - te dwa określenia pojawiają się w każdym opisie Kacpra Tomasiaka, gdy pyta się o niego w środowisku skoków narciarskich. Zaraz potem są: chłodna głowa i nieokazywanie emocji.
REKLAMA
Zobacz wideo Skoki narciarskie na igrzyskach za darmo? Tak to się robi
Wystarczył rzut oka na Tomasiaka. "Co ja narobiłem?". Skoki ze stolika i kanapy
- Te emocje na pewno w nim są, ale na zewnątrz nic po nim nie widać. Po wszystkich dotychczasowych sukcesach zachowywał się tak, jakby stało się coś zupełnie normalnego. Jakby to po nim spływało. Żadnego popadania w euforię. Choć, obserwując go podczas transmisji telewizyjnej w poniedziałek, miałem wrażenie, jakby myślał sobie "Co ja narobiłem?" - opowiada ze śmiechem Robert Mateja.
A Sławomir Hankus zwraca uwagę na wielki kontrast między stonowaną reakcją na niespodziewany życiowy sukces Tomasiaka i ekspresyjną euforią Philippa Raimunda. Niemiec skakał z euforii i krzyczał, nie mogąc ustać w miejscu na najwyższym stopniu podium.
Obaj szkoleniowcy pracowali z Tomasiakiem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Mateja później spotkał się z nim ponownie, gdy w ubiegłym roku dołączył w roli asystenta do kierowanej przez Wojciecha Topora kadry B. Były reprezentant Polski zrobił to na prośbę trenera kadry A Macieja Maciusiaka, swojego sąsiada. W przeszłości był zaś kolegą z klasy w szkole sportowej w Zakopanem ojca Tomasiaka, Wojciecha. Po latach spotkali się ponownie, jako koledzy z pracy w Szczyrku.
- W środowisku już wcześniej było słychać, iż Kacper ma potencjał i wyróżnia się na tle rówieśników. Potwierdzały to obserwacje podczas zawodów dzieci i młodzików. Ale nikt wtedy nie przypuszczał, iż w 2023 roku zajmie czwarte miejsce w mistrzostwach świata juniorów - wspomina Mateja.
Tomasiaka seniora zna też dobrze Jarosław Konior, który - właśnie na prośbę ojca - wziął pod swoje skrzydła sześcioletniego Kacpra w klubie LKS Klimczok Bystra. Tata skoczka w przeszłości próbował sił w biegach narciarskich, ale potem razem z synem oglądali z wypiekami na twarzy zawody, w których brylowali najpierw Adam Małysz, a potem Kamil Stoch.
- Kacper podobno skakał wtedy gdzieś tam w domu ze stolika czy kanapy i lądował z telemarkiem. Wojtek spytał go, czy chce spróbować i tak to się zaczęło - opowiada Hankus.
Dobry moment na...upadek. Tomasiak jak Ammann
To ojciec skracał Tomasiakowi pierwsze narty, bo wszystkie dostępne na rynku były dla niego za długie. Chłopiec - jak relacjonuje Konior - od razu świetnie sobie radził.
- Od początku widać było, iż ma ten błysk, talent. Dobre warunki fizyczne i psychiczne. Nie bał się skakać na dużych obiektach, a to znak, iż zawodnik ma dobrą głowę do tego sportu - zaznacza pierwszy szkoleniowiec 19-latka, a w tej chwili wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego.
O głowę Tomasiaka raz bał się nieco Topór. Latem ubiegłego roku, podczas treningów na Wielkiej Krokwi, Tomasiak miał wypadek, w wyniku którego był mocno poobijany. Trener kadry B opowiada, iż był to jeden z gorszych upadków, jakie mogą się przydarzyć skoczkom, bo nastąpił z dużej wysokości. I dodaje, iż był to jedyny raz, kiedy widział u tego zawodnika silniejsze emocje.
- Gdy na drugi dzień kolano mocno spuchło, nie mógł go zginać i czekaliśmy na badania, to Kacper był lekko podłamany. Zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Wiedział, iż różnie może być i iż czeka go co najmniej kilka tygodni przerwy. Powiedziałem mu wtedy: "Może to zabrzmi dziwnie, ale wybrałeś dobry moment. Masz jeszcze dużo czasu, by przygotować się do sezonu". Na szczęście tak też było, bo okazało się, iż więzadła były całe - wspomina.
