NBA: Dlaczego świat zapomni o Derricku Rose?

1 godzina temu

W 2011 roku Derrick Rose zapisał się w historii jako najmłodszy MVP w dziejach NBA. Człowiek-błyskawica, którego niewiarygodna szybkość i dynamika niosły Chicago Bulls na szczyt Konferencji Wschodniej, wydawał się dopiero rozpędzać. Kilkanaście lat później, po zakończeniu kariery, Rose patrzy na swoją drogę z zupełnie innej perspektywy i dzieli się przejmującą refleksją na temat ulotności sławy. Czy świat pamięta jeszcze o tych, którzy kiedyś byli na jego szczycie, zanim kontuzje odebrały im wszystko?

W jednym z ostatnich wywiadów Derrick Rose podzielił się gorzką refleksją na temat tego, jak gwałtownie w pamięci kibiców zacierają się osiągnięcia choćby największych gwiazd. Zapytany o to, jak chciałby zostać zapamiętany, były gwiazdor Chicago Bulls odpowiedział z rozbrajającą szczerością, iż jego zdaniem z czasem większość fanów prawdopodobnie po prostu o nim zapomni.

– jeżeli ktoś będzie o mnie pamiętał, to pewnie ten młody człowiek, który naprawdę poświęci czas, żeby poszukać informacji i poznać moją historię. Bo dzisiaj wielu przedstawicieli obecnego pokolenia nie zna choćby Wilta Chamberlaina, choć pobił mnóstwo rekordów, zdobył wiele trofeów i otrzymał niezliczone wyróżnienia. Niektórzy nie znają też Billa Russella, mimo iż nikt w historii nie zdobył tylu mistrzowskich tytułów co on – zauważył D-Rose.

– Kim więc jestem, żeby myśleć, iż ludzie na pewno będą o mnie pamiętać? Prawdopodobnie wielu z nich zapomni. Mam jednak nadzieję, iż ten młody człowiek, który zechce poznać moją historię, nie trafi na nią wyłącznie przez przypadek – kontynuował.

W powyższej wypowiedzi trudno nie dostrzec dojrzałości człowieka, który z czasem przestał przywiązywać wagę do blasku reflektorów. Były MVP wie, iż w sporcie pamięć jest bezlitosna – jedni bohaterowie ustępują miejsca kolejnym, a choćby największe osiągnięcia z czasem mogą zostać przykryte przez nowe historie. Skoro młodzi kibice nie pamiętają dziś Wilta Chamberlaina czy Billa Russella, dlaczego Rose miałby oczekiwać, iż jego nazwisko pozostanie w ich pamięci na zawsze?

Aby w pełni zrozumieć wagę jego słów, trzeba cofnąć się do 2008 roku, kiedy Bulls wybrali zawodnika Uniwersytetu Memphis z pierwszym numerem draftu. Wystarczyło kilka miesięcy, by jego niezwykła dynamika, eksplozja i niebywała łatwość zdobywania punktów rozpaliły wyobraźnię kibiców w Wietrznym Mieście. Młody rozgrywający błyskawicznie stał się symbolem odrodzenia pogrążonej wcześniej w marazmie franczyzy. Trzy lata później, mając zaledwie 22 lata, sięgnął po najważniejsze indywidualne wyróżnienie w NBA, zostając najmłodszym MVP w historii ligi.

Jednak sportowy los bywa przewrotny. Przełomowym momentem okazały się jednak play-offy w 2012 roku, gdy Rose zerwał więzadło krzyżowe przednie (ACL) w lewym kolanie. Ta jedna chwila na zawsze zmieniła bieg jego kariery. Rozpoczął się długi proces rehabilitacji, a w kolejnych latach doszły następne problemy z kolanami, które stopniowo pozbawiały go tego, co przez lata stanowiło jego największą broń – niezwykłej szybkości i dynamiki. Dla wielu kibiców i ekspertów właśnie wtedy zakończyła się historia wielkiego D-Rose’a, jakiego poznali kilka lat wcześniej.

To, co wydarzyło się później, pokazało jednak, iż Rose nie zamierza tak łatwo zniknąć ze świata wielkiej koszykówki. Kolejne kontuzje zmusiły go do zmiany stylu gry i pogodzenia się z tym, iż nie będzie już tym samym zawodnikiem, który kilka lat wcześniej zachwycał Chicago. Były MVP znalazł jednak sposób, by pozostać wartościowym graczem na poziomie najlepszej ligi świata. Z czasem jego atletyzm ustąpił miejsca doświadczeniu, boiskowej inteligencji i umiejętności dostosowania się do nowej roli. W kolejnych latach reprezentował barwy New York Knicks, Cleveland Cavaliers, Minnesota Timberwolves, Detroit Pistons oraz Memphis Grizzlies.

Symbolem tego niezwykłego odrodzenia stał się wieczór z 2018 roku. W barwach Timberwolves Rose zdobył wówczas 50 punktów przeciwko Utah Jazz, a po ostatniej syrenie nie był w stanie powstrzymać łez. Był to jeden z najbardziej poruszających momentów jego kariery i dowód na to, iż mimo kolejnych problemów zdrowotnych Rose wciąż potrafił zachwycać na parkiecie.

Kiedy we wrześniu 2024 roku ogłaszał zakończenie kariery po 16 sezonach w NBA, mógł spojrzeć wstecz z poczuciem, iż zrobił wszystko, by jeszcze raz odnaleźć swoje miejsce na parkiecie.

Dziś Derrick Rose może już z boku obserwować ligę, z którą związał całe swoje zawodowe życie. Podczas tegorocznych play-offów szczególnie mocno trzymał kciuki za Knicks, swój były klub. Ich mistrzostwo zdobyte po 53 latach przerwy sprawiło mu ogromną radość, a dodatkowym powodem do satysfakcji był fakt, iż jego syn od początku kibicował Jalenowi Brunsonowi.

Dla dzisiejszych najmłodszych fanów, zafascynowanych nowymi gwiazdami pokroju Victora Wembanyamy czy wspomnianego wcześniej Brunsona, Rose może z czasem stać się jedynie nazwiskiem z przeszłości. On sam nie zamierza jednak walczyć o miejsce w pamięci kolejnych pokoleń za wszelką cenę. Gdy został zapytany, jak chciałby być zapamiętany, odpowiedział krótko: – Chcę, żeby pamiętano mnie jako zawodnika, który grał twardo i był zwycięzcą.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału