New York Knicks prowadzą już 2-0 w finałach NBA 2026. Po wygranej 105:95 w pierwszym meczu, w drugim spotkaniu nowojorczycy zwyciężyli 105:104 i wracają do Madison Square Garden z ogromną przewagą. Spurs byli bardzo blisko wyrównania serii, odrobili 14 punktów straty w czwartej kwarcie, ale w decydującym momencie zabrakło im spokoju, dokładności i doświadczenia. Co wiemy po dwóch meczach? Co musi zmienić San Antonio? I dlaczego Karl-Anthony Towns wyrasta na jedną z najważniejszych postaci tej serii?
Knicks zrobili coś historycznego
Zacznijmy od najważniejszego. Knicks wygrali dwa pierwsze mecze finałów NBA na wyjeździe. W historii finałów NBA tylko dwie drużyny wcześniej zaczynały serię od dwóch zwycięstw na wyjeździe: Chicago Bulls w 1993 roku i Houston Rockets w 1995 roku. Obie potem zdobyły mistrzostwo.
Spurs więc są dopiero trzecią drużyną w historii, która przegrała pierwsze dwa mecze finału NBA we własnej hali.
Pięć drużyn w historii wygrało mistrzostwo NBA po tym jak zaczęli finały od 0-2 (ale nigdy, kiedy pierwsze dwa mecze grali we własnej hali). Byli to: Boston Celtics (1969), Portland Trail Blazers (1977), Miami Heat (2006), Cleveland Cavaliers (2016) i Milwaukee Bucks (2021).
Wychodzi na to, iż jeszcze nigdy, żadna drużyna w historii NBA nie wygrała mistrzostwa, kiedy zaczęła serię od dwóch przegranych przed własną publicznością.
W całych play-offach zespoły, które przegrały pierwsze dwa mecze u siebie potrafiły wygrać serię tylko cztery razy, a 27 razy przegrywały.
Spurs znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. Stają przed historyczną szansą, ale dotychczasowe wyniki nie są po ich stronie. Trzeba też pamiętać, iż są młodą drużyną, która popełniła w końcówkach błędy, a Knicks to wykorzystali.
Jak Knicks wygrali drugi mecz?
A może jak Spurs go przegrali? Bo w drugim meczu Knicks mieli baaardzo dużo szczęścia w końcówce. Gospodarze odrobili 14 punktów straty w czwartej kwarty i wydawało się, iż wyrwą nowojorczykom wygraną. Kilka błędów, nieporozumień, zły rzut, a potem strata Wembanyamy sprawiły, iż Knicks objęli prowadzenie 105:104. Francuz miał jeszcze rzut na zwycięstwo z czystej pozycji z półdystansu, ale nie trafił.
Towns MVP!?
Karl-Anthony Towns zdobył 21 punktów, miał 13 zbiórek i cztery asysty. Był najważniejszym zawodnikiem Knicks w pierwszej połowie i jest w tej chwili najlepszym wysokim tej serii po dwóch meczach. To odważna teza, bo po drugiej stronie jest Victor Wembanyama, ale na razie to KAT ma większy wpływ na to, jak rozgrywana jest ta seria. Wykorzystuje przewagi w ataku, walczy w obronie i nie popełnia głupich błędów. Zmusza Francuza do decyzji, których Spurs najchętniej by unikali.
Jeśli Wemby kryje Townsa, to musi wychodzić wyżej, bronić dalej od obręczy i traci część swojej wartości jako ostatnia linia defensywy. jeżeli Spurs zmieniają krycie, to Towns ma przeciwko sobie niższego rywala i wykorzystuje swoją przewagę zarówno w grze 1 na 1, ale też w walce o zbiórki. Wembanyama może być największym talentem w historii, ale w tym finale Towns wygrywa doświadczeniem i mądrą grą.
Brunson nie trafia, ale zacznie
Jalen Brunson nie zagrał wielkiego meczu, jeżeli patrzymy tylko na skuteczność. Zdobył 20 punktów i trafił tylko siedem z 25 rzutów z gry. Spurs wykonują ogromnę pracę w obronie, aby utrudnić mu życie, żeby go zamęczyć i po części im się to udaje. Szczególnie Stephon Castle jest w tym skuteczny.
Brunson ma jednak tę cechę, której nie da się łatwo zatrzymać. On nie znika mentalnie. Może pudłować, może mieć trudny mecz, może być poobijany, ale w końcówce przez cały czas chce piłkę. To on przejął stratę Wembanyamy, to on wymusił faul i to on trafił rzut wolny, który dał Knicks zwycięstwo. To nie był jego najlepszy mecz, ale był wystarczająco dobry wtedy, kiedy Knicks najbardziej tego potrzebowali.
Bridges i ławka Knicks wygrały istotny fragment
Trzeba zwrócić uwagę na znakomitę grę Mikala Bridgesa. Zdobył 20 punktów, miał sześć zbiórek i sześć asyst. W trzeciej kwarcie trafił kilka trudnych rzutów, kiedy Knicks potrzebowali odpowiedzi na lepszy fragment Spurs. To jest bardzo istotny element tej serii, ale tak naprawdę całych play-offów i podkreślam to za każdym razem. W drużynach mistrzowskich poza liderami ważni są gracze numer 3, 4 czy 5, ale też ogromne znaczenie mają rezerwowi.
Landry Shamet, Miles McBride, Mitchell Robinson i Jose Alvarado nie muszą zdobywać po 20 punktów. Wystarczy, iż dadzą energię, obronę, presję na piłce, zbiórkę i kilka minut, w których Knicks nie tracą kontroli nad meczem. Wystarczy, iż nie pękną w momencie, kiedy rywal próbuje zaliczyć serię punktową. To jest to, czego Spurs nie mają.
Wembanyama zagrał lepiej niż w Game 1, ale końcówka go zaboli
Victor Wembanyama zagrał dużo lepiej niż w pierwszym spotkaniu. Zdobył 29 punktów, miał dziewięć zbiórek i cztery bloki. W czwartej kwarcie dał Spurs impuls do powrotu. San Antonio przegrywało już różnicą 14 punktów, ale zaliczyło serię 14:0 i miało ogromną szansę na zwycięstwo.
Problem w tym, iż finały NBA rozstrzygają się pojedynczych sytuacjach, w szczegółach. A szczegóły w końcówce były przeciwko Wembanyamie. Najpierw po zbiórce w obronie próbował gwałtownie podać do Castle’a, ale ten był od niego odwrócony. Piłkę przejął Brunson i Wemby musiał go faulować. Rozgrywający Knicks trafił jeden rzut wolny i dał drużynie prowadzenie 105:104.
Potem Spurs mieli jeszcze akcję na zwycięstwo. Wembanyama rzucał z czystej pozycji z półdystansu, ale nie trafił.
To nie jest dowód na to, iż Francuz nie pozostało gotowy. To raczej dowód na to jak brutalny jest sport i liga NBA. Że doświadczenie naprawdę odgrywa kluczową rolę. Zawsze w takim momencie przypominają mi się słowa Michaela Jordana, który powiedział do Shaqa w 1996 roku „zanim nauczysz się wygrywać, musisz najpierw nauczyć się przegrywać„.
Shaquille O’Neal przegrał swój pierwszy finał NBA w 1995 0-4 grając w Orlando Magic. To właśnie wtedy Houston Rockets wygrali dwa pierwsze mecze na wyjeździe. Rok później Chicago Bulls z Jordanem pokonali Magic w finale konferencji 4-0.
LeBron James też przegrał swój pierwszy finał i też 0-4. Było to w 2007 roku, a rywalami Cavs byli Spurs.
Spurs mają problem z końcówkami
Po dwóch meczach tegorocznego finału można już postawić tezę, iż Spurs nie przegrywają tej serii dlatego, iż są słabsi talentem. Przegrywają, bo nie potrafią zamykać meczów.
W pierwszym spotkaniu kontrolowali mecz przez większość czasu, ale w czwartej kwarcie Jalen Brunson przejął widowisko. W drugim meczu to Spurs wrócili z -14, doprowadzili do remisu, ale w ostatnich sekundach popełnili błąd, który kosztował ich zwycięstwo.
To jest różnica między młodą drużyną, która dopiero zdobywa doświadczenie, a drużyną Knicks, która wygląda jak zespół dojrzały, twardy i odporny psychicznie. Owszem, Knicks nie grają pięknej koszykówki przez 48 minut, ale zawsze znajdują sposób, żeby przetrwać słabsze momenty i wygrać końcówkę.