Nastolatek mógł wznowić treningi po około miesiącu, a w międzyczasie rozmawiał z Danielem Krokoszem, psychologiem współpracującym z kadrą skoczków. – To nie jest takie proste, iż jest wypadek, odczekasz kilka tygodni, wrócisz i wszystko jest ok. To wszystko siedzi w głowie i niektórzy zawodnicy później już nie wracają, bo nie są w stanie przełamać tej bariery strachu. Byłem interesujący i trochę niespokojny, jak będzie z Kacprem. Czy po powrocie będzie miał z tyłu głowy takie obawy. Ale stopniowo, ze skoku na skok, łapał na nowo czucie. Myślę, iż ta chłodna głowa i taki brak kalkulacji pomogły mu wrócić silniejszym – ocenia Topór.
Mateja żartuje, iż może Tomasiak podczas tego upadku uderzył się w głowę i coś mu się w niej przestawiło, bo po powrocie radził sobie świetnie. Nie tylko prezentował w kolejnych miesiącach bardzo dobrą dyspozycję, ale też ją stale poprawiał. Hankus na poważnie zaś tłumaczy, iż często po przymusowej przerwie zawodników napędza głód skakania, a samą przerwę wykorzystują np. na fizjoterapię, na którą nie mają na co dzień czasu.
Niektórzy żartobliwie zestawiają przypadek nastolatka z Bielska-Białej z historią Simona Ammanna. Szwajcar podczas treningu w styczniu 2002 r. upadł twarzą na bulę. Doznał wtedy licznych stłuczeń i lekkiego wstrząśnienia mózgu. Miesiąc później sensacyjnie zdobył dwa złote medale olimpijskie.
Fanatyzm Tomasiaka. Brak treningów za karę i interwencja trenera
Z powodu kamiennego wyrazu twarzy Konior porównuje Tomasiaka do odnoszącego przed laty sukcesy Fina Janne Ahonena. Choć przyznaje, iż po wywalczeniu olimpijskiego krążka 19-latek wyjątkowo dużo jak na niego się uśmiechał.
Wszyscy szkoleniowcy zapewniają, iż nowy bohater polskiego sportu jest bardzo lubiany. Jako introwertyk nie pcha się na pierwszy plan, ale wśród kolegów jest skory do żartów i bierze udział w grupowych rozrywkach. A dla trenerów jest idealnym typem sportowca do pracy – słucha wskazówek, nie wchodzi w niepotrzebne dyskusje i bardzo gwałtownie wprowadza otrzymane uwagi w życie. Hankus mówi o Tomasiaku "zawodnik-plastelina" i dodaje, iż ten doskonale rozumie skoki i analizuje różne dane.
- Widać to było bardzo dobrze podczas zawodów, gdy można dostrzec, iż - idąc na wywiad do telewizji po pierwszym skoku – oglądał na telebimie jeszcze powtórkę swojego skoku, w wywiadzie wskazywał, co zrobił źle i w drugiej serii już tego błędu nie popełniał. Bardzo mało jest takich zawodników, którzy po skoku czy po zawodach jeszcze w samochodzie sprawdzają prędkości, przeliczniki za wiatr, analizują, kto jak wykorzystał warunki itd. Pod tym względem Kacper jest wyjątkowy, bo interesuje się występami bardzo dużej liczby zawodników. Czasem można to choćby podciągnąć pod lekki fanatyzm, ale myślę, iż ten szeroki ogląd daje mu pewną przewagę nad resztą. I ułatwia to dojście do mistrzostwa. Bo wicemistrzostwo już ma – zaznacza szkoleniowiec SMS Szczyrk.
Wszyscy trenerzy podkreślają też, iż 19-latek jest bardzo inteligentny i nauka nigdy nie sprawiała mu kłopotów. Od niedawna jest studentem Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie. W dzieciństwie zdarzało się, iż rozpoczynający dopiero przygodę ze skokami chłopiec nie wywiązywał się z wszystkich obowiązków szkolnych i rodzice próbowali dyscyplinować go ograniczeniem treningów. Wtedy interweniował wspominający to z uśmiechem Konior.
- Od razu widziałem, iż Kacper ma papiery na to, by być dobrym zawodnikiem i wtedy miałem pretensje do jego rodziców, iż zmarnują ten talent. Powiedziałem im, by wymyślili mu inną karę i potem systematycznie przywozili go na treningi - wspomina wiceprezes PZN.
Jedyny "grzech" nowego bohatera Polski. Tomasiakowie polską wersją klanu Prevców
On i pozostali trenerzy wychwalają rodziców Tomasiaka za to, jak wychowali syna. Nie mają wątpliwości, iż to procentuje również w jego karierze sportowej. Opowiadają też, iż nastolatek jest mocno związany z rodzicami i czwórką młodszego rodzeństwa. Gdy Topór wspomina zasłyszane stwierdzenie, iż kilka lat temu skoczek miał dołek w pierwszym sezonie z dużą liczbą wyjazdów, to pytam, czy nie sądzi, iż mogło to wynikać właśnie częściowo z tęsknoty za bliskimi. Mój rozmówca uśmiecha się i stwierdza, iż raczej chodziło o to, iż organizm chłopca musiał się dopiero przyzwyczaić do licznych i częstych podróży.
