Madison Square Garden przygotowuje się na jeden z najbardziej emocjonalnych wieczorów w swojej najnowszej historii. Gdy w najbliższy poniedziałek oczy całego koszykarskiego świata zwrócą się na Nowy Jork w związku z trzecim meczem Finałów NBA, na trybunach zasiądzie szczególna postać. Jeremy Lin, człowiek, który czternaście lat temu rozpętał w tym mieście globalne szaleństwo, oficjalnie zapowiedział swój powrót do „The Garden” – tym razem nie jako zawodnik drużyny przeciwnej, ale jako kibic i świadek historycznej walki Knicks o mistrzostwo.
Od czasu bezceremonialnego rozstania z New York Knicks po sezonie 2011-12, Jeremy Lin pojawiał się w Madison Square Garden wyłącznie w barwach innych drużyn. Mimo upływu lat i kontrowersyjnych okoliczności jego odejścia do Houston Rockets, wygląda na to, iż więź między zawodnikiem a nowojorską publicznością nigdy całkowicie nie wygasła. Teraz, po zakończeniu profesjonalnej kariery w rodzimej Azji w sierpniu ubiegłego roku, 37-latek przyjął zaproszenie od władz klubu, by wspierać drużynę podczas meczów numer 3 i 4 przeciwko San Antonio Spurs.
– Po raz pierwszy będę tam jako kibic. Po odejściu z Knicks wielokrotnie grałem przeciwko nim, ale nigdy nie wróciłem do „The Garden” jako widz. To będzie mój pierwszy raz od 14 lat w tej hali w innej roli niż zawodnik drużyny przeciwnej. Nie mogę się doczekać. Naprawdę szczerze nie mogę się doczekać meczów numer 3 i 4 – wyznał Lin w wywiadzie dla „The Post”. Były rozgrywający, który w tej chwili współpracuje z ESPN jako analityk, zaznaczył, iż zasiądzie w jednym z pierwszych rzędów trybun.
Powrót twórcy fenomenu znanego jako „Linsanity” zbiega się w czasie z niezwykle korzystną sytuacją Knicks, którzy prowadzą w finałowej serii 2-0 po dramatycznym zwycięstwie 105:104 w drugim spotkaniu. Jako ekspert, były koszykarz nie szczędził zresztą gorzkich słów pod adresem podopiecznych Mitcha Johnsona, wskazując na błędy w kluczowych momentach, które mogą kosztować ich tytuł.
– Spurs pokazali ogromny charakter. Wrócili do meczu dzięki serii 14:0, ale ostatnie 30 sekund to po prostu ogromny brak doświadczenia. Możecie nazwać to młodością, możecie nazwać to zmęczeniem, ale po prostu nie wyglądało to tak, jak powinno – ocenił na antenie ESPN.
W swojej wypowiedzi Jeremy zwrócił szczególną uwagę na niepewność w szeregach gości w porównaniu do wyrachowania lidera Knicks, Jalena Brunsona: – Gdyby role się odwróciły i to Knicks mieli piłkę, co by zrobili? Natychmiast oddaliby ją Brunsonowi, a on znalazłby najkorzystniejsze ustawienie. Po stronie Spurs było widać niezdecydowanie. Wembanyama kozłował, Castle choćby nie domagał się piłki, nie było jasne, kto ma wziąć odpowiedzialność ani czy należy wykorzystać przerwę na żądanie. Jak ujął to sam Wemby, wszystko było bardzo zamglone.
Jeremy Lin says "inexperience" and "fatigue" completely ruined the Spurs in the final 30 seconds of Game 2:
"The Spurs have so much heart. 14-0 run to come back into the game, but the last 30 seconds, just so much inexperience — whether you want to call it youth, whether you… pic.twitter.com/Stokac1S7c
Wracając jednak do samej postaci Lina, jego wpływ na Knicks wykracza poza statystyki z 2012 roku. Jego historia „od zera do bohatera” stała się fundamentem tożsamości dla wielu współczesnych gwiazd. Karl-Anthony Towns przyznał niedawno, iż to właśnie starszy kolega po fachu był powodem, dla którego zaczął kibicować nowojorskiemu zespołowi, choćby jeżeli grał na innej pozycji.
– Naprawdę należą mu się słowa uznania, bo to właśnie Jeremy Lin sprawił, iż zostałem fanem Knicks. W tamtym czasie wszyscy polowali na jego koszulkę, a zdobycie jej graniczyło z cudem. Mam do Jeremy’ego ogromny szacunek. To jeden z moich ulubionych zawodników w historii Knicks i jeden z moich ulubionych koszykarzy wszech czasów – przyznał popularny KAT na łamach „The New York Times”.
I want to give a shoutout to Jeremy Lin – "he had me at Modell's going crazy trying to find his jersey"
Karl-Anthony Towns shouts out Jeremy Lin and the impact he had on his own Knicks fandompic.twitter.com/volwqYKI6O
Tymczasem przed Spurs stoi teraz zadanie niemal niemożliwe – historia NBA pokazuje, iż żadna drużyna, która przegrała dwa pierwsze mecze u siebie w Finałach, nie zdołała odwrócić losów serii. Stephen A. Smith zauważył, iż młoda ekipa z San Antonio może jeszcze nie zdawać sobie sprawy z tego, co czeka ich w poniedziałek.
– Wszyscy wiemy, iż tej drużynie najbardziej brakuje doświadczenia. Nie potrafili obronić własnego parkietu, a teraz jadą na teren rywala, gdzie panuje atmosfera, jakiej jeszcze nie znają. W Madison Square Garden widzieliśmy już wielkich weteranów, którzy pękali pod presją. Więc dlaczego miałbym wierzyć, iż młodzi, pełni entuzjazmu zawodnicy poradzą sobie lepiej? I nie używam słowa „ignoranci” jako obelgi. Po prostu oni jeszcze nie wiedzą. Nie mają pojęcia, co ich czeka. To zupełnie inny poziom – bez gryzienia się w język stwierdził kontrowersyjny dziennikarz.
W poniedziałkowy wieczór, gdy Jeremy Lin zasiądzie blisko parkietu, Madison Square Garden stanie się areną starcia dwóch światów: młodzieńczej energii Spurs i bezwzględnego profesjonalizmu Knicks, napędzanego rykiem kibiców, dla których „Linsanity” pozostaje jednym z najpiękniejszych wspomnień w historii klubu. Nie ma wątpliwości, iż powrót byłej gwiazdy – choćby jeżeli nie świeciła zbyt długo – będzie dodatkowym zastrzykiem energii dla podopiecznych Mike’a Browna w drodze po upragniony pierścień mistrzowski.


17 godzin temu













![Brawurowa jazda w Okunince. Nietrzeźwy 19-latek staranował auta i rozbił Audi o latarnię [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-brawurowa-jazda-w-okunince-nietrzezwy-19-latek-staranowal-auta-i-rozbil-audi-o-latarnie-zdjecia-1780832471.jpg)