Maciej Megier pobił 42-letni rekord Polski i idzie po więcej. W Sztokholmie znowu zszokuje biegową Polskę?

19 godzin temu
Zdjęcie: maciej megier


Jeszcze w 2020 roku był biegowym nowicjuszem. Myślał, iż jest za stary na duże wyniki, a treningowa rozpiska była dla niego jak „czarna magia”. Ale dopytywał trenera, co kryje się pod skrótami, wracał na Kociewie i cisnął. Rok temu poprawił 52-letni rekord Polski młodzieżowców Bronisława Malinowskiego na 10000 m. W tym roku zdążył już zdmuchnąć kurz z 42-letniego rekordu Krzysztofa Wesołowskiego na 2000 m z przeszkodami. Na tym Maciej Megier nie chce się zatrzymać i już myślami jest na Diamentowej Lidze w Sztokholmie, gdzie znowu planuje zszokować biegową Polskę.

Pobił 42-letni rekord, czy przegoni legendę?

Ten kto 26 kwietnia 2025 roku postanowił wybrać się na warszawską Skrę, aby dopingować uczestników mistrzostw Polski na 10000 m, nie może żałować swojej decyzji. Maciej Megier z SKLA Sopot zdublował wszystkich i zatrzymał zegar na 28:21.77. Podopieczny Zbigniewa Rolbieckiego poprawił 52-letni rekord Polski młodzieżowców legendarnego Bronisława Malinowskiego.

Był to początek niezwykle udanego sezonu, którego kulminacją okazały się młodzieżowe mistrzostwa Europy w norweskim Bergen. Tam uciekł rywalom na końcówce, sięgając po tytuł na 3000 m z przeszkodami. Złoto okrasił rekordem życiowym 8:20.17, wskakując na 11 miejsce polskiej listy ALL-TIME.

– W tamtym czasie wszystko mi się udawało. choćby zdałem prawo jazdy, po dwóch nieudanych próbach, mimo, iż przez rok w ogóle nie jeździłem – śmieje się Maciej w rozmowie z naszym portalem.

Zimą Megier pracował na zgrupowaniach w Monte Gordo, Albuquerque i Font-Romeu. Już na początku sezonu 2026 zrobił to, co lubi najbardziej, czyli przystrzygł rekord z brodą. Tym razem padło na 2000 m z przeszkodami. Na tym nietypowym dystansie najlepszy wynik w historii od 1984 roku należał do olimpijczyka z Moskwy (1980), Krzysztofa Wesołowskiego i wynosił idealne 5:20. W niedzielę 17 maja w niemieckim Pliezhausen Megier minął kreskę w 5:19.12.

Na pierwszym kilometrze Polak miał pacemakera (który poprowadził w 2:41), później musiał radzić sobie sam. Megier przelicza wynik z dwójki, jako potencjał na 8:10-8:12 na 3000 metrów z przeszkodami. Oznaczałoby to otarcie się o rekord Polski Bronisława Malinowskiego, który wynosi 8:09.11 i 20 lipca skończy 50 lat. Kolejne miejsca na krajowej liście wszech czasów zajmują: Bogusław Mamiński (8:09.18) i Krzysztof Wesołowski, który 8:11.04 uzyskał rok po 5:20 na dwójkę.

Okazuje się, iż okoliczności, aby po latach Polak nawiązał do tamtych wyników będą doskonałe, ponieważ Megier ma w planach start w towarzystwie najlepszych zawodników globu.

– Na 99 procent pierwszą trójkę w okresie pobiegnę w Sztokholmie na Diamentowej Lidze (7 czerwca – red.) – zdradził nam Maciej i dodał, iż początkowo organizatorzy nie widzieli zawodnika z Polski wśród światowej elity, ale ich optyka zmieniła się po 5:19 w Pliezhausen.

W Sztokholmie stawka będzie wybitna. W zapowiedzi tegorocznego BAUHAUS-galan czytamy, iż bieg zostanie poprowadzony na 7:59, a walkę o zwycięstwo stoczą m.in. aktualny mistrz świata Geordie Beamish, dwukrotny mistrz olimpijski Soufiane El Bakkali oraz rekordzista świata Lamecha Girma.

