Mało kto pamięta, iż istniała taka dyscyplina na igrzyskach. Historia baletu na nartach

2 godzin temu
Na stoku grała muzyka, zawodnik wjeżdżał w rytmie, a sędziowie unosili tablice z notami. Balet na nartach był kiedyś dyscypliną na igrzyskach i traktowano go całkiem serio. Choć dziś mało kto o nim pamięta, połączenie narciarstwa i tańca miało swój moment chwały, zanim zniknęło z olimpijskiej sceny.
Balet na nartach? Choć może to brzmieć absurdalnie, taka konkurencja naprawdę funkcjonowała i choćby pojawiła się na igrzyskach olimpijskich jako dyscyplina pokazowa. W czasach, gdy freestyle dopiero raczkował, to właśnie ona przyciągała uwagę widzów. Zawodnicy zjeżdżali po łagodnym stoku w rytmie muzyki, wykonując piruety, skoki i układy choreograficzne inspirowane tańcem oraz łyżwiarstwem figurowym. Był to sport balansujący między techniką a artystyczną interpretacją. Kijki pełniły rolę rekwizytów, a stok zamieniał się w scenę.

REKLAMA







Zobacz wideo Skoki narciarskie na igrzyskach za darmo? Tak to się robi



Na czym polegał balet na nartach? Robił ogromne wrażenie na widzach
Balet na nartach był odmianą narciarstwa dowolnego, w której nie liczył się czas przejazdu, ale styl. Zawodnik przygotowywał układ do wybranej muzyki i wykonywał go na łagodnym stoku. Trasa nie była naszpikowana bramkami jak dzisiaj. Przestrzeń pozostawała otwarta, co dawało swobodę w budowaniu układu i prezentowania techniki. W programie pojawiały się obroty, piruety, podskoki, przejścia na jednej narcie, a choćby elementy przypominające taniec współczesny.
Znakiem rozpoznawczym tej konkurencji były kijki, które wykraczały poza swoją podstawową funkcję. Nie służyły jedynie do stabilizacji podczas jazdy. Stawały się częścią choreografii i elementem budującym efekt sceniczny. Zawodnik mógł oprzeć się na jednym kijku w trakcie obrotu, płynnie przełożyć go z ręki do ręki lub wykorzystać przy dynamicznym wybiciu do skoku. W niektórych układach pojawiały się wręcz teatralne gesty, które miały podkreślić rytm muzyki.


Sprzęt różnił się od klasycznych zestawów. Krótsze i bardziej zwrotne narty pozwalały na szybkie zmiany kierunku oraz płynne przejścia między figurami. Buty zapewniały większą swobodę ruchu w kostce, bo ważna była elastyczność. Sportowiec musiał mieć doskonałe czucie śniegu i równowagę, gdyż wiele elementów wykonywano z niewielką prędkością, bez "rozpędu ratunkowego".
Przejazd trwał kilka minut i podlegał ocenie sędziów. Punktowano nie tylko precyzję wykonania, ale także płynność łączenia elementów, pomysł na układ i ogólny wyraz artystyczny. Każdy detal miał wpływ na końcową notę. Dla widzów był to spektakl przypominający łyżwiarstwo figurowe przeniesione ze ślizgawki na ośnieżony stok. Pomysł narodził się w czasach, gdy narciarstwo dowolne dopiero kształtowało swoją tożsamość. A tak wyglądała jego historia...









Czy balet narciarski przez cały czas istnieje? Choć mało się o nim mówi, nie zniknął całkowicie
Ta niecodzienna dyscyplina sportowa narodziła się w latach 60. w Stanach Zjednoczonych. Grupa instruktorów i zapaleńców postanowiła sprawdzić, co się stanie, gdy z toru jazdy znikną bramki, a w centrum znajdzie się styl i swoboda. Jednym z pionierów był Amerykanin Bob Howard, który odszedł od sztywnej techniki i potraktował stok jak przestrzeń do ekspresji. Tak rodziło się narciarstwo dowolne, a jego najbardziej artystyczną odsłoną stał się właśnie balet narciarski.
W kolejnych dekadach pomysł nabrał rozpędu. Międzynarodowa Federacja Narciarska włączyła tę konkurencję do oficjalnych zawodów freestyle. Lata 80. okazały się okresem największej popularności. Imprezy odbywały się po obu stronach Atlantyku, a najlepsi zawodnicy zdobywali rozpoznawalność podobną do gwiazd jazdy po muldach czy skoków akrobatycznych. Balet przestał być ciekawostką, stał się pełnoprawną częścią sportowej sceny.


Największą uwagę przyciągnęły jednak igrzyska. Dyscyplinę pokazano jako konkurencję demonstracyjną podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Calgary w 1988 roku, a cztery lata później ponownie w Albertville. Medali nie rozdawano, ale sama obecność w programie była formą nobilitacji. Wśród najbardziej rozpoznawalnych nazwisk wymieniano Norwega Rune Kristiansena, którego występy do dziś krążą w archiwach jako przykład precyzji i scenicznej swobody.
Pod koniec lat 90. zainteresowanie tym sportem zaczęło słabnąć. Punktacja bywała odbierana jako zbyt uznaniowa, a telewizja coraz chętniej pokazywała konkurencje z wyraźnym wynikiem i większą dynamiką. Około 2000 roku Międzynarodowa Federacja Narciarska zrezygnowała z organizowania zawodów w tej formule. Balet na nartach zniknął z oficjalnego kalendarza. Dziś nie funkcjonuje jako regularna konkurencja, choć w środowisku freestyle można spotkać pokazy i nawiązania do dawnych układów. To jednak niszowa pasja i sentymentalny powrót do czasów, gdy śnieg potrafił być parkietem. Czy balet na nartach powinien wrócić na igrzyska? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału