Minionej nocy San Antonio Spurs wykonali istotny krok w kierunku awansu do finałów konferencji zachodniej. Po bardzo przekonującej wygranej 126:97, prowadzą już 3:2 w serii z Minnesota Timberwolves. Do awansu brakuje Spurs już tylko jednego zwycięstwa, a margines błędu dla rywali został zredukowany do zera. Lider Leśnych Wilków, Anthony Edwards, daleki jest jednak od paniki.
Minnesota Timberwolves wysoko przegrała piąty mecz serii z San Antonio Spurs, mając duże problemy z nawiązaniem rywalizacji. Po zrywie w trzeciej kwarcie i doprowadzeniu do remisu, mecz na dobre się dla Wilków posypał. Nie jest to dobry prognostyk przed kolejnym meczem. Anthony Edwards zdaje się jednak za bardzo nie przejmować:
– Nie widzę, żeby ktoś w naszej szatni był przesadnie zaniepokojony. Będzie kolejny mecz. Przyjdziemy, włożymy buty i będziemy gotowi na wojnę – zapewnia w pomeczowej rozmowie z mediami Anthony Edwards.
Anthony Edwards po dwóch świetnych meczach, minionej nocy znów nieco obniżył loty. Po meczach na 32 i 36 punktów, tym razem zdobył tylko 20, trafiając 6/13 z gry. Jednym z powodów słabszego występu Edwardsa jest oczywiście obrona Spurs skupiona na podwajaniu go z piłką. Nie bez znaczenia jest też najpewniej ból kolan, na który uskarża się zawodnik. Na jego szczęście, seria wraca do Minneapolis, co wiąże się z podróżą, ale też dwoma dniami przerwy pomiędzy meczami:
– Jestem bardzo szczęśliwy i gotowy na te dwa dni. Jestem nimi wręcz podekscytowany – przyznaje Edwards.
Timberwolves, oprócz ograniczonego w swoich poczynaniach Edwardsa, znów mieli problem z zatrzymaniem Victora Wembanyamy. Francuz – nieco kontrowersyjnie – nie został zawieszony za cios łokciem w głowę Naza Reida i dał dziś po raz kolejny kapitalny popis (już czysto koszykarski). Wemby przez 32 minuty zdobył 27 punktów, 17 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki, napędzając grę po obu stronach parkietu.
– Niektóre z rzeczy, które Wemby robi… Nie ma na nie tak naprawdę za bardzo odpowiedzi. Po prostu masz nadzieję, iż nie będzie trafiał swoich rzutów – podsumowuje grę swojego rywala Edwards.
Nah man what Victor Wembanyama was doing to Rudy Gobert is DIABOLICAL
Dylan Harper couldn’t believe his eyes pic.twitter.com/ycHi1MDmDV
Oprócz swojej postawy, czy problemów z pilnowaniem Wembanyamy, Edwards wskazuje też na inny czynnik, który nie pozwolił Wolves na nawiązanie walki. Jaden McDaniels był w stanie rozegrać tylko 29 minut, łapiąc czwarty faul już w połowie trzeciej kwarty. To właśnie wtedy, kiedy trener zmuszony był posadzić McDanielsa na ławce, Minnesota roztrwoniła wywalczony wówczas remisowy wynik:
– Wszystko zaczyna się od Jadena McDanielsa, trzeba trzymać go z dala od problemów z faulami. Jest bardzo istotny dla drużyny. Wszyscy cierpimy, kiedy on ma problemy z faulami. Gwizdano przeciwko niemu kilka ciężkich sytuacji. Z tym akurat kilka możemy zrobić – diagnozuje Edwards.
Jaden McDaniels, zaraz po Rudym Gobercie, broni w tych playoffach najwięcej rzutów rywali spośród graczy Timberwolves. Spośród 14,7 oddawanych bezpośrednio przeciwko niemu rzutów, rywale trafiają zaledwie 38,8% z nich. McDaniels średnio broni więcej rzutów niż… Victor Wembanyama (14,7 do 14,6)! Wynika to jednak głównie z faktu, iż przeciwko Wemby’emu rywale boją się w ogóle rzucać.
Razem z Rudym Gobertem Jaden McDaniels stanowi trzon defensywy Timberwolves, będąc przy okazji trzecim punktującym zespołu w tegorocznych playoffach (16,6 punktu na mecz). Jego postawa i liczba minut będą więc najważniejsze w meczu numer sześć – meczu o być albo nie być dla Wolves.
Szóste starcie Spurs z Timberwolves zobaczymy o godzinie 3:30 naszego czasu w nocy z piątku na sobotę. Zwycięzca serii zmierzy się z Oklahoma City Thunder w finale konferencji zachodniej.

6 godzin temu










