W świecie NBA rzadko zdarzają się transfery, które niosą ze sobą tak wielki ładunek emocjonalny i sportowy jednocześnie. Przeprowadzka Ja Moranta z Memphis Grizzlies do Portland Trail Blazers to coś więcej niż tylko zmiana kolorów klubowych; to próba całkowitego zresetowania kariery przez jednego z najbardziej utalentowanych, a zarazem kontrowersyjnych rozgrywających młodego pokolenia. Podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia w barwach ekipy z Oregonu na Lidze Letniej w Las Vegas, dwukrotny All-Star nie ukrywał entuzjazmu, choć musiał zmierzyć się z pytaniami dotyczącymi jego burzliwej przeszłości.
Największym wyzwaniem dla Ja Moranta nie wydaje się być powrót do formy fizycznej po licznych kontuzjach, ale zmiana postrzegania go przez opinię publiczną. Po seriach zawieszeń związanych z incydentami z bronią palną oraz oskarżeniach o bycie problematyczną postacią w szatni Memphis Grizzlies, 26-latek jasno zadeklarował chęć zamknięcia tamtego rozdziału. Rozgrywający otwarcie odniósł się do swojej negatywnej reputacji, twierdząc, iż nie ma ona już odzwierciedlenia w rzeczywistości.
– Nie wypieram się tego, co zrobiłem w przeszłości. Wszystko zostało już jednak wyjaśnione i rozliczone. Nie rozumiem, dlaczego po tylu latach wciąż się do tego wraca, skoro od tamtej pory nic podobnego się nie wydarzyło. I uważam, iż gdybym naprawdę był takim człowiekiem, za jakiego niektórzy mnie mają, to nie rozmawialibyście dziś ze mną. Po prostu by mnie tu nie było – stwierdził stanowczo nowy nabytek Portland Trail Blazers w rozmowie z dziennikarzami.
Ja dodał również, iż w nowym otoczeniu liczy na szansę, by móc skupić się na grze w koszykówkę i móc pokazać fanom inną twarz: – Nowe miejsce, nowy zespół, nowa organizacja. W Portland będę miał okazję pokazać kibicom inną twarz. To dla mnie swego rodzaju nowy początek. Przez ostatnie lata wiele się nauczyłem i bardzo się rozwinąłem. Zmieniła się moja mentalność, inaczej patrzę na wiele spraw. Czuję się dojrzalszy i jestem gotowy ciężko pracować.
Pod względem czysto sportowym, dołączenie Moranta do Blazers budzi duże zainteresowanie, ale stawia też solidnych rozmiarów znaki zapytania. Zespół dysponuje w tej chwili niezwykle bogatym, ale i „ciasnym” zapleczem na pozycjach obwodowych, mając w rotacji takie nazwiska jak Damian Lillard, Jrue Holiday czy wschodząca gwiazda, Scoot Henderson. Były zawodnik Grizzlies wydaje się jednak nieskażony egoizmem, deklarując pełną gotowość do współpracy, a choćby wejścia z ławki rezerwowych, jeżeli zajdzie taka potrzeba, wierząc, iż obecność ta klasowych partnerów pozwoli mu wejść na wyższy poziom.
– Mam wrażenie, iż ci goście pomogą mi wejść na jeszcze wyższy poziom i pokazać nowe rzeczy w mojej grze. Ja z kolei czuję, iż mogę dać coś od siebie im. Nie martwię się o to, czy uda nam się grać razem albo jak podzielimy minuty. Każdy z nas jest bezinteresowny, a liczy się tylko jeden cel – zwycięstwo – zapowiedział.
Optymizm swojego podopiecznego najwyraźniej podziela także nowy szkoleniowiec Blazers, który podkreślił, iż Morant jest zdrowy, zmotywowany i gotowy do gry o najwyższe cele. Micah Nori przyznał, iż drużynie potrzebny jest ten sam Ja, który kilka lat temu dominował w fazie play-off.
Ciekawym aspektem integracji 26-latka z nowym zespołem jest jego relacja z Denim Avdiją. Rozgrywający gwałtownie zauważył specyficzne podejście izraelskiego skrzydłowego do rywalizacji, które określił mianem „ragebaitingu” – czyli celowego prowokowania innych, by zyskać przewagę psychologiczną. Morant zdaje się jednak postrzegać to jako pozytywną cechę, która buduje twardy charakter drużyny.
– Oni zdecydowanie lubią grać na emocjach. Deni Avdija jest pod tym względem numerem jeden. Świetnie potrafi prowokować rywali, żeby wyciągnąć z nich reakcję albo wyprowadzić ich z równowagi. Kiedy później wychodzisz przeciwko nim na parkiet, masz już pewną przewagę – wyjaśnił z uśmiechem, podkreślając konkurencyjną mentalność kolegi z drużyny.
Ja Morant originally wanted to wear No. 12 for the Blazers but the organization “has other plans”
(via @jwquick) pic.twitter.com/mXJcXbYHRu
Widocznym znakiem nowego początku jest również zmiana numeru na koszulce. Choć Morant przez całą karierę w Memphis występował z „12”, w Portland musiał ustąpić miejsca historii klubu. Blazers planują bowiem zastrzeżenie tego numeru, aby uhonorować LaMarcusa Aldridge’a, który przez dziewięć lat był filarem drużyny. Ja przyjął tę decyzję z szacunkiem, decydując się na numer 1.
– Organizacja ma wobec niego [numeru 12] inne plany, więc to uszanowałem – skomentował krótko sam zainteresowany. Choć dla wielu fanów postać Aldridge’a budzi mieszane uczucia ze względu na sposób, w jaki opuścił Portland, klub zdecydował się na ten gest, a Morant będzie mógł skupić się teraz na budowaniu własnego dziedzictwa w nowych barwach, być może licząc na to, iż pewnego dnia sam zasłuży na podobne wyróżnienie.

4 dni temu










