Ponad 31 tys. uczestników, rekord trasy kobiet i grad rekordów życiowych – to bilans rozegranego w niedzielę, 15 lutego półmaratonu w Barcelonie. Zwycięstwa odnieśli faworyci, Etiopczyk Hagos Gebrhiwet oraz Kenijka Loice Chemnung. Nie do końca wyszedł start Aleksandrze Lisowskiej, która celowała w wynik poniżej 1:10, a musiała się zadowolić czasem o ponad minutę gorszym.
W niedzielny poranek ulice Barcelony stały się areną znakomitego ścigania na światowym poziomie. Półmaraton przyciągnął czołowych biegaczy długodystansowych, a rywalizacja od pierwszych kilometrów toczyła się w bardzo mocnym tempie.
Bezkonkurencyjny Gebrhiwet, rekordowy bieg Chemnung
Organizatorzy podrażnieni brakiem ratyfikacji ubiegłorocznego wyniku Jacoba Kiplimo (56:42) jako rekordu świata znów zaprosili znakomitego Ugandyjczyka na start. Jednak tuż przed zawodami w stolicy Katalonii mistrz świata w półmaratonie z Gdyni ogłosił, iż nie pobiegnie w weekend Barcelonie, tylko 8 marca w Lizbonie, w ramach przygotowań do maratonu w Londynie.
Pod nieobecność Kiplimo murowanym faworytem zawodów był Hagos Gebrhiwet i z tej roli wywiązał się znakomicie. Etiopczyk narzucił zabójcze tempo i już na 10. kilometrze z wynikiem 27:19 miał wyraźną przewagę nad rywalami.
Za jego plecami próbował utrzymać kontakt reprezentujący Szwajcarię Dominic Lobalu, jednak w drugiej części dystansu wyraźnie osłabł. Gebrhiwet nie oddał prowadzenia do mety i zwyciężył z bardzo dobrym wynikiem 58:05. Lobalu finiszował drugi z czasem 59:26, a kapitalny finisz zapewnił trzecie miejsce Francuzowi Emmanuelowi Roudolff-Levisse, który ustanowił rekord życiowy (59:37).
O wysokim poziomie rywalizacji w Barcelonie świadczy fakt, iż z barierą 60 minut uporało się aż 7 zawodników. Najlepszym z Polaków był 67. Oliwier Mutwil, który ukończył rywalizację z wynikiem 1:04:45.
fot. Hyundai Mitja Marató Barcelona by Brooks
Podobny przebieg miał wyścig kobiet. Loice Chemnung od początku narzuciła bardzo mocne tempo i już na półmetku biegu posiadała wyraźną przewagę nad rywalkami. Kenijka minęła 10. kilometr w 30:11, a później tylko powiększała prowadzenie. Na mecie triumfowała niezagrożona i ustanawiła rekord trasy. Uzyskany przez nią wynik 1:04:01, to szósty najlepszy rezultat na światowej liście all-time. Warto zauważyć, iż Chemnung do Barcelony przyjechała z rekordem życiowym 1:05:46 z ubiegłego roku z Malagi.
Drugie miejsce zajęła reprezentująca USA Weini Kelati Frezghi, która poprawiła rekord Ameryki Północnej, uzyskując 1:06:04. Trzecia była Etiopka Diniya Abaraya z czasem 1:06:28.
Lisowska: Obiecuję, iż 1:09 w końcu padnie
Najmocniej trzymaliśmy kciuki za Aleksandrę Lisowską. Mistrzyni Europy w maratonie z 2022 roku ukończyła półmaraton w Barcelonie na 17. miejscu z rekordem życiowym 1:11:15. Po biegu oceniła, iż liczyła na lepszy wynik.
– Nie ukrywam, iż przyleciałam tu z jednym celem: złamać 1:10. Niestety od samego początku totalnie mi się nie biegło. Zero luzu, zero lekkości. Mimo wszystko starałam się być pozytywnie nastawiona, wierzyłam, iż w końcu „puści” i na ostatnich kilometrach uda się przyspieszyć. Niestety z każdym kolejnym kilometrem czułam się coraz gorzej – relacjonowała Aleksandra Lisowska.
Zdaniem biegaczki z Olsztyna wpływ na słabszą dyspozycję miało zatrucie pokarmowe, którego dostała w Kenii.
– Tapering został skrócony, żeby móc zrealizować wszystkie zaplanowane treningi. Dziś zabrakło świeżości, ale wiem, iż ta praca musi zaprocentować na kolejnych startach. Jak już wcześniej wspominałam, to był tylko jeden z przystanków przed tym, co dopiero przede mną. Obiecuję, iż 1:09 w końcu padnie. Rok 2026 dopiero się zaczyna, więc mam jeszcze trochę czasu, żeby rozliczyć się z tym dystansem – podsumowała rekordzistka Polski w maratonie.
Do mety tegorocznego półmaratonu w Barcelonie dobiegło 31,5 tys. zawodników.
red
fot. w nagłówku Hyundai Mitja Marató Barcelona by Brooks

4 godzin temu