Castle dobry w obronie, ale nie w ataku
Stephon Castle grał świetnie w obronie, ale w ataku trafił tylko pięć z 14 rzutów z gry. Zdobył 14 punktów, miał cztery asysty, ale też cztery straty.
To istotny wątek, bo Castle jest jednym z graczy, którzy mogą zmienić dynamikę serii. W pierwszym meczu pokazał, iż potrafi atakować kosz, grać agresywnie i fizycznie. W drugim meczu miał już problem z OG Anunobym, Bridgesem i Hartem, którzy dobrze zawężali pole gry. Castle kilka razy wpadł głęboko w pomalowane, wyskoczył do podania i dopiero wtedy szukał decyzji. Na tym poziomie to często kończy się stratą albo złym rzutem.
De’Aaron Fox odpowiedział, ale czy to wystarczy?
Fox gra z kontuzją kostki, ale w drugim meczu wyglądał znacznie lepiej niż w pierwszym spotkaniu. We wnioskach i analizie Game 1 pisałem, iż więcej musi grać Dylan Harper. Fox zdobył 20 punktów i miał pięć asyst. Zaczął bardzo dobrze, był agresywny, trafiał i wreszcie dawał Spurs to, czego zabrakło w meczu otwarcia.
Problem jest jednak taki, iż Spurs potrzebują od niego więcej nie tylko punktów, ale też kontroli nad tempem gry. W końcówkach meczów piłka nie może być wyłącznie w rękach Wembanyamy. Fox jest po to, żeby porządkować grę, uspokajać posiadania i wybierać adekwatne miejsca ataku. Problem jednak w tym, iż w końcówce wyglądało jakby odnowiła mu się kontuzja.
Jeśli Spurs mają jeszcze wrócić w tej serii, to Fox musi grać i musi grać pewnie, być stabilizatorem ataku. Zwłaszcza w Madison Square Garden, gdzie presja będzie ogromna.
Co Knicks robią dobrze w obronie?
Największa różnica między tymi drużynami polega na tym, iż Knicks potrafią lepiej bronić drużynowo. Pierwsza pomoc, powrót, druga pomoc, rotacja do rogu, walka o zbiórkę. To nie zawsze wygląda efektownie, ale jest bardzo skuteczne.
Spurs lubią grać piłką, penetrują i odrzucają na obwód, albo szukają Wembanyamy i próbują wykorzystać jego wzrost i zasięg ramion.
Dobra obrona Knicks sprawia, iż Castle ma problem w ataku, Vassell nie ma łatwych rzutów, a Wembanyama często musi podejmować decyzje pod presją, a nie w swoim rytmie.
To jest coś, co przed trzecim meczem trzeba mocno podkreślić. Spurs nie potrzebują tylko lepszej skuteczności. Potrzebują lepszej organizacji ataku przeciwko obronie, która nie pęka po pierwszym minięciu.
Czy Spurs powinni zmienić ustawienie?
To pytanie wraca po każdym meczu. Czy Spurs powinni dalej grać swoim ustawieniem z Wembanyamą jako jedynym klasycznym wysokim i czterema niższymi zawodnikami? Czy może powinni częściej grać wyższym składem, żeby Francuz nie musiał tyle czasu spędzać przy Townsie?
Problem polega na tym, iż każde rozwiązanie niesie ze sobą konsekwencje. jeżeli Wembanyama kryje Townsa, Knicks wyciągają go spod kosza. jeżeli go nie kryje, to Towns może wykorzystywać przewagę wzrostu nad obrońcą. jeżeli więc Spurs dołożą drugiego wysokiego, to mogą lepiej walczyć pod koszem, ale stracą przewagę szybkości i możliwości gry szeroko w ataku. Wydaje się, iż Knicks właśnie na to czekają, bo chcą grać fizycznie i żeby KAT mógł grać z innym rywalem niż Wemby, a w obronie nowojorczykom byłoby łatwiej przy pomaganiu, bo Spurs mieliby jednego szybkiego obwodowego mniej.
