NBA: Ten przepis psuje NBA. Kiedy go w końcu zmienią?

1 dzień temu

Drugi próg podatkowy, czyli „second apron”, miał zatrzymać budowanie drużyn za każdą cenę. Miał sprawić, iż najbogatsze kluby nie będą mogły bez końca dokładać kolejnych gwiazd, płacić absurdalnych podatków i kupować sobie przewagi nad resztą ligi. Tyle iż dziś widzimy, iż NBA poszła za daleko. Second apron nie tylko utrudnia stworzenie superdrużyny. Zmusza też dobre organizacje do rozbijania własnych, mistrzowskich składów. Co gorsza, karze kluby za dobrą pracę: najbardziej dotyka tych, które świetnie wybrały w drafcie i chcą później wynagrodzić własnych zawodników. Mogą to zrobić, ale często tylko kosztem głębi składu i możliwości jego dalszego budowania.

I to jest największy paradoks nowej NBA. Liga mówi klubom, żeby wybierały w drafcie najlepszych, żeby inwestowali w skauting i rozwijali talenty oraz budowali więź z kibicami, a później tworzy system, który zmusza do oddawania takich zawodników.

Czym adekwatnie jest ten „second apron”?

W sezonie 2026/27 salary cap wynosi 164,961 mln dolarów. Podatek od luksusu zaczyna się na poziomie 200,428 mln, pierwszy apron to 209,015 mln, a drugi próg podatkowy został ustalony na 221,686 mln dolarów.

PoziomKwota w okresie 2026/27
salary cap164,961 mln dolarów
podatek od luksusu200,428 mln dolarów
pierwszy apron209,015 mln dolarów
drugi apron221,686 mln dolarów

Samo przekroczenie tej granicy nie jest zakazane, wiec teoretycznie nie jest to tak zwany „hard cap”. Właściciel może wydać więcej i zapłacić wysoki podatek, tyle iż po przekroczeniu second apron klub praktycznie zakłada sobie kajdanki. Traci dostęp do kluczowych wyjątków płacowych, przede wszystkim do wyjątków mid-level, które pozwalają podpisywać wartościowych zawodników ponad salary cap. Nie może sumować pensji kilku zawodników w transferze, aby sprowadzić droższego gracza. Nie może dorzucać gotówki do wymiany, ma ograniczone możliwości korzystania z wyjątków transferowych i nie może przyjąć więcej pensji, niż sam wysyła.

Wiem, iż to jest skomplikowane i dla zwykłego fana mało atrakcyjne, ale są to niestety ważne elementy budowania drużyny NBA, które warto znać lub przynajmniej wiedzieć, iż istnieją, bo bez tego trudno nam zrozumieć czemu dany klub wykonuje takie, a nie inne ruchy.

Po przekroczeniu second apron klub przez cały czas może podpisywać zawodników za minimum, może wybierać w drafcie i podpisywać umowy z zawodnikami pozyskanymi w ten sposób oraz może też przedłużać umowy z własnymi graczami. Problem w tym, iż to za mało, gdy zespół, który zdobył właśnie mistrzostwo, albo chce walczyć o mistrzostwo, wymaga korekt w składzie.

Można więc pokusić się o stwierdzenie, iż to nie sam podatek rozbija drużyny. Rozbija je utrata możliwości naprawiania składu.

Jeśli masz źle dopasowany kontrakt, kontuzję albo zawodnika, który nie spełnił oczekiwań, wcześniej mogłeś próbować ratować sytuację transferem. Dziś drużyna powyżej second apron często nie ma jak tego zrobić. Może wydać ogromne pieniądze, ale nie może już sensownie zarządzać własnym zespołem.

Do tego dochodzą jeszcze ograniczenia draftowe. Wybór z pierwszej rundy za siedem lat zostaje zablokowany. jeżeli klub będzie w tym second apron w co najmniej dwóch z czterech kolejnych sezonów, ten wybór spadnie na koniec pierwszej rundy niezależnie od bilansu.

Celtics pokazali, gdzie ten system przestał mieć sens

Boston Celtics zdobyli mistrzostwo NBA w 2024 roku. Mieli skład zbudowany wokół Jayson Tatuma i Jaylena Browna, a później dołożyli Jrue Holidaya oraz Kristapsa Porzingisa. To miał być początek kilkuletniego „okna” na kolejne mistrzostwa.

Tymczasem Celtics najpierw oddali Holidaya i Porzingisa, a następnie pozwolili odejść Alowi Horfordowi oraz Luke’owi Kornetowi. Teraz wymienili Browna do Philadelphia 76ers za Paula George’a i wybory w drafcie.

