
Pamiętacie jak oglądaliście Grę o tron i czekaliście, aż nielubianej postaci stanie się krzywda? Jak drużyna piłkarska z miasta obok spadła ligę niżej? Może pamiętacie jak reprezentacja Niemiec odpadła w fazie grupowej? Nawet ci, którzy od lat nie obejrzeli żadnego meczu pewnie uśmiechnęli się pod nosem. O przykłady z MMA nie pytam – jestem pewien, iż każdy ma ich multum.
Schadenfreude, po polsku podobno „szkodoradność”, to psychologiczny termin opisujący czerpanie przyjemności z cudzego nieszczęścia. zwykle słysząc zdanie podobne do poprzedniego mamy negatywne skojarzenia – przecież rodzice zawsze mówili, żeby nie życzyć innym źle, a dobrzy ludzie nie wyczekują aż innym powinie się noga. Ale powiedzcie szczerze – czy czujecie się złymi ludźmi, bo na UFC 323 liczyliście na porażkę Pimbletta? Ja nie.
Oczywiście mówię tutaj o rywalizacji sportowej. Cieszenie się z kontuzji lub dramatów życiowych zawodników jest zupełnie nie na miejscu i środowisko kibiców mieszanych sztuk walki (jak i wszystkich innych sportów) powinno odcinać się za wszelką cenę od takich postaw. To, co w oktagonie, to już zupełnie inna bajka. Z porażki Conora McGregora, niekwestionowanie największego cwaniaka w historii MMA, przeciwko Nate’owi Diazowi cieszyli się nie tylko kibice tego drugiego, ale też fani Jose Aldo. My, Polacy, też mamy persony, których rąk w górze przy ogłoszeniu wyników widzieć nie chcemy. Mniej lub bardziej świadomie.
Papierowa kariera
Gdy w październiku 2022 roku Sean O’Malley pokonał Petra Yana poprzez niesamowicie kontrowersyjną decyzję sędziowską, ortodoksyjni fani mieszanych sztuk walki wpadli w furię. Przecież ten koleś ewidentnie jest prowadzony za rękę w stronę pasa! Takie werdykty i korzystne zestawienia zabijają ideę „najlepsi biją się z najlepszymi”!
Ach, jak my go wtedy znielubiliśmy. Uratował go tylko Paddy the Baddy, który już półtorej miesiąca później dostał decyzję przeciwko Jaredowi Gordonowi jako spóźniony prezent na gwiazdkę, bo na pewno nie w rezultacie swoich oktagonowych dokonań tejże nocy. To Pimblett stał się idealnym celem kolektywnej szkodoradności entuzjastów nocnych seansów UFC.
Papierowy main event
UFC 324. Pierwsza gala amerykańskiego giganta transmitowana we współpracy z Paramount. Kibice, wygłodniali emocji po długiej przerwie od bitewnych seansów, pragnęli krwi. Po kontuzji Kayli Harrison na karcie głównej brakowało walki o pełnoprawny pas mistrzowski. Katastrofa? Niekoniecznie. Atrakcyjność wydarzenia zbudowano na podwalinach dwóch sędziowskich werdyktów (wałków?) z czwartego kwartału 2022 – na naszym starym kumplu, schadenfreude.
W co-main evencie przeciwko Suga Seanowi zobaczyliśmy Songa Yadonga, choć zobaczyć powinniśmy Umara Nurmagomedova. Zamiast wyłonienia jasnego pretendenta do walki o pas mistrzowski dostaliśmy kolejny dowód, iż O’Malley jest prowadzony za rękę. Irytujące, czyż nie? Seanowi znów nie oberwało się tak jak mogło. Kolejny raz przebił go Pimblett.
Suga to były mistrz, który ma na swoim koncie kilka wartościowych skalpów. Jeśli on jest prowadzony za rękę, to za co prowadzony jest Paddy? Pimblett w main evencie tak ważnej gali? Brytyjczyk od starcia z Gordonem nie zmierzył się z żadnym zawodnikiem przed 38 rokiem życia, a dodatkowo tylko Michael Chandler był zawodnikiem z czołowej piętnastki wagi lekkiej. Największym jego atutem jest viralowość na Tik-Toku! Argh, nie lubię go. Dobra robota, Dana.
Wygrany mimo przegranej
Walka wieczoru miała idealny scenariusz dla nas, kibiców. Pimblett przegrał. Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo się ucieszyłem. Szkodoradność w całej okazałości.
Nieimponujący Gaethje, z potencjalnym gronkowcem na szyi, pokonując Paddiego dał mu coś bardzo ważnego. Potwierdził, iż Brytyjczyk jest niesamowicie twardym skurczybykiem. Unoszący brodę do góry przy każdym ciosie, bijący młotkami z góry w stójce, Pimblett zmusił Amerykanina do powtórzenia Scousers don’t get knocked out! Bez sensu!
W całym braku sympatii do blondyna z Liverpoolu muszę przyznać mu, iż wykonuje swoją rolę bardzo dobrze. Całkiem sympatyczny zawodnik daje nam wszelkie preteksty, aby go nie lubić. Ba! Dla jego medialnej persony dobrze, iż przegrał. Czarny charakter, który jest nie do pokonania powoduje, iż odchodzimy od telewizora sfrustrowani.
ZOBACZ TAKŻE: Piotr Jarosz zabrał głos po FAME 29. Tak ocenił pracę sędziów
Dla UFC twardy i niewybitny oktagonowo Paddy jest produktem idealnym. Gdyby nikt go nie lubił, a byłby zbyt mocny w klatce nie dostałby walki o pas. Przekonali się o tym już Arman Tsarukyan i Movsar Evloev.

1 godzina temu















