Rajd Safari w Kenii w 2002 roku stanowił jedno z najbardziej wymagających wyzwań w kalendarzu WRC ze względu na kamieniste drogi i ekstremalne warunki.
Richard Burns, startujący Peugeotem 206 WRC, rozpoczął rywalizację od ósmej lokaty po pierwszym dniu, zmagając się z brakiem satysfakcjonujących osiągów samochodu.
Sukcesy i awarie na trasie
Drugi dzień rajdu przyniósł Brytyjczykowi mieszane rezultaty. Na siódmym odcinku specjalnym, liczącym ponad 106 km, Burns uzyskał najlepszy czas, co pozwoliło mu na odnotowanie pierwszego oesowego zwycięstwa w tej edycji imprezy. Kierowca przyznał, iż tempo to wiązało się z ogromnym ryzykiem: „Po prostu nie odpuszczałem na żadnym z wyboistych fragmentów, z wyjątkiem tych absolutnie najgorszych”
Zobacz też: Imola otworzy sezon Roberta Kubicy. Wyścig w Katarze przełożony
Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu na ósmym odcinku specjalnym. Mimo iż Burns zdołał awansować na piąte miejsce w klasyfikacji punktowej, zaledwie 500 metrów przed metą etapu doszło do poważnej awarii przedniego zawieszenia. Uszkodzeniu uległa również skrzynia biegów, co zmusiło załogę do dramatycznej walki o dotarcie do strefy serwisowej.
Dramatyczne sceny przed serwisem
Największe trudności Burns napotkał nie na trasie, ale tuż przed stanowiskami mechaników. Niesprawny samochód musiał pokonać grubą warstwę sypkiego pyłu. Peugeot 206 WRC ostatecznie osiadł podwoziem na miękkim gruncie, co uniemożliwiło dalszą jazdę o własnych siłach. Pilot Robert Reed przekazywał przez radio rozpaczliwe komunikaty: „utknęliśmy, auto całkowicie osiadło na spodzie, a wszystkie koła się kręcą”.
W obliczu unieruchomienia pojazdu załoga próbowała improwizowanych metod ratunku. Pod obracające się koła podkładano banery reklamowe, mając nadzieję na uzyskanie jakiejkolwiek przyczepności. Robert Reed, widząc bezowocność tych działań, prosił o wsparcie: „to koniec, niech ktoś przyjdzie”. Mimo iż mechanicy Peugeota znajdowali się w zasięgu wzroku, przepisy zabraniały im udzielania pomocy technicznej poza wyznaczonym obszarem serwisu.
Safari Rally 2002 charakteryzowało się licznymi dramatami technicznymi u wielu zawodników. W tym samym czasie problemy z zawieszeniem wyeliminowały lidera Tommy’ego Mäkinena. Silnikowe usterki unieruchomiły Carlosa Sainza. Przypadek Burnsa pokazał, iż w Kenii walka trwała do ostatniego metra, a dotarcie do strefy serwisowej bywało tak samo trudne, jak pokonanie najdłuższego odcinka specjalnego.
















