Wróćmy zatem do roku 2019. Było to po czwartej kolejce… ligowej:
„Dziwi natomiast cierpliwość, takoż powściągliwość u słynącego dotąd z emocjonalnych wypowiedzi, senatora Termińskiego w obliczu „dokonań” menedżera. Facet spaprał okres transferowy koncertowo, juniorów nie ma, bo Toruń położył szkolenie, a teraz dziwi się, iż Get Well to „dream team” tylko wedle niego samego. Ok, do końca sezonu daleko, historia zna różne zwroty akcji, ale jeżeli trzeba, to przeproszę za przedwczesne zdyskredytowanie umiejętności Frątczaka jednak słów o spapraniu zimy nie cofnę, bo to fakt. Menedżer Torunia potrzebował czterech do brydża, a nie skompletował choćby trzech, żeby pograć z dziadkiem. Dla nieznających karcianych arkanów wyjaśnię, iż gra we trójkę z dziadkiem polega na wyłożeniu kart brakującego gracza, tak, iż wszyscy pozostali widzą, co na stole. Frątczak próbował, ale miał tylko starszego Holdera i po połowie Iversena oraz Holdera juniora. Dziadek Holta nie wypalił i nie pomógł. Kościuch odbił się boleśnie od ekstraligowej ściany, zaś młodzież tradycyjnie. Toruń poszedł śladem GKM-u z ostatnich sezonów. W Grudziądzu brak juniorów odbijał się czkawką od dawna, seniorzy nie byli w stanie niwelować strat i w efekcie drużyna drżała o utrzymanie. Szczęście w nieszczęściu Get Well, iż jest Lublin, sprowadzony na ziemię przez Leszno, choć ten ma w zanadrzu Łagutę i „Zengiego” oraz… zdecydowanie lepszych młodzieżowców od Aniołów. Co ma w zanadrzu Frątczak?
Żużel. Przewiduje niespodzianki na start sezonu! Nowe opony mocno namieszają! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Odkrył kulisy transferu do Stali. Brak play-off porażką – PoBandzie – Portal Sportowy
Za nami cztery kolejki, czyli czas pierwszych podsumowań, bazujących na faktach, nie domysłach. Wnioski. Cierpliwość wobec zawodników popłaca, odwrotnie niż „pomysły racjonalizatorskie” na szybko. Przestrzegam też różnej maści „ekspertów” przed formułowaniem radykalnych ocen już teraz, preferowaniem sądów ostatecznych i próbami udowadniania, iż siedzą w głowach zawodników, wiedząc lepiej, co zamierzali i co myślą. A Frątczakowi proponuję zająć się pracą u podstaw, zamiast brylować w mediach odkrywczymi teoriami.”
Tak pisałem 7 lat temu. Czy coś się zmieniło w ocenie rzeczonego „bohatera”? U mnie nic. Biegał jak kot z pęcherzem przez środek murawy po upadku podopiecznego. Zerkając dyskretnie czy kamera patrzy. Co chciał tam osiągnąć? Pouczyć lekarza jak i co powinien a czego nie? Wygooglować nie zdążył, więc pewnie nie. To co zamierzał „sprawdzić”? Czy w swoim wieku i po przejściach da jeszcze radę powalczyć z Usainem Boltem na setkę? Możliwe. Choć po setce miałby większe szanse. Co ta akcja miała wnieść do zespołu? Takoż nic. Łacniej było zająć się zimną kalkulacją i obmyślaniem wariantów taktycznych, gdyby miało się okazać, iż ów poszkodowany „zdolny” ale nie do ścigania, albo zdolny, acz niechętny. Pan menedżer wolał jednak błysnąć w roli sprintera, bez celu i znaczenia dla prowadzonej drużyny, acz utrwalającej w mediach wizerunek samego zainteresowanego.
Żużel. Odkrył kulisy transferu do Stali. Brak play-off porażką – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. To będzie najlepszy junior PGE Ekstraligi? Wskazał jego atuty! – PoBandzie – Portal Sportowy
Frątczak bryluje w opowieściach z gatunku: „Cóż szkodzi obiecać”. A to starał się kreować na męczennika, a to deklarował, iż do żużla w żadnej roli i nigdy nie wróci, by „po chwili” objawić się w nowej roli i w nowym anturażu. A to wypłakiwał się publicznie nad swym marnym losem z pretensjami do „całego świata”, wylewając w mediach swe gorzkie żale na potęgę. Pozostawał zawsze niestały w poglądach i deklaracjach. Dla poświadczenia obserwacji taki jeszcze fragment z Jacka F. Tym razem w wersji dla SF.