Oczywiście teoretycznie nikt ich do tego nie zmusił. Nie możemy powiedzieć, iż „second apron” kazał Celtics wymienić Browna, ale groźba konsekwencji sprawiła, iż władze klubu z Bostonu podjęły taką, a nie inną decyzję. Można więc stwierdzić, iż to pieniądze i nowe zasady były jej kluczową częścią.

Brown miał jeszcze ponad 185 mln dolarów do odebrania z pięcioletniej umowy wartej 304 mln. Mógł też dostać kolejne, dwuletnie przedłużenie warte około 142 mln dolarów. Tatum ma natomiast prawie 190 mln dolarów pozostałych w swoim kontrakcie.

Brad Stevens otwarcie mówił, iż przy dwóch takich umowach około 70% salary cap byłoby „związane”zajęte” przez dwóch zawodników. W starej NBA Celtics mogli podjąć ryzyko, zapłacić gigantyczny podatek i próbować później poprawiać skład. Tak przez lata robili Golden State Warriors i im się to opłaciło. Teraz jest to niemożliwe.

Pytanie jakie stawiają sobie kluby nie jest już „czy nas stać?„, ale „czy po przekroczeniu tej granicy wciąż da się budować mistrzowską drużynę?”.

Cavaliers pokazali cenę wejścia ponad limit

Cleveland Cavaliers byli jedyną drużyną, która zakończyła sezon 2025/26 powyżej drugiego apronu. To istotny przykład, bo pokazuje, iż ten próg nie jest formalnym zakazem wydawania pieniędzy. Można go przekroczyć i dalej walczyć o mistrzostwo. Problem w tym, iż taka decyzja praktycznie odebrała klubowi elastyczność. Nie mogli łączyć kontraktów w transferach, nie mogli korzystać z mid-level exception ani łatwo reagować na problemy w składzie. Dziś można powiedzieć, iż Cavs nie kupili sobie w ten sposób przewagi, ale ryzyko, iż jeżeli projekt nie wypali, to poprawienie go będzie niemal niemożliwe.

Thunder są najważniejszym testem dla nowych zasad

Oklahoma City Thunder mogą być najciekawszym przypadkiem w historii o „apronach”. Wszystko przez to, iż nie zbudowali swojej potęgi przez kupowanie gwiazd na rynku. Chet Holmgren i Jalen Williams zostali przez nich wybrani w drafcie, a Shai Gilgeous-Alexander trafił do nich po zaledwie jednym roku gry w Clippers, gdzie rzucał średnio 11 punktów.

Mimo to przedłużenia kontraktów Williamsa i Holmgrena mają wypchnąć Thunder ponad drugi apron, a ich podatek od luksusu może przekroczyć 100 milionów dolarów. choćby organizacja działająca niemal wzorowo, bo pozyskująca głównie zawodników przez draft i budująca ich, rozwijająca ich talenty, będzie musiała stanąć przed tym samym wyborem, co pozostali, czyli czy płacić i godzić się na ograniczenia albo osłabiać głębię składu.

Thunder mają więcej atutów niż większość rywali, bo mają ogromny zapas wyborów w drafcie i potrafią pozyskiwać zawodników, którzy wchodząc z ławki okazują się bardzo skuteczni i przydatni, ale chyba właśnie dlatego będą najlepszym testem tego przepisu. jeżeli choćby oni nie utrzymają mistrzowskiego składu, to trudno będzie bronić tezy, iż second apron nagradza dobrze prowadzone kluby i iż w ogóle ma sens!

Wolves stracili głębię składu

Dobrym przykładem są też Minnesota Timberwolves. Przed rokiem zatrzymali Juliusa Randle’a i Naza Reida, ale ceną była rezygnacja z Nickeila Alexandra-Walkera. Wolves mogli podpisać z nim nową umowę i second apron formalnie tego nie zabraniał. Problem polegał na tym, iż taki ruch ponownie wypchnąłby ich ponad drugi próg i jeszcze mocniej ograniczył możliwości wzmacniania składu. Klub wybrał więc utrzymanie podstawowego składu, a Alexander-Walker trafił do Atlanty, gdzie podpisał czteroletnią umowę o wartości 62 milionów dolarów. Tak właśnie działa ten system, iż nie zawsze odbiera drużynie największą gwiazdę. Częściej zabiera świetnego gracza rotacji, obrońcę i strzelca, bez którego zespół wciąż wygląda dobrze, ale traci ważne ogniwo, a jak wiemy w walce o mistrzostwo ogromne znaczenie mają wartościowi zmiennicy, którzy potrafią odmienić losy spotkania, kiedy liderom nie idzie.

NBA chciała parytetu. Dostała krótsze życie dobrych zespołów

Adam Silver broni drugiego apronu. Ma w tym oczywiście trochę racji, bo NBA nie może pozwolić, by kilka najbogatszych klubów bez końca zbierało talenty, a reszta ligi tylko się przyglądała i miała poczucie, iż i tak nie ma szans w rywalizacji z nimi.