- Gdy w ubiegłym roku wyjechał z nami na dłużej, to rodzice w pewnym momencie dzwonili do trenerów i pisali do innych zawodników, by sprawdzić, czy Kacper w ogóle żyje, bo nie dawał im nic znać. A Kacper zawsze w takich sytuacjach odpowiada: "No jest dobrze przecież" - relacjonuje.
Rodzina może na Tomasiaka jednak liczyć. Konior wspomina historię związaną z ostatnią edycją Turnieju Czterech Skoczni. Nastolatek, który niedawno zdał egzamin na prawo jazdy, wrócił do Polski w nocy, a rano już rozwoził rodzeństwo do szkoły i przedszkola, gdy rodzice musieli być w pracy.
Z przymrużeniem oka można dodać, iż w tej sytuacji tym bardziej należy docenić skoczka, bo podobno gdy tylko ma okazję, to lubi dłużej pospać. – Od jego kolegów z kadry A wiem, iż zdarzają się sytuacje, gdy wszyscy są już na zbiórce i auto ma odjechać, a Kacpra jeszcze nie ma. To chyba jedyne, na czym można go "złapać", czego nie robi idealnie – opowiada ze śmiechem Hankus.
Dwaj bracia Tomasiaka też weszli w świat skoków. Młodszy o dwa lata Konrad startuje już w zawodach międzynarodowych i moi rozmówcy zapewniają, iż również ma duży potencjał. Urodzony w 2017 roku Filip pozostało na zbyt wczesnym etapie, by to oceniać. W domu pozostało malutki Jaś i Konior przewiduje, iż w przyszłości on pewnie również spróbuje sił w tym sporcie. I iż rodzina Tomasiaków będzie polskim odpowiednikiem słynnego słoweńskiego klanu Prevców, który ma na koncie wiele sukcesów.
- Myślę, iż za 15 lat może być taka sytuacja, iż w barwach LKS Klimczok Bystra będzie startowała cała czwórka - typuje Konior. Skład rodzeństwa uzupełnia Emilia, ale wiceprezes PZN mówi, iż dziewczynka bardziej zainteresowana jest światem artystycznym niż sportowym.
Czy Tomasiakowi grozi "sodówka"? "Szybko zostanie sprowadzony na adekwatną ścieżkę"
Wątek rodziny skoczka pojawia się także wtedy, gdy pytam rozmówców, czy nie boją się, iż spokojnemu na co dzień 19-latkowi mimo wszystko po życiowym sukcesie - i za sprawą wielkiego zainteresowania jego osobą - może zaszumieć trochę w głowie.
- Myślę, iż możemy być w tej kwestii spokojni. Oboje rodziców są pedagogami i cudownie trzymają pieczę nad rozwojem Kacpra, tłumaczą mu wszystko. Nie sądzę więc, byśmy się musieli bać, iż przepadnie. Jestem przekonany, iż to się nie wydarzy. A choćby o ile by mu się chwilowa młodzieńcza fantazja włączyła, to myślę, iż gwałtownie zostanie sprowadzony przez rodzinę ponownie na adekwatną ścieżkę – ocenia Hankus.
Topór z uśmiechem dodaje, iż Tomasiaka raczej trzeba będzie zachęcać do tego, by świętował swoje osiągnięcia. A Konior na zakończenie stwierdza, iż to może choćby dobrze, iż 19-latek nie zdobył teraz już olimpijskiego złota.
- Bo gdyby to zrobił teraz, w debiucie, to jakie cele miałby później? A tak ma do czego sportowo dążyć – przekonuje.
Czy to oznacza, iż nie spodziewa się, aby Tomasiak mógł pojawić się na podium w sobotnim konkursie na dużej skoczni? Przyznaje, iż mocne odbicie nastolatka bardziej pomaga w rywalizacji na normalnym obiekcie, ale…
- Po poniedziałkowym sukcesie, który dał mu "kopa", to wcale się nie zdziwię, jeżeli teraz też się włączy do walki o medale. Będzie ciężko, ale może to zrobić – przewiduje pierwszy trener jedynego jak na razie polskiego medalisty igrzysk Mediolan-Cortina 2026.

1 godzina temu












