Kamil Stoch nagle wybiegł z hotelu. Tak Włosi potraktowali Polaków

1 godzina temu
To był wieczór i noc polskiej kadry skoczków. Po srebrnym medalu Kacpra Tomasiaka euforia w Predazzo była tak wielka, iż w pewnym momencie choćby Kamil Stoch wybiegł do czekających przed hotelem polskich kibiców i cieszył się razem z nimi z sukcesu młodszego kolegi. Ten dotarł do całej ekipy dopiero po północy. Zmęczony, ale szczęśliwy. Na miejscu czekał na niego prezent od Włochów.
Reprezentacja polskich skoczków mieszka w trakcie igrzysk nie w wiosce olimpijskiej, a w jednym z hoteli w samym centrum Predazzo. To właśnie przed nim, tuż po życiowym sukcesie Kacpra Tomasiaka, zgromadzili się polscy kibice. Chcieli go uściskać, pogratulować i zobaczyć jego srebrny medal. Nie zrażał ich mróz i fakt, iż wcześniej przez kilka godzin stali i dopingowali naszych zawodników pod skocznią. - Spłakaliśmy się na skoczni... Za wszystkie czasy - mówili, gdy skoczek z Bielska-Białej w końcu dotarł przed hotel, a te ekskluzywne obrazki możecie obejrzeć tylko w Sport.pl:

REKLAMA










Zobacz wideo Maciej Maciusiak miał rację! "Ten medal jest dla nas, dla całych skoków"



Wcześniej do hotelu przyjechali Kamil Stoch, Paweł Wąsek i część sztabu szkoleniowego. Tuż przed srebrnym medalistą ze skoczni normalnej pojawili się też Adam Małysz z żoną Izabelą, a także rodzice Kacpra Tomasiaka i trener Maciej Maciusiak.
- To był bardzo, bardzo ciężki dzień. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem, emocji było multum. Jesteśmy bardzo zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi - mówił mi trener naszej kadry. - To jest medal Kacpra Tomasiaka i po pierwsze dla niego wielkie gratulacje, a po drugie to jest medal nas wszystkich – wszystkich zawodników, ludzi ze sztabów i trenerów klubowych, i szkolnych, i bazowych. Wierzyłem w ten medal z całego serca. Widziałem, jak zawodnicy ciężko pracują i to zaowocowało - dodawał trener. Widać było, iż jest zmęczony, euforia została na skoczni, ale tym większy szacunek, iż jeszcze zgodził się na krótki wywiad.





Kacper Tomasiak stał się liderem, a Kamil Stoch pokazał klasę mistrza
- To, co się wypisywało o nim... to było bardzo krzywdzące i nie zasłużył na to, bo po pierwsze jest bardzo dobrym szkoleniowcem. Wyciągał zawsze zawodników, którzy byli w kryzysie. Teraz dostał bardzo ciężką rolę, przejąć tę grupę bezpośrednio przed igrzyskami nie było łatwo - mówił o Maciusiaku Adam Małysz.
Prezes PZN był przeszczęśliwy i podkreślał niezwykłą dojrzałość 19-letniego Kacpra Tomasiaka, który już w olimpijskim debiucie wyrównał życiowy wynik Małysza na igrzyskach. - Stał się liderem tego teamu i wszystko było na jego barkach... On jest mocny. Zawsze mówiono, iż jest mocny psychicznie, ale nikt tak do końca nie był w stanie w to uwierzyć. Sukces Kacpra to kolejne przekazanie pałeczki w polskich skokach i to nas bardzo cieszy - mówił rozanielony Adam Małysz.



Jeszcze wcześniej Włosi przygotowali dla Tomasiaka niespodziankę - specjalny stolik z polskimi flagami, kieliszkami i butelką szampana. Zresztą Polacy od początku są w Predazzo traktowani po królewsku.






Siedzący kilka stolików dalej Słoweńcy mogli tylko patrzeć z zazdrością i analizować, co poszło nie tak, bo przecież przed igrzyskami to Domen Prevc był murowanym kandydatem do olimpijskich medali.
Euforii wieczoru dał się również ponieść Kamil Stoch, który w pewnym momencie wybiegł z hotelu, pozował do zdjęć z kibicami i choćby przez sekundę nie dał po sobie poznać, iż konkurs na normalnej skoczni nie ułożył się po jego myśli. Po tym można poznać klasę mistrza, ale też jedność grupy, która w nocy z poniedziałku na wtorek bawiła się w naprawdę mocnym składzie.
- Świętowanie? Nie, nie! Zawody mają we wtorek. Ja też idę do roboty - rzucił tylko uśmiechnięty od ucha do ucha Piotr Żyła, który do Włoch przyjechał w roli eksperta Eurosportu.
Idź do oryginalnego materiału