Matej Ferjan – Historia

stalgorzow.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: 1192


W naszym klubie startował przez 2 lata, ale mało który zawodnik cieszy się takim szacunkiem wśród kibiców jak on. Wszystko przez swoją postawę, gdy odrzucił przyjęcie korzyści majątkowej w zamian za ustawienie meczu. Dzisiaj mija 13 lat, odkąd nie ma już z nami Mateja Ferjana.

Zamienił narty na motocykl

Słowenia to bardzo górzysty kraj, a jej reprezentanci odnoszą szereg sukcesów w różnych dyscyplinach narciarskich. Tina Maze (Narciarstwo Alpejskie), Peter Prevc (Skoki narciarskie), Petra Majdič (biegi narciarskie) – to tylko kilka przykładów sportowców z tego kraju, którzy odnosili sukcesy w konkurencjach zimowych. Mało brakowało, aby również w narciarstwie startował Matej Ferjan. Słoweniec na początku swojej przygody ze sportem uprawiał właśnie tą dyscyplinę, ale problemy zdrowotne wymusiły zmianę planów i tak przesiadł się na żużel. Nieprzerwalnie od 2008 roku z tym etapem życia Mateja powielany jest pewien mit.

Zanim Słoweniec na dobre rozpoczął swoją przygodę z czarnym sportem, to właśnie startował w zawodach narciarskich. I o ile to jest prawda, o tyle wbrew wielu materiałom nie startował on w konkursach rangi Pucharu Świata. Swego czasu ceniony toruński dziennikarz – Daniel Ludwiński badał temat i Ferjana na próżno było szukać w bazie FIS, czyli Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. A skoro rzekomo miał startować w Pucharze Świata, to bez problemu byłby wpisany w dokumenty. Za przykład można tu podać (nie)słynny konkurs skoków narciarskich, który rozegrano 7 lutego 1999 roku w Harrachovie. Przez ogromne zamieszanie wynikające z katastrofy budowlanej spowodowanej przez silny wiatr, jaka miała miejsce na obiekcie mamucim, zawody przeniesiono na sąsiedni obiekt. Spora część kadr widząc ruinę, wyjechała jednak z tej czeskiej miejscowości, więc wyjątkowo dowołano skoczków, którzy nie łapali się choćby na Puchar Kontynentalny. Tomáš Plný, Oddgeir Heimdal, to tylko ułamek zawodników, którzy wtedy wystartowali i pomimo tego, iż był to ich jedyny start w zawodach tej rangi, to znaleźli się w bazie FIS.

Idąc tropem Daniela Ludwińskiego, skontaktowaliśmy się z człowiekiem, który słoweńskie środowisko narciarskie zna jak mało kto. Jure Radelj, bo o nim mowa na przełomie wieku był skoczkiem narciarskim. Swego czasu choćby został liderem słoweńskiej kadry, gdzie regularnie walczył o miejsca w czołowej 10. I choć sam zainteresowany nie śledzi dogłębnie żużla, to swojego rodaka kojarzył, gdyż m.in. część skoczków narciarskich ze Słowenii ma różnego rodzaju znajomości w świecie żużlowym, dzięki już byłej skoczkini Špeli Rogelj, która prywatnie jest kuzynką Mateja Žagara.

– Plotka jakoby Matej Ferjan startował w Pucharze Świata w narciarstwie, czy to klasycznym, czy też alpejskim jak podają niektóre źródła to totalna bzdura. Owszem próbował swoich sił w tym, ale był to poziom co najwyżej regionalny – powiedział w rozmowie z nami były skoczek narciarski, a w tej chwili trener tej dyscypliny, który rozwiał wszelkie wątpliwości w tej sprawie.
Co interesujące artykuł, w którym padły te rewelacje jest już dawno usunięty, ale spora część dziennikarzy przez cały czas się nim sugeruje.

Dobro jutro, Poljska!

Matej Ferjan do polskiej ligi na poważnie trafił dopiero w 2000 roku. Miał wtedy 23 lata. Droga Słoweńca do tego, aby zostać dostrzeżonym w Kraju nad Wisłą, była długa i żmudna, bo w Grudziądzu w 1998 roku zbyt wielu szans nie dostał. Spory wpływ na dalsze losy Słoweńca miał brązowy medal mistrzostw świata juniorów, który żużlowiec z Lublany wywalczył właśnie w okresie 1998. Finał tej imprezy odbył się w Pile. W stawce znalazło się kilka ciekawych nazwisk. Byli m.in. Nicki Pedersen, Scott Nicholls, Rafał Okoniewski, Lee Richardson czy też Andreas Jonsson. Na dwóch najwyższych stopniach podium stanęli Robert Dados i Krzysztof Jabłoński, a czołową trójkę uzupełnił właśnie Matej Ferjan.

