Schodził z toru Milano Speed Skating Stadium po ostatnim treningu. Następnego dnia, w środę, miał samolot do Polski. Zatrzymał się przy wyjściu z tunelu prowadzącego na płytę toru. – Jak pożegnałeś się z torem, którego już nigdy nie zobaczysz? – spytałem Damiana Żurka. – Podziękowałem za czwarte miejsca. Złe emocje są już poza mną. To, co miało być wypłakane i wykrzyczane, zostało wypłakane i wykrzyczane – powiedział panczenista, który skończył poza podium w dwóch konkurencjach: na 1000 m i na 500 m.
REKLAMA
Thriller psychologiczny Damiana Żurka
Mimo iż ekipa łyżwiarzy szybkich zaklina, iż czwarte miejsca są wspaniałym wynikiem, to z rozmów wynika, iż czują się mocno rozczarowani brakiem medali. One nie tylko były na wyciągnięcie ręki – w przypadku Damiana o 0,07 i o 0,09 s - ale w pewnym sensie były także oczekiwane po kapitalnych startach przed igrzyskami. Żurek dwukrotnie pokonał wtedy Jordana Stolza na 500 m w Inzell, bijąc rekord toru.
Jednak w Mediolanie do Stolza zabrakło Żurkowi 1,13 s na 1000 m i 0,68 s na 500 m. Czyli dystansie, w którym fachowcy uważali, iż Polak może przełamać dominację Amerykanina. Stolz pobił jednak dwa rekordy olimpijskie, ścigając się w bezpośredniej walce z Holendrem Jenningiem de Boo.
Skąd taka duża różnica między Polakiem a Amerykaninem i Holendrem? Obiektywnie rzecz ujmując: komputerowe losowanie par startowych najlepszej grupy dwukrotnie wypluło z algorytmu pojedynek Stolz-de Boo i dwukrotnie wysłało Żurka na ściganie się bezpośrednio po nich. W przypadku 1000 m, w ostatnim wyścigu zawodów. W obu biegach ze słabszym zawodnikiem.
Przed wyścigami sprinterskimi Żurek siedział na bandzie tuż przed Stolzem i de Boo, oczekując na swój bieg. Dwa metry od startu i finiszu najgroźniejszych rywali, bijących na dodatek rekordy olimpijskie w harmidrze, jaki wywołały dwie największe grupy kibiców. Choć prawdopodobnie nigdy się do tego nie przyzna, to nie była komfortowa sytuacja z psychologicznego punktu widzenia.
Ale pozostają wątpliwości: dwaj inni najgroźniejsi rywale oprócz Amerykanina nie błyszczeli w Pucharze Świata, ale przyjechali do Mediolanu i potrafili mrugnięcie oka odjąć od swoich wcześniejszych wyników. – Na tym polegają igrzyska olimpijskie. Stawka jest inna. Zawodnicy trafiają dyspozycją po mało efektownym sezonie - mówi trener grupy sprinterów Artur Waś.
Trener Waś wyjaśnia czwarte miejsca
Waś, kilkukrotny olimpijczyk, w wolnym czasie – nie ma go wiele - jest producentem muzyki. Komponuje, wymyśla bity, składa je do kupy. Przywiózł do Mediolanu stalową walizkę, a w niej audiofilskie słuchawki, żeby słuchać jazzu, drum and bassu, może też odciąć się od olimpijskiego zgiełku. Umówiliśmy się w wiosce olimpijskiej. Jest to kilka budynków ukończonych za pięć dwunasta przed igrzyskami, położonych tuż obok kilkunastu torów wielkiej magistrali kolejowej wiodącej z Mediolanu na południe. Polacy śpią od bezpiecznej strony, ale reprezentacje od strony torów mogły czuć się w swoich pokojach jak na peronach Dworca Centralnego. Słuchawki trenera Wasia podbiły swoją wartość.
Niektórzy didżeje po igrzyskach w Soczi w 2014 r., domagali się od Wasia (wtedy panczenisty) bitów, które stworzył, żeby puszczać je w klubach, ale trenerowi nie udało się stworzyć takich, które doprowadziłyby jego panczenistów do energii wystarczającej na olimpijski medal w Mediolanie.