„Najmocniej organizm oberwał w kość po sezonie 2015. Miałem poważny problem laryngologiczny, który przez żużel rozwijał się piętnaście lat. Ucho było w opłakanym stanie, operowano mnie na żywca. Leczyłem się kilka miesięcy. Przed czterdziestką byłem poważnie zagrożony zapaleniem opon mózgowych. Efektem pracy w kurzu, hałasie i substancjach szkodliwych było porażenia nerwu twarzy. Kilkukrotnie usuwano mi guzki, które tworzyły się na powiekach – mówi w pierwszej części obszernej rozmowy z Interią uznany żużlowy ekspert, Jacek Frątczak.Do tej pory biorę leki na nadciśnienie. Wielokrotnie lądowałem na oddziale ratunkowym z bardzo silnym, sięgającym 130 ciśnieniem rozkurczowym. Bałem się, iż wysiądzie mi pikawa. Trzymam w szufladzie na to papiery, od wylewu lub udaru dzieliła mnie cieniutka granica.- Nie uzmysławiałem sobie, iż cierpię aż na tyle dolegliwości. Jak się spieprzyło, to po całości, poleciał efekt domina. Przed sezonem 2019 w Toruniu dr Zapotoczny i kolega z klasy, w tej chwili ceniony ortopeda aż złapali się za głowę, czy ja nie zgłupiałem do reszty, iż obejmuję Apatora. W krótkich żołnierskich słowach przekazali mi, iż ja to nadaję się do wypasania krów i owiec.”
Zaiste. Ujmujące. Niemal jak weteran z Afganistanu. Jeno siłą charakteru zdobył się na nadludzki wysiłek dokazując męskości i odwagi, a tu takie „podziękowanie” – to nie ludzie, to wilki. A może fachowcy doradzający w ostatnim zdaniu zwyczajnie znali się na rzeczy?
Czemuż to „nagle” Sierakowi ów Frątczak wziął się i przypomniał? Ano ponieważ tenże zaistniał ponownie w mediach. Poszedł w lokalną politykę, dosypał ze wspólnego Falubazowi, po czym wzruszony, rozpłakał się roniąc krokodylowe łzy. Ma się rozumieć przed kamerami. Na chwilę ucichło i… . Tym razem rzeczony objawił się na powrót – tym razem jako „główny specjalista” w podległej Ratuszowi miejskiej spółce. Fakt. Mógł zostać dyrektorem, czy Prezesem. Otóż – nie. Pragmatyzm kazał wymyślić „zadziwiającą” nazwę dla stanowiska szefa wszystkich szefów w MOSiR, bo o tę instytucję idzie. Jako dyrektor imć radny „musiałby” wybierać, by nie podpaść przepisom o zakazie łączenia funkcji. Jacek Frątczak – zielonogórski radny Koalicji Obywatelskiej i przewodniczący komisji kultury i sportu – niedługo obejmie więc stanowisko „głównego specjalisty” w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji I już po „kolizji” z przepisami ani śladu. Można przez cały czas piasto. wać funkcję radnego, łącząc profity… przepraszam…. obowiązki, z rolą „głównego specjalisty”Opozycja grzmi o ustawionym konkursie. Prezydent Marcin Pabierowski odpiera zarzuty i przekonuje, iż to adekwatny człowiek na adekwatnym miejscu. Miejscowi prześmiewcy zaś, mego pokroju, dworują, iż w warunkach „konkursu” na stanowisko brakło jeno wzmianki, iż nazwisko kandydata ma być na literę F. Taki rybnicki sznyt.
A sam „zasłużony” ekspert od wszystkiego? Honorowo zrezygnuje z nienależnych profitów, czy będzie brnął w tłumaczenia, dlaczego to jedyna słuszna decyzja, przy tym nie jego autorstwa, do tego na prośbę gawiedzi, stąd odmawiać nie sposób?
Przemysław Sierakowski

2 miesięcy temu















