Rozegrany w niedzielę, 15 lutego maraton w Sewilli przyniósł kibicom emocje, które na długo pozostaną w pamięci. Ozdobami biegu były dramatyczny finisz biegu mężczyzn, powrót do najwyższej formy Etiopczyka Shury Kitaty oraz znakomity występ Finki Alisy Vainio, która pewnie pokonała faworyzowane biegaczki z Afryki. Mateusz Kaczor walczył dzielnie, ale nie zdołał pobić swojego rekordu życiowego (2:09:35).
Maraton w Sewilli po raz kolejny spełnił oczekiwania i potwierdził, iż dysponuje jedną z najbardziej płaskich tras w Europie (zaledwie 38 zakrętów i 10 metrów różnicy wysokości). Mocno obsadzony bieg (ponad 200 zawodników elity) dostarczyło kibicom wielu sportowych wrażeń, a najlepszym dowodem na wysoki poziom rywalizacji jest fakt, iż aż 23 biegaczy ukończyło bieg z wynikiem poniżej 2:10.
Fenomenalna Vainio
Vainio przez pierwszą część dystansu biegła spokojnie w grupie pościgowej. Na półmetku zameldowała się w czasie 1:10:34. Decydujący ruch wykonała po 30. kilometrze, gdy gwałtownie zniwelowała stratę do prowadzącej Mulat Tekle z Etiopii. Ostateczny atak Finka przypuściła tuż za punktem pomiaru na 35. kilometrze, kiedy wyszła na prowadzenie i nie oddała go już do mety. Alisa Vainio zwyciężyła pewnie z czasem 2:20:39 i o 9 sekund poprawiła własny rekord kraju.

Druga na mecie Kenijka Beatrice Cheserek straciła do biegaczki z Europy ponad minutę (2:21:56). Tekle, która przez większą część czasu kontrolowała bieg, zakończyła zmagania na trzeciej pozycji z wynikiem (2:22:03). Mimo to 21-latka ze swojego występu powinna być zadowolona, bo był to jej maratoński debiut.
Vainio jest pierwszą europejską zwyciężczynią maratonu w Sewilli od 2017 roku, gdy pierwsze miejsce zajęła Hiszpanka Paula Gonzalez. Pod względem sportowym to była inna epoka, do wygranej wystarczył wynik 2:28:54. Finka od dawna zwraca uwagę na światowej scenie maratonu. We wrześniu ubiegłego roku w ekstremalnym upale na mistrzostwach świata w Tokio zdołała przybiec piąta ze znakomitym, jak na te warunki, czasem 2:28:32. Była najwyżej sklasyfikowaną Europejką. Świetną formę potwierdziła w grudniu w Walencji, gdzie uzyskała rekord życiowy 2:20:48.
Do startu w Sewilii szykowała się Aleksandra Brzezińska, ale po powrocie z obozu w Kenii rozchorowała się i długo walczyła ze skutkami infekcji.
– Decyzja o rezygnacji była trudna i bardzo dla mnie smutna, bo mam wielki apetyt na maraton, ale sport uczy elastyczności – napisała w mediach społecznościowych.
Teraz Brzezińska szykuje się do startu w imprezach wojskowych – zaplanowanych na końcówkę lutego przełajowych mistrzostwach świata i kwietniowym czempionacie na dystansie półmaratonu. Po drodze zobaczymy ją na trasach 10 km w Poznaniu i 21,097 w Warszawie.
W rywalizacji kobiet w Sewilli najszybszą Polką była Patrycja Bruch, która z czasem 2:49:49 zajęła 39. miejsce.
Wielki powrót Kitaty, Kaczor bez rekordu
Równie wielkie emocje przyniósł bieg mężczyzn. O kolejności na mecie decydował foto finisz, a kibice długo czekali na oficjalny werdykt. Ostatecznie triumfował Etiopczyk Shura Kitata, który na ostatnich metrach o włos wyprzedził swojego rodaka Asrara Hiyrdena Abderehmana, zwycięzcę biegu w Sewilli z 2022 roku. Obaj uzyskali identyczny czas 2:03:59, przesądziły ułamki sekund.

Kitata o prawie minutę poprawił swój rekord życiowy z 2018 roku wynoszący 2:04:49. W ostatnich latach Etiopczyk biegał wolniej, np. w ubiegłym roku we Frankfurcie był trzeci z czasem 2:07:02. Ale to świetny zawodnik, legitymujący się m.in. zwycięstwem w maratonie w Londynie (2020).
Trzecie miejsce wczoraj w Sewilli zajął kolejny z Etiopczyków Dejene Hailu Bikila z wynikiem 2:04:15.
Wśród Polaków najszybszy był Mateusz Kaczor, który ukończył bieg na 36. miejscu z czasem 2:12:18. Podopieczny Mikołaja Raczyńskiego pobiegł odważnie, bo zabrał się z grupą na 2:07, ale po półmetku zmagał się z dużym kryzysem i nie był w stanie dalej utrzymać tempa.
Piotruś Pan w pełnej euforii
Znakomicie w Sewilli zaprezentowali się także specjaliści od biegów górskich. Andrzej Witek uzyskał 2:16:49, a Kamil Leśniak 2:20:28, obaj ustanawiając nowe rekordy życiowe.
fot. Andrzej Witek
– 14 lat biegania i 14 lat poprawiania rekordu życiowego. 4 tygodnie temu myślałem o wyniku o 60–90 sekund lepszym. 10 dni temu byłem przekonany, iż nie wystartuję. Dziś czuję, iż latam, Piotruś Pan w pełni euforii – napisał w mediach społecznościowych Andrzej Witek. – To był najgorzej rozegrany taktycznie maraton w moim życiu. Stwierdziłem jednak, iż mając 34 lata i niczego nie oczekując, może wreszcie warto pójść na pełnym ryzyku. Połówkę zamknąłem w 1:07:35, czyli szybciej niż mój rekord życiowy w półmaratonie, i naprawdę dawno tak nie cierpiałem jak na drugich 21 km trasy. Ale było to piękne cierpienie. Takie porażki taktyczne to ja kocham – podsumował.
Do mety tegorocznego maratonu w Sewilli dobiegło 13 127 zawodników, o prawie 1,5 tys. więcej niż przed rokiem.
red

5 godzin temu