- Gdyby dane mi było od nowa przygotowywać grupę do igrzysk, nie zmieniłbym niczego – mówił jednak trener Waś. – Przed igrzyskami mieliśmy powtarzalną formę, powtarzalne dobre wyniki. Tak było też i tutaj. Forma była na wysokim poziomie. Zawodnicy gotowi do rywalizacji. Porównujecie starty Damiana i Stolza w Inzell, ale Inzell to nie jest jedyny nasz dobry występ. A porównanie Stolza z Inzell i Mediolanu nie ma sensu: są to zawody zupełnie innej rangi i całkowicie nowe rozdanie kart.
- Być może to też była trochę nowa sytuacja dla zawodników – przyznaje trener Waś. - Dotąd nigdy nie byli faworytami na tak dużej imprezie. Damian jechał tuż po największym hicie zawodów. Jak by to wyglądało, gdyby Damian miał szansę jechać z którymkolwiek z najlepszych przeciwników? Wierzę, iż mógłby zdobyć brązowy medal. Zaważyły detale. W biegu na 500 czy 1000 metrów jest kilka elementów ważnych, które muszą być wykonane bardzo dobrze. najważniejsze są momenty, w których nabieramy prędkości, a potem te, w których prędkość się dobrze utrzymuje. Zakręty muszą być perfekcyjnie pokonane i naszym zawodnikom zdarzały się błędy. Damian sam przyznał, iż na 500 metrów nie mógł się ułożyć na pierwszym wirażu, mimo iż to otwarcie było dobre. Kaja do zejścia z drugiego wirażu jechała na medalowej pozycji. Chciała za bardzo finiszować w walce o medal. To jest naturalna emocja. Tylko iż trzeba zachować się w odwrotny sposób. Trzeba utrzymać pozycję, utrzymać kierunek odbicia. Ta mała zmiana ją kosztowała. Umknęły setne sekundy i medale – mówił Waś.
- Grupa się rozwija. Damian cztery lata temu był klasyfikowany na początku drugiej dziesiątki - kończy trener Waś. - Teraz jest tuż za podium i ma jeden stopień do pokonania. Jestem dumny z tego, jak reprezentowali nasz kraj, jak walczyli na torze.
Być może brakuje w grupie kogoś takiego, kim stał się dla "długasów" Władimir Semirunnij (od razu zaznaczam, iż trener Waś się z tym nie zgadza, bo uważa, iż jego ludzie większej motywacji do roboty nie potrzebują, widział ich na co dzień i jest o tym przekonany). Czyli człowieka, który swoim wejściem do grupy wprowadziłby zmianę mentalną u zawodników. To, co dotąd wydawało im się niemożliwe na treningu, nie tylko stało się możliwe, ale choćby przynosi efekty. Władimirowi przyniosło srebrny medal i nie powiedział w Mediolanie ostatniego słowa.
Polscy sprinterzy w Mediolanie:
Kobiety:
Kaja Ziomek-Nogal. 500 m: 6. miejsce (37,39 s, +0,90 s straty do zwyciężczyni)
Natalia Czerwonka. 1000 m: 15. miejsce (1 min 16,09 s, +3,78 s).
Karolina Bosiek. 1000 m: 22. miejsce (1 min 16,88 s, +4,57 s)
Andżelika Wójcik. 500 m: 11. miejsce (37,91 s, +1,42 s)
Martyna Baran. 500 m: 17. miejsce (38,15 s, +1,66 s)
Mężczyźni:
Damian Żurek. 1000 m: 4. miejsce (1 min 07,41 s, +1,13 s). 500 m: 4. miejsce (34,35 s, +0,58 s)
Marek Kania. 1000 m: 23. miejsce (1 min 09,58 s, +3,30 s). 500 m: 8. miejsce (34,48 s, +0,71 s)
Piotr Michalski. 1000 m: 25. miejsce (1 min 10,02 s, +3,74 s). 500 m. 24. miejsce (35,10 s, +1,33 s)

2 godzin temu
















