Urban zaraz go powoła. Niebywałe, co wyczynia Polak w Niemczech

2 godzin temu
Gdyby przed startem tego sezonu spytać się przeciętnego kibica, które miejsce w rankingu polskich napastników zajmuje Mateusz Żukowski, to ten najpewniej przytomnie by zauważył, iż żadne, bo to skrzydłowy lub obrońca. Tylko iż Polak w niemieckim Magdeburgu wystawiany jest właśnie na szpicy i niespodziewanie stał się czołowym strzelcem 2. Bundesligi. Dziś dołożył kolejne dwa trafienia. Jedno z nich to prawdziwa perełka!
Z zagraniczną karierą Mateusza Żukowskiego nikt nie wiązał większych nadziei. W poprzednim sezonie był on jednym z "bohaterów" spadku Śląska Wrocław do I ligi. W dodatku sytuacja Żukowskiego była o tyle trudna, iż stracił on początek sezonu z powodu kontuzji.

REKLAMA







Zobacz wideo Stare sanki, Snoop z pierogiem, aferki. Niezwykłe igrzyska dla Polski!



Rewelacyjny Żukowski! Kolejne gole Polaka w Niemczech
Żukowski był gotowy do gry dopiero w 13. kolejce. I od razu doszło do dość sporej niespodzianki, bo Polaka wystawiono na... pozycji napastnika. Nie jest to dla niego zupełnie obce miejsce na boisku, ale w ostatnich latach Żukowski grał na boku obrony lub na skrzydle.
I trener Petrik Sander trafił tą decyzją w sam środek tarczy. W kolejnych tygodniach Żukowski stał się jednym z najlepszych napastników w Bundeslidze. Dzięki niemu najgorszy Magdeburg zaczął zdobywać punkty i wydostał się z ostatniego miejsca w tabeli. Przed dzisiejszym meczem z Schalke, Żukowski miał już dziewięć trafień w 2. Bundeslidze.


A już w samym starciu z Schalke dołożył kolejne dwa gole! W 53. minucie zmniejszył rozmiar strat do 2:3 dzięki pięknego uderzenia z woleja. W 84. minucie zanotował kolejne trafienie - z rzutu karnego - ale ono nie miało już większej wagi. Schalke wygrało z Magdeburgiem 5:3.








w tej chwili klub Żukowskiego zajmuje 16. miejsce w 2. Bundeslidze, ale jeżeli 24-letni Polak dalej będzie tyle strzelał, to w końcu zainteresuje się nim jakiś lepszy klub - kto wie, może choćby z Bundesligi? Formie Żukowskiego na pewno przygląda się też Jan Urban, selekcjoner reprezentacji Polski. Nasza kadra nie ma pewniaków do gry w ataku - oczywiście, nie licząc Roberta Lewandowskiego - a już za kilka tygodni Biało-Czerwonych czeka walka o awans na mistrzostwa świata.
Idź do oryginalnego materiału