Stanisław Bobak od początku skakał tak, jakby nie wiedział, iż "nie wypada" wchodzić na salony bez zaproszenia. Nie kalkulował, nie oglądał się na nazwiska. Miał dynamit w nogach, odwagę w powietrzu i styl, który robił wrażenie także poza Polską. A jednak jego gablotka świeci pustką, jeżeli chodzi o medale z najważniejszych imprez. W tle są nerwy, kontuzje i realia czasów, w których o mentalnym wsparciu dla zawodnika nikt jeszcze nie myślał.
REKLAMA
Zobacz wideo Cmentarz z widokiem na mamucią skocznię. Niezwykłe miejsce w Vikersund
Stanisław Bobak wszedł do kadry jako nastolatek. Zrobił to z przytupem
Miał zaledwie 16 lat, gdy sięgnął po Mistrzostwo Polski Juniorów. To był moment, w którym stało się jasne, iż za chwilę zapuka do seniorskiej czołówki. Nie trzeba było długo czekać. Już w 1972 roku zadebiutował w Mistrzostwach Polski na Wielkiej Krokwi. Po pierwszej serii sensacyjnie zajmował trzecie miejsce, a jeden z jego skoków - choć zakończony podpórką - na długo zapadł w pamięć kibiców. W tym samym czasie pojawił się także w Turnieju Czterech Skoczni, który skończył na 31. miejscu w klasyfikacji generalnej. Prawdziwy przełom przyszedł jednak w okresie 1974/75. W Oberstdorfie wskoczył na drugie miejsce, notując jeden z najlepszych występów w historii polskich skoków narciarskich tamtych lat. Cały Turniej Czterech Skoczni zakończył na piątej pozycji. To wtedy zaczęło wyglądać, iż mamy sportowca światowego formatu - i iż ten talent może wystarczyć na długie lata.
Bobak wydaje się być pierwszym polskim skoczkiem, który doszedł niemal do ideału przy odbiciu i wyjściu z progu. Odbija się błyskawicznie, krótko, wychodzi z progu z podniesioną klatką piersiową, jednocześnie blokuje staw skokowy i biodrowy. Tułów jego działa jak skrzydła samolotu, czasem zdarza się, iż Bobak ma narty nad głową i nic złego się nie dzieje. Bobak posiada niebywały instynkt latania w powietrzu
- mówił o skoczu pierwszy trener Bobka, Tadeusz Kaczmarczyk.
Pierwszy Polak, który wygrał Puchar Świata. Medal uciekł, gdy był na wyciągnięcie ręki
Zimą 1980 roku Stanisław Bobak był na fali. 26 stycznia w Zakopanem wygrał konkurs Pucharu Świata jako pierwszy Polak w historii. Dziś fakt ten ginie w cieniu późniejszych sukcesów Adama Małysza i Kamila Stocha. Wtedy jednak uznawano to za moment przełomowy. Kilka tygodni później w Lake Placid był bardzo blisko zdobycia olimpijskiego medalu. Po pierwszej serii zajmował czwarte miejsce, realnie licząc się w walce o podium. Po drugim skoku spadł na dziesiątą pozycję. Jedna chwila wystarczyła, by wszystko się rozsypało. Wróciły dobrze znane problemy: presja, nerwy i skok, który znów nie ułożył się tak, jak powinien.
Był naszym cichym bohaterem podczas olimpijskiego konkursu na średniej skoczni w Lake Placid (1980), kiedy po pierwszej kolejce zajmował 4. miejsce. Niestety drugi, długi skok ledwo ustał i zajął ostatecznie 10. miejsce
- czytamy na stronie olimpijski.pl.
W Lake Placid nie wytrzymał chyba psychicznie tego, iż może zdobyć medal olimpijski. Nie skoczył normalnie, po swojemu. Gdyby tak zrobił, to pewnie miałby medal, bo tak mocny był wtedy
- mówi Piotr Fijas, jeden z czołowych polskich skoczków przełomu lat 70. i 80.
Dlaczego Stanisław Bobak zakończył karierę? Ciało nie pozwoliło mu na więcej
Chwilę po najlepszym sezonie przyszło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Stanisław Bobak nie kończył kariery dlatego, iż nie miał już formy. Kończył, bo organizm przestał mu pozwalać skakać. Pod koniec sezonu 1979/80 zaczął odczuwać silne bóle, które uniemożliwiały rywalizację na dawnym poziomie. Z czasem lekarze stwierdzili poważny problem w odcinku lędźwiowym kręgosłupa (w jego historii pojawia się też wątek rozszczepienia kręgów). Sam zawodnik wspominał, iż startował już nie po to, by walczyć, tylko żeby "doczekać końca".
Już w Planicy podczas sezonu 1979/80, odczuwałem silne bóle, tak, iż 'spinało' mi kręgosłup tak mocno, iż nie mogłem startować na swoim normalnym poziomie sportowym. Zaciskałem zęby, przypinałem numer, ale nie skakałem tak, jak kiedyś, tylko czekałem, aż skok się skończy. Uszkodzeniu uległ lędźwiowy odcinek kręgosłupa. Ból promieniował przez całą nogę, biodro aż do kostki. Leczono mnie w Piekarach Śląskich, ale nie miałem operacji
- opowiadał Stanisław Bobak o swoich dolegliwościach.
Ostatecznie dostał od lekarzy jasny sygnał: dalsze skakanie grozi kalectwem. W wieku 25 lat musiał odpuścić. I to jest jeden z tych momentów, które zmieniają całą opowieść. Nagle okazuje się, iż talentu i kariery nie zmarnował, tylko to wszystko mu zwyczajnie odebrano.
Kiedy pojawiły się problemy z kręgosłupem, to bardzo to przeżył. Skoki były dla niego całym życiem. Nagle musiał z tego zrezygnować, bo lekarze zagrozili, iż zostanie kaleką. Nie dawał jednak za wygraną, tylko kombinował, by skakać na własną rękę. Był w Piekarach Śląskich, bo mieli go operować, ale ostatecznie lekarze doszli do wniosku, iż lepiej będzie, jeżeli nie będą ruszać tego kręgosłupa, by nie pogorszyć sytuacji. Staszek chciał dotrwać do igrzysk w Sarajewie, ale musiał zakończyć przedwcześnie karierę
- opowiada Stanisława Bonak, wdowa po Stanisławie Bobaku.
Stanisław Bobak zmarł 12 listopada 2010 roku w szpitalu w Zakopanem, po długiej i ciężkiej chorobie, mając 59 lat.
Źródło: Interia Sport, TVP Sport, olimpijski.pl, skijumping.pl
Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

2 miesięcy temu










