Zeszłoroczny cykl Speedway Grand Prix dostarczył nam mnóstwa emocji. Walka pomiędzy Bartoszem Zmarzlikiem a Bradym Kurtzem toczyła się bowiem aż do ostatniego wyścigu finałowej rundy zmagań. Ostatecznie po szósty tytuł Indywidualnego Mistrza Świata sięgnął Polak. Mimo iż 30-latek zakończył turniej w Vojens na drugim miejscu, to był on lepszy w klasyfikacji generalnej. Różnica pomiędzy Zmarzlikiem a Australijczykiem wyniosła zaledwie punkt. O tym, kto sięgnął po złoty medal zadecydowały więc ważne momenty na przestrzeni całego sezonu. Jednym z nich była polska wygrana na otwarcie rywalizacji.
Zwycięstwo mimo przeciwności losu
Podobnie do tego co czeka nas w tym roku, elitarna rywalizacja rozpoczęła się na niemieckiej ziemi. Inauguracyjna runda odbyła się na torze w Landshut. Już na samym początku zmagań Bartosz Zmarzlik pokazał, iż w tym dniu będzie bardzo mocny. Sześciokrotny mistrz świata pewnie wygrał sprint kwalifikacyjny, zostając pierwszym liderem klasyfikacji generalnej.
Jak zawsze po kwalifikacjach, zawodników czekała procedura wyboru numerów startowych. Polak miał wybierać swój numer jako pierwszy. Tak się jednak nie stało, a wyjaśnienie całej sytuacji nadeszło chwilę później. Bartosz Zmarzlik spóźnił się na sam wybór, w konsekwencji czego został przesunięty na koniec kolejki. To wydarzenie wywołało burzę wśród polskich kibiców.
Zmarzlik nie miał bowiem możliwości wyboru numeru i musiał zdać się na to, co pozostawią mu jego rywale. Przeciwności losu, nie zmieniły jednak tego, iż na koniec dnia to Polak wyjeżdżał z Landshut najszczęśliwszy. 30-latek wygrał bowiem wieczorny turniej, rozpoczynając marsz po kolejny tytuł. To właśnie dzięki temu wygrana w Niemczech szczególnie zapadła w pamięć mistrzowi.
– Dla mnie wyróżnia się Landshut. To był bardzo trudny weekend z wyborem numeru startowego jako ostatni. Zwycięstwo wymagało więc cierpliwości i mądrych decyzji. Takie wygrane są bardzo satysfakcjonujące, ponieważ wynikają z pokonania przeciwności losu, a nie tylko z surowej prędkości – mówił Zmarzlik cytowany przez fimspeedway.com.
W związku z samym przesunięciem na koniec, co wiązało się z wyborem numeru jako ostatni, u mistrza świata pojawiła się frustracja. Jak sam powiedział przy okazji wyboru, po zakończeniu sprintu musiał on udzielić dwóch wywiadów, co spowodowało spóźnienie na samą procedurę. Frustracja nie sparaliżowała jednak Zmarzlika. – Oczywiście na początku było to frustrujące, ale gwałtownie przypomniałem sobie, iż narzekanie niczego nie zmieni – wspominał Polak.
Selfie Time 