  • W tych zawodach, rozegranych na torze w Pile, zobaczyłem go po raz pierwszy. Młodzieżowym mistrzem świata został wtedy Robert Dados, a on zajął trzecie miejsce. Już wtedy widać było, iż ma talent. Był jednym z ostatnich, który tak mocno wyróżniał się umiejętnościami, a nie pochodził z kraju, gdzie żużel jest popularny. Miał dobry charakter do sportu, typowy dla chłopaka z Bałkanów. Na torze bardzo zadziorny, a poza nim niezwykle koleżeński — opisał Ferjana, nasz trener, Stanisław Chomski w rozmowie z Przeglądem Sportowym.

Po brązowego medalistę sięgnął ZKŻ Polmos Zielona Góra, czyli drużyna, która jeździła wówczas w I lidze żużlowej. Słoweniec był jednym z ważniejszych ogniw naszych południowych sąsiadów, którzy wrócili na najwyższy szczebel rozgrywek po krótkiej przerwie. Ferjan podczas sezonu licząc bonusy niemalże przekroczył barierę 2 punktów na bieg. Stąd żużlowiec z Lublany otrzymał kilka ciekawych ofert z Ekstraligi. Ostatecznie trafił on do Częstochowy, gdzie po nieudanym sezonie zszedł po raz kolejny do ligi niżej. W Opolu jednak wystąpił tylko w 4 meczach i powrócił do drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego, która występowała na trzecim poziomie rozgrywkowym. Tam odżył, czego efektem była średnio biegopunktowa, która przekroczyła poziom 2,5. W ekipie KM Ostrów pozostał na kolejny rok, gdzie ponownie zachwycał. Później na rok trafił do Krosna, gdzie był 3. najskuteczniejszym zawodnikiem rozgrywek. W domowym spotkaniu z naszą drużyną wywalczył płatny komplet punktów (17+1), a na stadionie im. Edwarda Jancarza nie wystąpił. Z Podkarpacia wrócił do Ostrowa na sezon 2006, a w kolejnym Matej występował u nas.

Grand Prix

Zanim dojdziemy do pobytu Słoweńca w naszym klubie, warto zatrzymać się na jego występach w mistrzostwach świata. Ferjan w sezonach 2001 i 2002 był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix. Zawodów tych jednak nie zwojował. W latach 1998-2004 mistrzostwa świata rozgrywano w ramach systemu zwanego eliminatorami. 16 zawodników (nie licząc czołowej 8 poprzedniego turnieju, która była rozstawiona) w pierwszych biegach zawodów walczyło o awans do turnieju głównego. 2 potknięcia tj. dojechanie na 3. lub ostatniej pozycji, oznaczały, iż dany zawodnik już więcej nie pojawi się na torze.

Matejowi sztuka przebrnięcia pierwszego etapu zawodów rzadko kiedy się udawała. W 2001 roku na 6 turniejów tylko 2-krotnie dotarł do dalszej fazy rywalizacji. Na sztucznych torach w Berlinie i Cardiff zajmował 12. pozycję, która oznaczała dopisanie 7 punktów do klasyfikacji generalnej. Do końca sezonu Ferjan nie zdołał już więcej odjechać więcej niż 2 biegów. Na koniec cyklu uplasował się on na 19. pozycji z dorobkiem 21 punktów.

Niemniej Słoweniec otrzymał od organizatorów stałą dziką kartę. Poszło mu jeszcze słabiej niż w poprzedniej edycji mistrzostw świata. W 2002 roku kalendarz Speedway Grand Prix przeszedł rewolucję, ponieważ rozszerzono terminarz z 6 do 10 rund.

Ferjan na przestrzeni całej rywalizacji wywalczył tylko 1 punkt więcej względem sezonu 2001. Żużlowiec ze stolicy Słowenii w 5 pierwszych rundach wystąpił łącznie w 10 biegach. W 8 z nich przyjeżdżał do mety jako ostatni. Dopiero w Pradze udało mu się przejść eliminatory i awansować do turnieju głównego. Z Czech wywiózł 6 punktów i 14. lokatę. Podobne miejsce zajął w Sydney na zakończenie cyklu, co poprzedziły 3 nieudane rundy. Sezon 2002 zakończył na 22. pozycji, a na koncie miał tyle samo punktów.
W środowisku żużlowym mówiono, iż ma więcej kolczyków niż punktów, z czego sam zainteresowany śmiał się, ponieważ miał spory dystans do siebie. Ferjan ponadto nie załamywał się słabymi występami w elicie, ponieważ jego wielkim marzeniem był sam start w Grand Prix. Ostatni raz Matej w cyklu wystartował w 2006 roku. Na rundę w Słowenii otrzymał dziką kartę. Startując z numerem 16, wywalczył 3 punkty.

Kierunek Gorzów

W rozmowie z Tomaszem Joczem, która została opublikowana w programie meczowym z drużyną z Ostrowa Wielkopolskiego, Matej Ferjan wyznał, iż dołączył do Stali, ponieważ nasz tor bardzo mocno mu podpasował. Ponadto w Gorzowie mógł zrobić sobie porządną bazę wypadową, jakiej nie miał w poprzednich klubach. W dużej mierze miał na myśli dostrajanie motocykli na występy pod ligę szwedzką.

W międzyczasie remontował swoje mieszkanie w Gorzowie, co pochłaniało sporo jego czasu, a do tego jeździł do Słowenii, aby odwiedzić swojego małego syna. Wielką pasją Ferjana była koszykówka i sam zainteresowany, gdy tylko znalazł chwilę, to chodził na spotkania AZS PWSZ. Miał okazję spotkać tam swoje rodaczki – Maję Drozd i Katarinę Ristić (teraz po mężu Brown).
Wielkim atutem była też jego biegła znajomość języka polskiego, którą stale powiększał. Piotr Paluch powiedział, iż mówił on w naszym języku jeszcze płynniej od Patricka Hansena.

Stalowe lata

W sezonie 2007 bohater tego artykułu zawitał nad Wartę. Wtedy naszym celem był awans do Ekstraligi, gdyż była to tak naprawdę ostatnia szansa, aby tego dokonać.

  • Ja myślę, iż szanse są zawsze, dlatego wszyscy musimy być dobrze przygotowani i musimy jeździć bardzo dobrze we wszystkich spotkaniach. Zobaczymy jak to będzie, bo liga jest bardzo wyrównana. Myślę, iż Ostrów ma fajny skład, ale byłbym bardzo zadowolony jakby Stal wygrała. Stawiam, iż zajmiemy przez playoff’ami miejsce w pierwszej trójce. Ze swojej strony chciałbym zdobywać od 10 do 13 punktów w meczu, ale będę starał się robić więcej – mówił przed sezonem, a wygrana w Kryterium Asów tylko go utwierdziła w przekonaniu, iż może to być owocny rok.
    Powiedzieć, iż założony cel osiągnął, to jakby nic nie powiedzieć. Matej bowiem na półmetku sezonu w KAŻDYM spotkaniu zdobył co najmniej 10 punktów. Najlepiej poszło mu w Poznaniu, gdzie wywalczył 13 „oczek” z czterema bonusami.
  • Bardzo fajnie się dzisiaj jeździło. Tor był dziurawy, ale jak się już go poznało, to można było spokojnie jechać. Ja znalazłem swoją ścieżkę po drugim biegu – odnotował po spotkaniu jeden z głównych architektów zdobycia twierdzy na Golęcinie. W jednym z biegów Słoweniec popisał się niesamowitą szarżą. Daniel Pytel niemalże docisnął go do bandy, ale Matej znalazł tam dla siebie miejsce i wyprzedził młodzieżowca PSŻ-tu Poznań.

Tak z kolei skomentował swój bardzo dobry występ w Gnieźnie, gdzie wywalczył 12 punktów.

  • Jestem zadowolony ze swojej postawy, tylko ten jeden bieg poszedł słabiej – czegoś zabrakło. Dzisiaj wygrywaliśmy starty, a to było kluczem do sukcesu, bo potem było ciężko walczyć.
    Lojalność nad pieniądze

29 września 2007 roku Matej Ferjan wracał pośpiesznie do Gorzowa Wielkopolskiego z Austrii, gdzie w Wiener Neustadt mistrzostw Europy, w których zajął 4. pozycję, aby odpowiednio wypocząć przed spotkaniem z drużyną z Ostrowa Wielkopolskiego, którego stawką był awans do Ekstraligi.
Będąc już w Niemczech, do Słoweńca przyszedł SMS od działaczy klubu z Ostrowa z propozycją ustawienia meczu. W zamian za 2 upadki i wycofanie się z zawodów Ferjan miał dostać 25 tysięcy Euro łapówki – aby zobrazować o jakiej kwocie mówimy, trzeba powiedzieć, iż zawodnik ten musiałby zdobywać regularnie „dwucyfrówkę” w co najmniej połowie rozegranych spotkań fazy zasadniczej.

Paweł Nizioł, który jechał z nim w busie, od razu mu powiedział, aby choćby o tym nie myślał. Mechanik nie musiał tego mówić, gdyż Słoweniec bardzo gwałtownie poinformował cały sztab klubowy, iż doszło do takiej sytuacji. Sam zainteresowany pomimo całej tej sytuacji zanotował kapitalny występ i zdobył 10 punktów z 1 bonusem. Tym samym stał się jednym ze współautorów wyczekiwanego przez wszystkich powrotu do Ekstraligi.

  • Będę do końca życia dłużnikiem Mateja Ferjana. W tym czasie była próba przekupstwa go, czyli naszego filaru. To, iż on przyszedł i zgłosił to wiceprezesowi do spraw sportowych, czyli Panu Maciejowi Mularskiemu, który natychmiast mnie poinformował o tej historii, świadczyło o jego klasie. Ta kwota była tak wielka, iż wielu zawodników być może skusiłoby się na zgodę, ale nie on. Dzięki niemu nie doszło do korupcji, a także pokazał, iż jest zawodowcem – opowiadał Władysław Komarnicki.

A co z karami dla osób, które były zamieszane w propozycję korupcyjną? Jak można przeczytać na łamach Głosu Wielkopolski. „Marcin G. skazany został na rok i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Pozostali – jego ojciec Jan G. oraz były trener Lech K. – otrzymali wyrok roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Kary zostały zawieszone w wykonaniu na okres dwóch lat. Cała trójka została ponadto obciążona kosztami procesu sądowego. Dodatkowo Lech K. otrzymał również roczny zakaz pełnienia funkcji trenera żużlowego [Ostatecznie go uniewinniono – przyp. red.]…. Podczas odczytywania uzasadnienia wyroku okazało się, iż skazani rozpatrywali także inne wersje możliwych zdarzeń, gdyby Matej Ferjan nie zgodził się na przyjęcie pieniędzy. Lech K. wyszedł z pomysłem, iż jeżeli kwestia łapówki nie dojdzie do skutku, to wówczas on złoży protest co do wagi motorów, którymi posługiwali się zawodnicy Stali Gorzów. Zastanawiano się, czy nie pobić Mateja Ferjana, gdy będzie on wracał z Berlina, by w ten sposób całkowicie wyeliminować go z zawodów. Rozważano również przekazanie łapówek innym żużlowcom Stali. Ale te scenariusze nie zostały wprowadzone nigdy w życie.”

Protest po meczu faktycznie miał miejsce, ale dotyczył zakwestionowania pojemności silnika w motocyklu Mateja Ferjana– oczywiście kontrola nie wykazała żadnego oszustwa. Niemniej już kilka dni wcześniej było widać, iż coś jest na rzeczy.

  • Najpierw poszła plotka, iż kombinuje z przelitrażowanymi silnikami. Oczywiście potem, podczas kontroli okazało się, iż to nieprawda. Do tego dostawał dziwne telefony, w których proponowano mu spore korzyści finansowe w zamian za słabą postawę, która mogła rzutować na wynik. Zachował się fair wobec drużyny i klubu. Poszedł z tym do prezesa. Gdyby teoretycznie stało się to, co miało się stać, to, jako klub, na pewno nie bylibyśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy obecnie. To co zrobił Matej, to był akt wielkiej odwagi, bo poza bilingami żadnych dowodów nie miał. Mógł sam zostać oczerniony w tej sprawie. Policja wyjaśniła sprawę. Propozycja korupcyjna została udowodniona. Ludzie, którzy wtedy pracowali w Stali i kibice, o tej obywatelskiej postawie Słoweńca, nigdy nie zapomną —– opowiadał trener Stanisław Chomski w rozmowie z Przeglądem Sportowym, przy okazji podkreślając wagę czyny Ferjana.

Gdyby wtedy nie udało się awansować, to moglibyśmy popaść w marazm. Dlatego finał był tak bardzo ważny, aby zapewnić sobie bezpośrednią promocję do Ekstraligi.

– Ja wtedy powtarzałem, iż o ile nie awansujemy, to odchodzę z klubu. Byłem już bardzo mocno zmęczony tą ciężką pracą. Tak samo, gdyby Ferjan do nas nie przyszedł i nie powiedział, iż dostał taką ofertę to prawdopodobnie Stal by przegrała, ja bym odszedł z głównymi sponsorami i myślę, iż klub skończyłby jak obecna Stal Rzeszów, czy też Unia Tarnów. Nie chcę tego wieszczyć, ale nikt nie chciał włożyć wiele pracy. choćby do zarządu nikt się nie zgłaszał – dopowiadał nam Władysław Komarnicki.
Była to pierwsza udokumentowana próba kupienia spotkania. Polski żużel nie miał swojego „Fryzjera”, który decydował o całym układzie tabeli piłkarskiej Ekstraklasy. Jak widać jednak takie próby były.

Słoweniec pozostał w składzie Stali na kolejny sezon, ale tym razem nie było już tak świetnie i zszedł ponownie ligę niżej – zakontraktował go Start Gniezno, a na sezon 2011 przeniósł się do PGE Marmy Rzeszów. Przez cały czas utrzymywał dobry kontakt ze Stalowcami, a ponadto za wydarzenia z 2007 roku kibice żółto-niebieskich bardzo go szanowali. Sam Ferjan mieszkał w naszym mieście i nigdy nie odmówił nikomu podpisu, zdjęcia, czy też rozmowy na tematy żużlowe. Był bardzo otwartym człowiekiem.

Zapracowany żużlowiec

W rozmowie ze Sportowymi Faktami nasz obecny mechanik klubowy Paweł Nizioł tak skomentował fakt, iż zawodnika z Lublany można było zobaczyć praktycznie w każdych możliwych zawodach.

  • Jeździł niemalże we wszystkich większych europejskich ligach poza angielską. Tego podróżowania było naprawdę sporo. Jeździliśmy w trójkę i zmienialiśmy się za kółkiem – opowiadał Nizioł.

I faktycznie. Słoweniec poza Stalą w okresie 2007 ligowo jeździł w Rosji (w barwach ukraińskiej drużyny Huragan Równe odjechał jedno spotkanie), we Włoszech (w jednym z meczów w barwach MC La Favorita Sarego wywalczył 17 punktów – pokonał go tylko Jurica Pavlic), w Czechach (ZP Pardubice), na Węgrzech (Simon & Wolf Debreczyn), Szwecji (Indianerna Kumla) i Danii (Holstebro). Do tego dochodziły różne turnieje. W lidze słoweńskiej choćby jakby chciał, to by nie pojechał, ponieważ Słoweńcy kilka lat wcześniej zawiesili ligę.

Obecnie podpisanie kontraktów w tylu państwach, nie byłoby możliwe. Regulamin mówi jasno, iż teraz zawodnicy PGE Ekstraligi poza Polską mogą podpisać umowy w co najwyżej 3 państwach. Wśród Stalowców z podstawowej ósemki po 2 zagraniczne kontrakty mają Jakub Miśkowiak, Anders Thomsen i Mathias Pollestad. Wszyscy zdecydowali się na związanie się z klubami z Danii i Szwecji. Nikt zatem jeszcze nie wykorzystał pełnego limitu.

Sukcesy na arenie międzynarodowej

W swojej karierze Ferjan był czołową postacią w różnych zawodach. W 2004 roku w duńskim Holsted został wicemistrzem Europy. Po fazie zasadniczej miał na koncie 14 punktów. Tyle samo wywalczył jego imiennik Žagar. Dwójka Słoweńców o złoty medal powalczyła w biegu dodatkowym, gdzie górą z pojedynku wyszedł drugi z Matejów.
W CV żużlowca z Lublany możemy również znaleźć 5 mistrzostw Słowenii z rzędu (1997–2001) i 4-krotnym mistrzem Węgier (2003,2004, 2006, 2007). Tu warto dodać, iż nasza ikona miała również węgierskie obywatelstwo.

Matej Ferjan nie odpuszczał jednak ligowych zmagań i był na nie przygotowany, choćby gdy dzień przed zawodami miał turnieje w innych częściach Europy. W 2007 roku przed meczem w Gnieźnie został on mistrzem Węgier, w których wywalczył 15 punktów. Z Debreczyna od razu udał się w kierunku I stolicy Polski. W meczu przeciwko Startowi w 4 startach uzyskał 8 punktów z jednym bonusem, a gdyby nie defekt, to jego dorobek byłby jeszcze okazalszy.

– Czuję się dobrze. Wczoraj zdobyłem tytuł Mistrza Węgier – zrobiłem 15 punktów. Co prawda przez całą noc zrobiliśmy dużo kilometrów, ale nie czuję zmęczenia. Dzisiaj silniki dobrze mi pracowały, tylko w jednym z biegów posypało się sprzęgło, ale to może się zdarzyć zawsze. Wygrane biegi to powód do zadowolenia – mówił po spotkaniu w rozmowie z naszymi klubowymi mediami.

Kilka innych sytuacji

Matej był bardzo pomocnym człowiekiem, czego podczas jednego z meczów doświadczył Adrian Szewczykowski. Młodzieżowiec był bowiem holowany przez Słoweńca i dowiózł do mety cenne punkty.
W Gorzowie Wielkopolskim z kolei każdy pamięta inną sytuację. Żużlowiec z kraju ze stolicą w Lublanie przed sezonem dostał zapewnienie od Władysława Komarnickiego, iż otrzyma pewną nagrodę za dobre wyniki. Był nią pies, a dokładnie dog niemiecki. Ferjan regularnie notował dobre wyniki, więc zgodnie z obietnicą otrzymał on psa przed I spotkaniem fazy Play-Off. Jack, bo tak go nazwano pomimo tego, iż był młody, to ledwo mieścił się w dłoniach.
– Obiecałem Jacka, więc należało dostarczyć go Matejowi. Wtedy to wyszło znakomicie, bo brawa dostał Jack, Matej, a także ja. To była taka nasza maskotka – opowiadał nam Władysław Komarnicki.

W 2010 roku słoweńska telewizja RTV Slo zrobiła materiał o gestach fair play w sporcie. W materiale znalazły się 2 sytuacje z Ferjanem. W 2004 roku podczas eliminacji do GP Challenge w Krsko, Matej wziął udział w zawodach tylko z jednym silnikiem, ponieważ drugi w wyniku pomyłki został w Londynie. Słoweniec walczył o awans do Challengu, ale bez motocykla nie mógł rywalizować na równi z innymi, a w razie defektu musiałby wycofać się z zawodów. Z pomocą przyszedł mu największy konkurent, Matej Žagar, który pożyczył mu motocykl. Ferjanowi udało się zatem ukończyć zmagania.

Co interesujące – znalazł się on w podobnej sytuacji w 2009 roku podczas zawodów o Złoty Znak gminy Krško. Po upadku zapalił się jego jedyny silnik, a Samo Kukavica, który nie brał udziału w zawodach (był rezerwowym), bezinteresownie przyszedł mu z pomocą i oddał mu swój sprzęt na potrzeby tych zawodów.

Paweł Nizioł w przytoczonej już rozmowie na łamach Sportowych Faktów wyznał, iż Słoweniec miał tak poukładany plan dnia, iż potrafił o godzinie 2 w nocy… kosić trawnik.

Upamiętnienie

Niestety 22 maja 2011 roku Słoweniec odszedł z naszego świata. Śmierć byłego zawodnika Stali Gorzów wstrząsnęła całym miastem. Niespełna 2 doby po informacji o tym, co się stało, w parafii św. Wojciecha na os. Słonecznym odbyła się msza święta w intencji zmarłego zawodnika. Pogrzeb Słoweńca odbył się z kolei niespełna tydzień później w Lublanie. Pamięć o Mateju Ferjanie jest wiecznie żywa, o czym świadczy postawa naszych kibiców. Podczas podróży na bałkańskie rundy Grand Prix (najpierw GP Chorwacji, później GP Słowenii, a w tej chwili ponownie GP Chorwacji), stałym punktem wyjazdu na te zawody dla wielu fanów Stali Gorzów jest odwiedzenie cmentarzu w Lublanie, gdzie spoczywa Matej, aby zapalić znicz na jego grobie i oddać mu hołd.
W 2022 roku na naszym stadionie zawisła tablica, która upamiętnia go. Przy jej odsłonięciu na miejscu obecne były życiowa partnerka Mateja Ferjana i jego córka. Matej jest istotną częścią historii Stali Gorzów i nikt nie zapomni o jego wkładzie, jaki włożył, abyśmy mogli powrócić do PGE Ekstraligi.

Idź do oryginalnego materiału