Nie chodzi o zmianę w pierwszej piątce, bo po całym sezonie i play-offach chyba trener Mitch Johnson by się na to nie zdecydował. Bardziej o więcej wariantów w ataku, kilka minut wyższym składem i kilka minut z Wembanyamą bliżej obręczy. Więcej zasłon dla Foxa, Castle’a i Harpera. Więcej akcji, w których Wemby dostaje piłkę nie na ósmym metrze, ale bliżej kosza albo w ruchu.
Co musi się zmienić przed trzecim meczem?
Spurs lecą do Nowego Jorku w sytuacji podbramkowej. Game 3 jest dla nich meczem o przetrwanie serii. Przy 0-3 byłoby praktycznie po wszystkim, a i przy 0-2 po meczach u siebie są pod ścianą. Co zatem powinno się zmienić?
Spurs muszą lepiej kończyć kwarty i mecze. Nie mogą mieć tylu nieudanych posiadań w końcówkach. Nie mogą podejmować decyzji w pośpiechu. Wembanyama jest genialny, ale nie może być jedynym graczem odpowiedzialnym za każdą decyzję.
Fox (jeśli w ogóle będzie grał), to musi być liderem ataku przez cały mecz. Nie chodzi tylko o punkty. Chodzi o rytm, tempo i zarządzanie końcówką.
Spurs muszą też znaleźć sposób, żeby Towns nie dyktował im ustawienia defensywy. To w ogóle może być najważniejszy element całej serii. jeżeli KAT dalej będzie zmuszał Wembanyamę do gry poza jego strefą komfortu, to Knicks będą mieli zdecydowaną przewagę.
Gracze San Antonio będą też musieli wytrzymać emocjonalnie w Madison Square Garden. Knicks wracają do Nowego Jorku z prowadzeniem 2-0, z serią 13 zwycięstw w play-offach i z poczuciem, iż mistrzostwo jest naprawdę blisko. Atmosfera będzie szalona, a atmosfera w MSG niepowtarzalna. Presja natomiast gigantyczna.
Nie skreślajmy Spurs, ale Knicks mają wszystko w swoich rękach
Po dwóch meczach łatwo byłoby powiedzieć, iż Knicks są o krok od mistrzostwa. Spurs mają jednak Wembanyamę, mają talent, mają młodych graczy, którzy walczą z całych sił i momenty, w których wyglądają jak drużyna zdolna wygrać z każdym. W drugim meczu byli przecież o jedną lepszą decyzję i jeden celny rzut od remisu 1-1.
Ale finały NBA nie są o tym, kto „prawie” wygrał, ale o tym kto wykorzystuje momenty i ma też czasem więcej szczęścia.
Jesteśmy w momencie, kiedy to Knicks stali się murowanym faworytem dwóch kolejnych spotkań, a co za tym idzie faworytem do mistrzostwa. Knicks są twardsi w końcówkach, mają więcej sprawdzonych rozwiązań, lepiej radzą sobie z presją i znaleźli w Townsie przewagę, której Spurs nie potrafią zatrzymać.
Trzeci mecz w Madison Square Garden będzie najważniejszym meczem tej serii. jeżeli Spurs wygrają, to wrócą do gry. Zwycięstwo Knicks sprawi, iż Nowy Jork rozpocznie odliczanie do pierwszego od 1973 roku mistrzostwa.
PS ogladając Game 3 zwróćcie uwagę na reakcję publiczności na obecność Donalda Trumpa w MSG. Może być ciekawie!
Terminarz finałów NBA
- Mecz 3: 8 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 8 na 9 czerwca, godz. 2:30)
- Mecz 4: 10 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 10 na 11 czerwca, godz. 2:30)
- Mecz 5: 13 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 13 na 14 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny
- Mecz 6: 16 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 16 na 17 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny
- Mecz 7: 19 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 19 na 20 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny
Transmisja finałowych spotkań dostępna będzie na antenie TVP Sport, a także na ich stronie intetrnetowej i w aplikacji.

20 godzin temu













![Brawurowa jazda w Okunince. Nietrzeźwy 19-latek staranował auta i rozbił Audi o latarnię [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-brawurowa-jazda-w-okunince-nietrzezwy-19-latek-staranowal-auta-i-rozbil-audi-o-latarnie-zdjecia-1780832471.jpg)