Liga potrzebuje nowych mistrzów, nowych historii i wiary kibiców z mniejszych miast, iż ich klub też może być w gronie najlepszych i zdobyć mistrzostwo. W końcu w ośmiu ostatnich latach mieliśmy ośmiu różnych mistrzów. To wymarzony scenariusz dla NBA. Pisał o tym Michał Kajzerek 14 czerwca.

Tylko iż ten parytet nie może oznaczać, iż mistrzowski zespół rozpada się, zanim zdąży naprawdę stworzyć swoją historię. Celtics nie są tu jedynym przypadkiem. Ten problem może dotknąć każdy klub, który będzie miała szczęście i kompetencje, aby wychować dwóch lub trzech zawodników na poziomie All-NBA.

Dziś może się wydawać, iż second apron dotyczy głównie Celtics, Warriors czy innych bogatych klubów, ale za kilka lat i to prędzej, niż nam się wydaje, równie mocno może dotknąć Oklahoma City Thunder czy San Antonio Spurs. To dlatego jeszcze w trakcie finałów pisałem, iż Spurs i Thunder wcale nie zdominują NBA w najbliższych latach. Chodziło mi właśnie o te przepisy związane z płacami i limitami. Zachęcam do lektury tego artykułu.

Problem drugiego apronu polega nam tym, iż może dotknąć każdą drużynę, która dobrze wykorzysta draft i będzie chciała zapłacić swoim najlepszym zawodnikom wysokie pensje. To szczególnie dziwne, bo system, który miał pomagać klubom z mniejszych miast, może ostatecznie karać je właśnie za to, iż potrafili dobrze wybrać w drafcie.

Związek zawodników przyznaje się do błędu

David Kelly, nowy dyrektor wykonawczy związku zawodników NBPA, powiedział ostatnio wprost, iż gracze nie są zwolennikami second apron i powinni byli mocniej walczyć przeciwko tym zasadom podczas negocjacji CBA. Jego zdaniem obecny system rozbija drużyny i wymusza decyzje, które nie są decyzjami koszykarskimi.

To bardzo mocne słowa, bo NBPA współtworzyła układ podpisany w 2023 roku. Myślę, iż wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy z tego jak to będzie wyglądać w praktyce. Jakie będą tego konsekwencje. Nikt nie spróbował sobie tego wyobrazić, zrobić ewentualnej symulacji. Po prostu skupiono się pewnie na kwotach kontraktów, podziału zysków, a nie limitach, które dotykają teoretycznie drużyn, a nie samych koszykarzy (co oczywiście jest błędnym myśleniem, bo to zawodnicy tracą na tym najbardziej).

Poza tym jak się spojrzy choćby okiem laika, to nowe przepisy sprawiły, iż w drużynach mamy 2-3 zawodników, którzy zarabiają ogromne pieniądze (40-50 milionów za sezon), potem 2-3 co mają np. 15 mln za sezon, a reszta wydaje się być „łataniem dziur„, czyli graczami na umowach debiutanckich czy minimach dla weteranów. Dziś ten system wygląda tak, iż mocno premiuje gwiazdy, ale zapomina o dobrych, ważnych dla każdej drużyny graczach. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby gdyby te pensje były bardziej wyrównane.

Kelly nie twierdzi, iż należy zlikwidować wszystkie ograniczenia. Sugeruje raczej, iż trzeba znaleźć sposób na oddzielenie dwóch rzeczy: sztucznie budowanych superdrużyn od zespołów, które same wychowały swoje największe gwiazdy.

I to chyba w tej dyskusji jest najważniejsze. Nie ma powodu, by liga ułatwiała klubom ściągnięcie czwartej maksymalnej umowy z rynku. Jest natomiast sens, by pomóc zespołom zatrzymywać zawodników, których same wybrały w drafcie, rozwijały przez lata i z którymi zdobyły czy walczyły o mistrzostwo.

Jak można to naprawić?

Najciekawszy pomysł wyszedł właśnie z Bostonu. Brad Stevens zasugerował, iż zawodnik wybrany przez dany klub i podpisany na maksymalną umowę na poziomie 35% salary cap mógłby liczyć się wobec limitów na przykład tylko jako 25% salary cap.

Zawodnik przez cały czas dostawałby pełne pieniądze. Nie byłoby mowy o odbieraniu mu supermaxa czy zmuszaniu go do obniżki. Klub zyskiwałby jednak trochę miejsca na utrzymanie reszty składu. To byłoby znacznie rozsądniejsze i prostsze niż jakieś kombinacje, żeby odejmować procenty za MVP czy All-NBA. Nie chodzi o karanie lub premiowanie pojedynczej nagrody. Chodzi o to, by pensja zawodnika nie niszczyła czy rozbijała drużyny, która sama go stworzyła.