180 km, kwas i więcej siłowni

Zanim Megier błysnął w Niemczach miał już w tym roku na koncie start podczas mistrzostw Polski na 10000 m w Augustowie. Wygrał z wyraźną przewagą, ale 29:08 to nie był rezultat, którego oczekiwał.

– Rok temu, na miesiąc przed 28:21, pobiegłem na treningu 10 razy kilometr po 2:52 na minutowej przerwie i miałem laktat 4 mmol. W tym roku biegałem po 5 sekund szybciej na kilometrze przy tym samym kwasie. Myślałem, iż w Augustowie zrobię 27:50 – mówi Maciej i dodaje, iż rekordowe plany pokrzyżowała pogoda, a konkretnie wiatr.

W przygotowaniach do tego sezonu Megier wzmocnił się siłowo, dzięki czemu ma lepiej znosić ciężkie jednostki. – Pod przeszkody to bardzo ważne, a ja miałem z tym duże braki.

W styczniu biegacz trenował w portugalskim Monte Gordo, później w zjechał do Polski, gdzie korzystał z namiotu hipoksyjnego. Następnie był prawie miesiąc za oceanem, w Albuquerque. Stamtąd dotarł prosto do Font-Romeu w Pirenejach, gdzie spędził 3 tygodnie.

W pierwszym tygodniu francuskiego obozu Megier przebiegł 180 km. Z każdym kolejnym objętość spadała, żeby przed zjazdem na start do Pliezhausen zatrzymać się na 140 km. Wśród treningów, które szczególnie zapamiętał wymienia 3×1200 m w tempie 2:46/km plus 3x1km po 2:38-2:39 i 3×400 m na płotkach po 62,5 s. – Mocno się zakwasiłem, ale czułem się dobrze, miałem poczucie, iż pozostało rezerwa – komentuje.

Kiedy miał 16 lat stwierdził, iż jest „za stary” na bieganie

Maciej pochodzi z miejscowości Kokoszkowy, która stanowi przedmieścia Starogardu Gdańskiego, a więc serca Kociewia. Do znanych Kociewiaków należą m.in. Wojciech Cejrowski czy Kazimierz Deyna. Niewykluczone, iż niedługo jednym tchem wśród najbardziej kojarzonych z regionem postaci wymieniany będzie też Megier, choć kilka brakowało, a przez cały czas kopałby piłkę w okręgówce, zamiast ścigać Malinowskiego.

Fot. Materiały Archiwalne Maciej Megier

Mama pielęgniarka, tato stoczniowiec, starsza siostra skończyła psychologię. Maciej (rocznik 2003) od dziecka fascynował się piłką nożną i spędzał całe dni ganiając za piłką na pobliskim „orliku”. Przez 10 lat trenował w lokalnym klubie, który w szczytowym momencie grał w 5 lidze, tocząc pojedynki z Szarżą Krojanty czy Pogonią Prabuty.

Jednocześnie Megier wygrywał szkolne zawody biegowe i regularnie był namawiany przez wuefistów, aby pójść tą drogą. Lata mijały, a Maciej nie chciał zamienić murawy na bieżnię. Choć w 2019 roku było blisko. – Zacząłem trenować u mnie w Starogardzie Gdańskiego, ale stwierdziłem, iż jestem za stary, iż powinienem zacząć trenować od małego i porzuciłem to na rok – wspomina.

Fot. Materiały Archiwalne Maciej Megier

Kluczowa decyzja zapadła w środku pandemicznego 2020 roku, kiedy, namówiony przez kolegę, Maciej wybrał się na testy do Zespołu Szkół Sportowych i Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego w Gdańsku. Podczas testu sprawnościowego pokonał 1000 m w 2:51. Dwa miesiące później biegał już 2:35.

Jak mówi, duże znaczenie miał fakt, iż w Gdańsku trafił na trenera kadry, Krzysztofa Szałacha, pod którego okiem w przeszłości trenowali m.in. Patryk Dobek czy były rekordzista Polski w półmaratonie, Piotr Gładki.

W tamtym momencie Megier był zupełnym nowicjuszem w biegowej branży. kilka mówiły mu rekordy Polski, a kiedy dostał pierwszą rozpiskę od trenera, musiał prosić o wyjaśnienia.

