Widzew szasta milionami, a Polacy odmawiają. Oto powód

1 tydzień temu
Widzew przeprowadził już pięć transferów tej zimy. Łódzki klub jest niezwykle aktywmy na rynku, choć wśród pozyskanych piłkarzy jest tylko jeden Polak, Bartłomiej Drągowski. O przyczynach takiego stanu rzeczy w Przeglądzie Sportowym Onet opowiedział dyrektor sportowy Widzewa, Dariusz Adamczuk.
Zajmujący aktualnie dopiero 15. miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy zespół z miasta Łodzi, po wznowieniu rozgrywek, chce zacząć poważny marsz w górę tabeli. W tym celu Widzew przeprowadził kilka imponujących transferów, pobijając przy okazji ligowy rekord. Sprowadzenie Osmana Bukariego miało bowiem kosztować ponad 5 mln euro. A to jeszcze nie koniec transferów Widzewa.


REKLAMA


Zobacz wideo Legia straciła swoją markę? Kosecki: W tej chwili jest rozpoznawalna tylko dzięki nim!


Adamczuk: "Nie każdy Polak chce wracać"
Dziś Widzew oficjalnie pochwalił się transferem nr 5 w zimowym okienku. Tym razem sprowadził bocznego obrońcę z przeszłością w Atletico Madryt, Carlosa Isaaca. Koszt? Według doniesień medialnych miał oscylować wokół 1 mln euro. Dokładnie tyle samo łodzianie wydali na wykupienie reprezentacyjnego bramkarza, Bartłomieja Drągowskiego z Panathinaikosu. Jak się okazuje, działacze Widzewa planowali sprowadzić większą liczbę Polaków. W mediach przewijało się m.in. nazwisko Tomasza Kędziory. Dlaczego rodacy nie kwapią się z do gry w Widzewie?


- Nie każdy Polak chce wrócić do kraju. W Ekstraklasie już grali, a powrót do niej jest daleko na liście ich życzeń. To trochę wiąże się z mentalnością, bo pozostało takie przeświadczenie, iż powrót oznacza porażkę, iż komuś nie wyszło na Zachodzie. Może przykład Bartka pokaże, iż warto wrócić. o ile będzie grał w Widzewie, to przez cały czas ma szansę pojechać na mistrzostwa świata. Więc ten powrót do Polski nie musi wiązać się z czymś złym - powiedział dyrektor sportowy Widzewa, Dariusz Adamczuk w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.


Jak przyznał Adamczuk, przez cały czas "wielu" zawodników odmawia transferu do Łodzi. Ma chodzić nie tylko o polską ligę, ale także o aktualne miejsce w niej Widzewa.


Czy łodzianie mają nieograniczony budżet? - Nie powiedziałbym, iż nieograniczony. Nie chcemy wydawać pieniędzy na prawo i lewo. Lukas przyszedł za darmo, Cheng kosztował mniej niż milion. Bartek z Panathinaikosu to też nie były duże pieniądze i udało się nam przystępnie ten transfer zrobić. Wszyscy patrzą na Widzew przez transfer Bukariego. Oczywiście też z pozycji 14 transferów latem i wydanych siedmiu mln euro. To plus to, co wydaliśmy teraz, robi już jakąś kwotę. A drużyny nie było. No nie było. Mam nadzieję, iż teraz będzie - zaznaczył Adamczuk w rozmowie z Łukaszem Olkowskim.
Widzew Łódź kolejny mecz ligowy rozegra 31 stycznia. Jego rywalem będzie Jagiellonia Białystok.
Idź do oryginalnego materiału