
Mistrz organizacji PRIME, czyli rzecz jasna „Arab” wskazuje kolejnego rywala „Taazy’ego”, który również miałby być jego pogromcą.
Gabriel „Arab” Al‑Sulwi po długiej przerwie od startów we freak fightach wrócił do oktagonu na gali Prime Show MMA 15, by zmierzyć się z Kamilem „Taazym” Mataczyńskim. Pojedynek od początku zapowiadał się jako starcie dwóch doświadczonych i pewnych siebie zawodników. Nadmienić należy, iż panowie rywalizowali ze sobą o pas mistrzowski federacji.
Od pierwszych sekund starcia było widać, iż Arab wyszedł do walki bardzo agresywnie. Narzucił szybkie tempo, kontrolując dystans i wykorzystując zarówno kopnięcia, jak i uderzenia rękami, by ograniczyć inicjatywę Taazy’ego. W klinczu, do którego często prowadził, potrafił wymusić swoje warunki, zmuszając przeciwnika do defensywy i zmniejszając jego pole manewru – główną rolę w tym wszystkim odegrały potężne kolana rapera.
Mataczyński próbował odpowiadać kontratakami i szukał momentów do przejęcia kontroli, jednakże jego presja i agresja nie były wystarczające, aby zdominować Araba, który skutecznie utrudniał mu rozwinięcie swoich akcji ofensywnych. Pierwsza runda zdecydowanie padła jego łupem – niepokonany „Taazy” był w sporych opałach.
W drugiej i trzeciej rundzie starcie stało się bardziej zrównoważone. Taazy lepiej zaczął wyglądać trochę lepiej, próbując wyprowadzać kombinacje uderzeń i utrzymywać Arab na siatce Podkreślić należy, iż to jednak nie tyle on nagle zaczął walczyć lepiej, co po prostu Al-Sulwiemu zaczęło doskwierać zmęczenie. Arab mimo wszystko kontrolował najważniejsze momenty, unikał poważnych zagrożeń i konsekwentnie punktował swoimi akcjami, choć z każdą kolejną sekundą imponował coraz mniej.
ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda KSW zamyka kolejny rozdział. Jasna decyzja w sprawie przyszłości
Po pełnym dystansie sędziowie jednogłośnie przyznali zwycięstwo Al‑Sulwiemu. Było to nie tylko triumf sportowy, ale też symboliczny powrót zawodnika po latach przerwy i osobistych trudnościach. Zwycięstwo nad dotychczas niepokonanym Taazym udowodniło, iż Arab potrafi nie tylko utrzymać wysoki poziom techniczny, ale także wykazać się odpornością psychiczną i determinacją w najtrudniejszych momentach. Nadmienić należy, iż panowie nie rywalizowali w preferowanej przez Araba formule MMA, a w tajskim boksie, który wskazał przegrany tej rywalizacji.
Arab wskazuje kolejnego rywala Taazy’ego
Była to pierwsza porażka w karierze Kamila we freak fightach – wcześniej nie było mocnych na niego. Podkreślić jednak trzeba, iż Mataczyński nie walczył jednak z żadnym z zawodowców będących we freak fightach, a także i z jednym z czołowych freak fighterów, którym jest chociażby Paweł Tyburski.
ZOBACZ TAKŻE: Partnerka Marcina Wrzoska chce walki z zawodnikiem PRIME. Padło wyzwanie
Co ciekawe, to właśnie „Księżniczka” zdaniem Araba byłaby kolejnym pogromcą Kamila. Mianowicie w rozmowie z Hubertem Mściwujewskim były zawodnik FAME myślał, iż jest coś na rzeczy pomiędzy Mataczyńskim oraz drugim z braci Tyburskich, Piotrem. Gdy się dowiedział jednak, iż to jego były rywal – Paweł Tyburski – miałby się bić z „Taazym”, to zaregował w sposób następujący:
Nie no to Paweł go gniecie! Jestem o tym przekonany, nie ujmując nic Piotrkowi.
– oznajmił Garbiel Al-Sulwi na kanale „MMA-Bądź na bieżąco”.
O potencjalnej rywalizacji Tyburskiego z Mataczyńskim mówi się już od wielu miesięcy. Panowie nigdy jednak nie dogadali się co do formuły pojedynku – pierwszy z nich wolał wyłącznie konfrontację stójkową, z kolei drugi chciał pojedynkować się w MMA. Z pewnością byłoby to interesujące zestawienie, na które dalej czeka wielu kibiców.

1 godzina temu