– Byłem totalnie zielony. Jak trener Szałach rozpisał mi plan, nie wiedziałem, o co chodzi. Treningi, które miałem robić na stadionie, robiłem na drodze. Ale robiłem. Wydaje mi się, iż trener był przekonany, iż przyszedł jakiś piłkarz i nic z tej rozpiski nie realizuje.

Na pierwsze sukcesy nie trzeba było długo czekać. Wspomniane wcześniej 2:35 na 1000 m uzyskał w czerwcu 2020 roku na zawodach w Redzie. Trzy miesiące później w Radomiu trzymał w dłoniach swój pierwszy medal mistrzostw Polski. 8:58 na 3000 m pozwoliło stanąć na najniższym stopniu podium w kategorii juniorów młodszych.

Trudne momenty i trener Rolbiecki, który zmienił grę

Choć postęp był błyskawiczny, a dziś dla wielu Megier jest ostatnią nadzieją polskich biegów długich, lata 2020-2025 częściej przypominały sinusoidę niż równy marsz na szczyt. Największy dramat rozegrał się podczas ME U23 w fińskim Espoo w 2023 roku.

Jest finiszowe okrążenie, ostatni rów z wodą. Maciej biegnie trzeci, ale ześlizguje się z belki i bieg w jednej chwili zamienia się koszmar. Finiszuje 11. Na mecie długo chowa twarz w dłoniach.

Rok wcześniej podczas juniorskich mistrzostw Polski w Suwałkach kończy wyścig na 5000 m na 15 pozycji z czasem 14:58. Boli tym bardziej, iż jeszcze miesiąc wcześniej w Piasecznie wyśrubował życiówkę do 14:13.

– Pamiętam, jak się wtedy wyjechałem. Dzisiaj bym zszedł. Wtedy dobiegłem i długo się po tych zawodach zbierałem – tak wspomina niepowodzenie z 2022 roku.

Finalnie kooperacja z Krzysztofem Szałachem zakończyła się wiosną 2024 roku. Maciej mówi, iż czuł się przetrenowany. – Przestało wychodzić. Trener miał swoje racje, ja swoje. Podjąłem decyzję, iż przechodzę do trenera Rolbieckiego, który wyciągnął mnie z dołka.

Megier opowiadał w naszym podcaście, iż punktem wyjścia dla nowej współpracy były słabe wyniki krwi i test na stadionie, podczas którego zakwaszał się do 2 mmol przy tempie 4:30/km.- Naprawdę słabo. Organizm był przemęczony. Zrobiliśmy roztrenowanie.

Już w czerwcu tamtego roku Maciej sięgnął po złoto mistrzostw Polski na 3000 m z przeszkodami z wynikiem 8:38. Jednak na duże efekty trzeba było czekać do sezonu 2025.

Przypomnijmy, iż Zbigniew Rolbiecki to były szef bloku wytrzymałości PZLA, który po tym jak w połowie ubiegłego roku zakończył swoją misję w związku, mógł skupić się na rozwijaniu własnej grupy treningowej.

Medalem mistrzostw Polski się nie utrzymasz?

Wielu zdolnych juniorów ma w Polsce problem z wejściem w dorosłe bieganie m.in. z powodów finansowych. Kiedy kończy się szkoła i zaczyna tzw. normalne życie, trzeba albo łączyć treningi z pracą, albo liczyć na wsparcie rodziny.

23-letni dziś Megier, kiedy pytamy go o kwestie finansowe, mówi, iż początkowo bardzo pomagali mu rodzice. Ich budżet mógł zostać odciążony dopiero, gdy Maciej zdobył tytuł młodzieżowego mistrza Europy. – Teraz nie mam źle – podkreśla biegacz, który może liczyć m.in. na stypendium ministerialne czy wsparcie Nike i fundacji Wybiegaj w Przyszłość. Ponadto przymierza się do dołączenia do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego, co powinno wydarzyć się w tym roku i jeszcze bardziej ułatwić trening na najwyższym poziomie.

Obejrzyj nasz podcast z Maciejem Megierem:

– W przyszłym roku chcemy mieć jedno zgrupowanie wysokogórskie więcej, ale wiem, że, aby je otrzymać, będą musiał pokazać, co potrafię w Birmingham (na seniorskich mistrzostwach Europy – red.) – podkreśla nasz rozmówca.