Oczywiście taki mechanizm musiałby być szczelny. Dotyczyłby tylko graczy wybranych w drafcie przez dany klub (albo dołączyli po jednym roku jak Shai do Thunder), którzy przez odpowiednio długi czas grali w tym klubie. Nie mogłoby się to przecież stać kolejnym sposobem na obchodzenie salary cap przez kluby z największych miast.

Kiedy będzie można zmienić second apron?

Technicznie NBA i NBPA mogą zmienić niektóre zasady wcześniej, jeżeli obie strony dojdą do porozumienia. Kelly sam wspominał, iż w trakcie obowiązywania CBA zdarzają się rozmowy i korekty. Niestety dziś nie ma żadnego sygnału, iż właściciele chcą gwałtownie oddać narzędzie, które daje im większą kontrolę nad kosztami i ogranicza przewagę najbogatszych klubów.

Dlatego realny harmonogram wygląda tak:

Co może się wydarzyć?
2026–2028Poprawki są możliwe, ale wyłącznie za zgodą NBA i NBPA.
Do 15 października 2028NBA albo NBPA może złożyć wypowiedzenie obecnego CBA.
30 czerwca 2029Jeśli któraś strona skorzysta z tej opcji, obecne CBA wygasa.
Od lata 2029Najbardziej prawdopodobny moment na pełne przepisanie systemu w nowym CBA.
30 czerwca 2030Koniec obecnej umowy, jeżeli żadna ze stron nie wykorzysta opcji wcześniejszego zakończenia.

Obecne CBA obowiązuje do 30 czerwca 2030 roku, ale NBA i NBPA mogą zakończyć je rok wcześniej. Muszą tylko przekazać drugiej stronie pisemną decyzję najpóźniej do 15 października 2028 roku.

Najważniejsza walka o second apron prawdopodobnie zacznie się jesienią 2028 roku i będzie częścią negocjacji nowego CBA na sezon 2029/30.

Wcześniejsze poprawki są możliwe i pewnie wszystkim nam się wydaje, iż powinny się zadziać, ale niestety to nie my decydujemy. Może jednak być tak, iż odpowiednie nagłośnienie i wytłumaczenie sprawiłoby, iż NBA ugięłaby się pod opinią kibiców. Obawiam się jednak, iż jest to zbyt skomplikowane, aby trafić do masowego odbiorcy. Te przepisy i reguły interesują chyba tylko największych fanatyków.

Oczywiście, iż NBA miała prawo ograniczyć możliwość budowania składów wyłącznie przez przewagę finansową. Nie ma nic zdrowego w lidze, w której jeden klub może po prostu zapłacić każdą cenę za kolejnego gwiazdora. Second apron nie powinien jednak karać zespołów za to, iż dobrze wykonywali swoją pracę.

Jeśli klub, tak jak zrobili to Celtics, wybiera Tatuma i Browna, inwestuje w nich, rozwija ich talent i buduje wokół nich mistrzowski zespół, to kibice powinni mieć prawo zobaczyć, co ta drużyna potrafi przez kolejne lata. Nie powinni po sezonie mistrzowskim zastanawiać się, którego gracza trzeba będzie oddać, tylko po to, żeby księgowi odetchnęli.

Second apron nie zniszczy wszystkich drużyn, ale ograniczy budowanie dynastii i już dziś widać, iż skraca życie naprawdę dobrych drużyn. NBA bez wielkich drużyn, wielkich rywalizacji i historii budowanych przez lata będzie po prostu ligą gorszą, bardziej uboższą, a to przecież właśnie te niezapomniane pojedynki, dynastie i rewanże sprawiały, iż NBA zawładnęła sercami kibiców na całym świecie.

Znajdziesz mnie na Twitterze oraz

, a więcej moich artykułów jest tutaj.

Zachęcam też do przeczytania wywiadu ze mną, który ukazał się na portalu pracasport.pl. Opowiadam w nim o historii PROBASKETU, który w tym roku skończył 25 lat oraz o tym jak działamy i jak to możliwe, iż udało nam się przetrwać.

Komisarz NBA Adam Silver ma inną opinię na temat tego przepisu. Napisał o tym Michał Kajzerek w tym artykule.

NBA: Komisarz nie zgadza się z zawodnikami. Ten przepis jest dobry?
NBA: Thunder i Spurs wcale nie zdominują NBA w kolejnych latach? Tłumaczymy w czym jest problem
NBA: Nowe przepisy zmuszają kluby do zmian w zarządzaniu! I to od zaraz!
NBA: Brutalna prawda o transferze Jaylena Browna, Boston Celtics i nowej NBA
NBA: Po co Wolves LaMelo Ball? Dlaczego Hornets się go pozbyli? Szukamy odpowiedzi

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału