Kacper Woryna na torze w Landshut zadebiutował jako stały uczestnik cyklu Grand Prix i powiedzieć, iż zrobił to w najlepszy możliwy sposób, to jak nic nie powiedzieć. 29-latek szturmem wjechał do wielkiego finału, a tam wyprzedził na dystansie do tamtej pory niepokonanego Daniela Bewleya i sięgnął po triumf.
Żużlowiec Orlen Oil Motoru Lublin dołączył do listy zwycięzców rundy mistrzostw świata i został na niej choćby okrągłym 50. nazwiskiem. Pomimo dobrej formy na początku sezonu mało kto na niego stawiał, ale on udowodnił iż nadaje się do cyklu.
Woryna na awans do elitarnych zawodów czekał kilka lat. Wydawało się, iż po fantastycznym 2022 roku, gdzie w dodatku udanie zaprezentował się jako dzika karta w Toruniu, to kwestia czasu, gdy go zobaczymy wśród najlepszych. Na swoją szansę jednak musiał trochę poczekać.
– Dotarcie tutaj zajęło mi trochę czasu, ale pamiętam rok 2022 i występ z dziką kartą w Toruniu. Wtedy czułem, iż naprawdę tu pasuję. Wiem, iż kilka osób umieszczało moje nazwisko na liście, ale sam wiedziałem, iż mogę to zrobić i dokonałem tego w Landshut. – mówił Woryna dla fimspeedway.com
Zwycięstwo w Landshut oczywiście oznacza, iż do drugiej rundy w Pradze, Woryna przystąpi jako lider klasyfikacji generalnej, ale jak sam mówi, to dopiero początek zmagań o tytuł i wiele się jeszcze może wydarzyć. Najlepszym przykładem tego są niestety Lindgren i Bewley, którzy doznali kontuzji i nie wystąpią w Czechach.
– Na razie to jeszcze nic nie znaczy. Przed nami wciąż dziewięć rund. Wszystko może się wydarzyć. To dopiero jedna z dziesięciu. Podchodzę do tego spokojnie i zobaczymy, jak pójdzie w Pradze. – przyznał.