Biegacz zauważa, iż wielu jego kolegów, z którymi spotyka się na zgrupowaniach, nie ma tyle szczęścia. – Jak się jest medalistą mistrzostw Polski (a nie ma w dorobku krążka mistrzostw Europy czy świata – red.), to dopłaca się do tego interesu – mówi.

Brak perspektyw na stypendia i sponsorów sprawia, iż niektórzy – choćby bardzo obiecujący – polscy długodystansowcy postanawiają zdyskontować formę na tzw. biegach wokół komina, jak powiedziałby Henryk Szost. Chodzi o biegi uliczne – często o niskim prestiżu – podczas których w jeden weekend można nieźle zarobić. Czy zanim nadszedł sukces w Bergen pojawiały się w głowie Megiera myśli, aby pójść tą drogą?

– Nie miałem takiej pokusy. Cały czas wierzyłem w sukcesy na stadionie i iż tam zarobię pieniądze – przekonuje.

Ingebrigtsen, futbol i sodówka

Maciej wolny czas spędza czytając książki. Interesuje się historią – chciałby wyruszyć śladami Adama Mickiewicza i odwiedzić Nowogródek. Siłą rzeczy śledzi też wydarzenia ze świata lekkoatletyki. Zapytany o biegowych bohaterów wskazuje Jakoba Ingebrigtsena czy Andreasa Almgrena.

Widać jednak, iż przez cały czas jego największą pasją jest piłka nożna, bo gdy tylko pojawia się temat kibicowskich sympatii i tabeli Ekstraklasy, słychać w głosie biegacza wyraźną ekscytację. Zwłaszcza, iż trójmiejskie drużyny po sezonie 2025/2026 spadają z najwyższej klasy rozgrywkowej. – I to z hukiem! Dla mnie to coś strasznego – komentuje.

Choć w Starogardzie Gdańskim w większości kibicuje się Lechii, Maciej jest większym fanem Arki, na której meczach bywał wielokrotnie. Doskonale pamięta swoje pierwsze piłkarskie koszulki. Jedną – Olympique Marsylia– dostał od taty, gdy ten pracował na stoczni we Francji. Inną – Sunderlandu – przywiózł mu chrzestny z Anglii.

Maciej jest obecny w mediach społecznościowych, ale oględnie mówiąc: nie zamęcza kibiców nadmiarem postów. Sprawia wrażenie skromnego człowieka, który pomimo historycznych wyników – od 1990 roku żaden Polak nie przebiegł 10000 m szybciej!- nie kozaczy. Na pytanie, czy nie grozi mu tzw. soda, odpowiada jednak dość zaskakująco, iż być może już zaczął „odfruwać”.

– Może tak jest, ale o tym nie wiem? – mówi, ale jednocześnie dodaje: – Staram się nie dopuszczać, żeby mi uderzyła woda sodowa do głowy, bo wiem na przykładach niektórych gwiazd sportu, jak to potrafi się źle skończyć.

Kontuzje go omijają, ale „wystarczy jeden głupi błąd”

W 2021 roku, gdy Maciej Megier dopiero uczył się treningu, jego rówieśnicy z rocznika 2003 zachwycali lekkoatletyczną Polskę. W Chorzowie niespełna 18-letni wówczas Krzysztof Różnicki minął metę w kosmiczne 1:44.51, czym wypełnił minimum na igrzyska w Tokio. Kornelia Lesiewicz zimą ustanowiła halowy rekord Polski juniorek na 400 m (52.56). 17-latka pod dachem została wicemistrzynią Polski seniorek, pokonując m.in. Natalię Kaczmarek.

Genialnym juniorom wróżono złotą przyszłość, ale gwałtownie okazało się, iż zamiast pisać o sukcesach, zaczynano informować o kolejnych kontuzjach, które zaczęły trapić młodych zdolnych. Maciej Megier zna te historie, ale uspokaja, iż kontuzje go omijają.

– Może to jest kwestia genetyczna, może odpowiedniej regeneracji. Poza tym, nie trenujemy super mocno. Trener tak to oblicza, żeby było na styk. Ale z drugiej strony, nie chcę zapeszyć, bo biegam taki dystans, na którym wystarczy jeden głupi błąd, żeby zrobić sobie coś poważnego – podsumowuje.

Idź do oryginalnego materiału