
Kiedy kilka miesięcy temu rozmawiałem z Nasserem Al-Attiyahem w Polsce, uderzyła mnie jedna rzecz. To nie była arogancja mistrza, ale spokojna, niemal radosna pewność siebie.
Prywatnie – uśmiechnięty, serdeczny gość. Za kierownicą – precyzyjna maszyna. Wtedy oglądaliśmy karbonową Dacię Sandrider w sterylnych warunkach, zastanawiając się, czy „budżetowa” marka naprawdę może rzucić wyzwanie gigantom. Dziś znamy odpowiedź. Nasser nie rzuca słów na wiatr.

Historyczny triumf debiutanta
To brzmi jak scenariusz filmu, ale wydarzyło się naprawdę. Zespół Dacia Sandriders zwyciężył w 48. edycji Rajdu Dakar. Dla marki, która wdarła się do świata motorsportu w kategorii Ultimate T1+, to absolutny triumf. Nasser Al-Attiyah i jego pilot Fabian Lurquin dowieźli zwycięstwo z prawie 10-minutową przewagą nad rywalami.
Dla Katarczyka to już szósty Beduin w karierze (wyrównał właśnie rekord zwycięstw etapowych należący do legend takich jak Vatanen). Dla jego pilota, Fabiana Lurquina, to pierwszy triumf w życiu – i to jaki.

Maszyna, która przetrwała piekło
Pamiętacie, jak pisałem o technicznych aspektach Sandridera? To nie jest Duster na sterydach. To inżynieryjny majstersztyk zbudowany wspólnie z Prodrive.
- Serce: 3-litrowe V6 biturbo generujące 360 KM.
- Paliwo: syntetyczne paliwo Aramco – Dacia udowodniła, iż ekologia i ekstremalne osiągi mogą iść w parze choćby na pustyni – choć oczywiście w realiach Dakaru słowo „ekologia” ma zupełnie inne znaczenie niż w codziennej motoryzacji.
- Konstrukcja: nadwozie z włókna węglowego z pigmentami odbijającymi promieniowanie podczerwone (żeby kabina się nie nagrzewała) zdało egzamin celująco.
Kluczem do sukcesu okazała się niezawodność. W rajdzie, który niszczy sprzęt jak żaden inny, wszystkie załogi Dacia Sandriders dotarły do mety. To rzadkość.

Dream Team w komplecie
Nasser był liderem, ale reszta „Wspaniałej Trójki” (a adekwatnie czwórki) też pokazała klasę. Sébastien Loeb i Édouard Boulanger walczyli do samego końca. Na starcie ostatniego etapu mieli tylko 29 sekund straty do podium. Ostatecznie skończyli na 4. miejscu, co przy problemach, jakie napotkali na trasie („zbyt często łapaliśmy gumę” – jak przyznał Loeb), jest wynikiem pokazującym ogromną wolę walki.
Lucas Moraes w swoim debiucie w nowych barwach dojechał na świetnym 7. miejscu, a Cristina Gutiérrez zamknęła stawkę Dacii na 11. pozycji. Cztery samochody w top 11? Tak się buduje dominację.

Szach-mat na ostatnim etapie
Ostatni, 13. etap wokół Yanbu był testem nerwów. Mając bezpieczną przewagę, Nasser nie szarżował. Strategia była prosta: dowieźć wynik. Al-Attiyah i Lurquin pojechali zachowawczo, zajmując na odcinku 36. miejsce, ale to wystarczyło, by w generalce utrzymać blisko 10 minut zapasu. To się nazywa doświadczenie. Jak powiedział sam Nasser na mecie: „Jechaliśmy ostrożnie, przepuściliśmy dwa samochody i dotarliśmy do mety”.

Co dalej?
Zwycięstwo w Dakarze to dopiero początek. Zespół Dacia Sandriders ma apetyt na całe Mistrzostwa Świata FIA w Rajdach Terenowych (W2RC). Następny przystanek: Rajd Portugalii w marcu.
Patrząc na to, jak Nasser ściskał puchar, przypomniałem sobie nasze spotkanie w Polsce. Wtedy był to uśmiech człowieka, który ma plan. Dziś jest to uśmiech człowieka, który przeszedł do historii. A Dacia? Nie jest już tylko „rozsądnym wyborem”. Jest mistrzem świata.
Nasser Al-Attiyah w Polsce. Widzieliśmy karbonową Dacię Sandrider, która ma podbić Dakar 2026
Jeśli artykuł Uśmiech zwycięzcy. Nasser Al-Attiyah dowiózł obietnicę do mety. Dacia wygrywa Dakar 2026! nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

2 godzin temu














