To nie tak miało być. Kamil Stoch dwa lata temu przedłużył karierę o kolejne sezony z myślą o występie na kolejnych igrzyskach olimpijskich. Zaryzykował - ściągnął do Polski Michala Doleżala w roli prywatnego trenera, zorganizował cały swój sztab i trenował poza kadrą. Na olimpijską zimę już do niej wrócił, po bardzo słabym i rozczarowującym sezonie.
REKLAMA
Zobacz wideo Kacper Tomasiak już jest idolem kibiców! "Najlepszy dzień"
Teraz był przygotowany i co najmniej kilkukrotnie dawał sygnały, iż jest w stanie - przy swoich najlepszych skokach i najwyższej dyspozycji - powalczyć z najlepszymi. Niestety, w Predazzo, gdzie 13 lat temu wywalczył pierwszy medal wielkiej imprezy na mistrzostwach świata, teraz wszystko skończyło się w gorzki sposób. A Stoch, choć nie szczędził sobie przykrych i autokrytycznych słów, niektórych rzeczy nie chciał, albo nie potrafił powiedzieć na głos. Widać, iż jeszcze długo będzie trawił to, jak pożegnał się z tym wspaniałym miejscem i wydarzeniem, podczas którego w swojej karierze dał nam tyle radości.
W Stochu coś pękło. Ostatni rozdział olimpijskiej historii legendy nie był taki, jak sobie wyobrażaliśmy
Stoch jest legendą zimowych igrzysk. Nie tylko dla Polski, nie tylko w skokach, ale całych igrzysk. Bez wątpliwości. Trzy tytuły mistrza olimpijskiego, a do tego brąz zdobyty w drużynie mówią same za siebie.
Ale ta historia nie byłaby kompletna, gdybyśmy robili z niej tylko piękną bajkę. I pomijali fakt, iż Stoch w 2022 roku w Pekinie przeżył dramat, kończąc igrzyska z czwartym i szóstym miejscem. W zasięgu, ale jednak bez medalu, a za to ze łzami w oczach. Happy endu teraz, gdy za kilka tygodni Polak odejdzie ze świata sportu, też nie było. Był najgorszy wynik w karierze Stocha na igrzyskach - brak awansu do drugiej serii, a teraz 21. miejsce na skoczni, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu wygrywał konkurs duetów Letniego Grand Prix w ramach próby przedolimpijskiej.
To musiało zaboleć naszego mistrza. Coś w nim pękło - bardzo chciał jeszcze raz osiągnąć sukces i wejść na podium, ale w skokach czasem jest tak, iż jeżeli czegoś chcesz, a zarazem próbujesz to wymusić pod wpływem ambicji, to gubi się naturalność i twoje własne atuty. Tak bardzo często było właśnie ze Stochem.
Po konkursie na dużej skoczni dostał pytanie o to, czy przegrał tu ze swoją głową i oczekiwaniami. I dłuższą chwilę milczał. - Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Bo ta zima ogólnie jest dla mnie trudna, jeżeli chodzi o zmagania z różnymi rzeczami. Czy technicznymi, czy takimi mentalnymi. I tak naprawdę musiałby się zdarzyć cud, żebym tutaj osiągnął bardzo dobry wynik. Powiedzmy, gdybym się albo zakręcił w okolicach medalu, albo wszedł do pierwszej dziesiątki. No bo w zimie było bardzo daleko do tego. Wierzyłem, iż w skokach wszystko jest możliwe. I iż taki dzień może się zdarzyć, iż będzie mi wszystko szło. Natomiast nie byłem w stanie. Nie potrafię teraz jasno określić, dlaczego tak jest. Też nie chcę tutaj grzebać. Nie chcę takich teorii wyssanych z palca trochę. Albo też sobie umniejszać. Po prostu wystarczyło na tyle, na ile pokazałem - mówił, nie szczędząc sobie krytyki i przykrych zdań, Stoch.
Stoch uprzedził Maciusiaka. Wiedział, iż to koniec
Rzeczywiście pojedyncze skoki i wyniki tej zimy miał na naprawdę dobrym poziomie. Maksimum jego formy wskazywało na to, iż może choćby zamieszać w czołówce. Jak latem, kiedy wyskakał tu z Dawidem Kubackim zwycięstwo w duetach we wrześniu w ramach Letniego Grand Prix. W tych olimpijskich choćby nie weźmie udziału.
- Trzymało mnie choćby nie tyle wrześniowe wspomnienie, co dobre skoki treningowe. A przynajmniej jakieś lepsze, prawda? Coś już zaczynało się pokazywać w tych moich skokach. Takiego jaśniejszego. Ale niestety rzeczywistość okazała się inna. W zawodach nie potrafiłem po prostu oddać takich swobodnych skoków. Było dużo sztywności, było dużo pragnienia, było dużo chęci. Też poszedłem na całość, co tu dużo mówić. Ale tak to się potoczyło, a nie inaczej - mówił rozgoryczony zawodnik.
Choć skład na konkurs duetów Maciej Maciusiak ogłosił dopiero, gdy trzeba było go zgłosić do listy startowej przygotowywanej na zawody w niedzielę, Stoch był już pewny, iż się w nim nie znajdzie dzień wcześniej.
- Nie łudzę się, bo jestem świadomy tego, jak to wygląda. Będą skakali najlepsi. W tym momencie Paweł prezentuje lepszą dyspozycję ode mnie. I o to chodzi, żeby właśnie skakali ci, którzy mają szansę - przekazał skoczek.
Stoch aż nie mógł mówić o Tomasiaku. Musi to wszystko przeżyć i przetrawić
Przykro patrzyło się na to, jak do Stocha, który tak marzył o ostatnim sezonie w karierze, który przyniesie mu także ostatni wielki sukces, dochodziło, iż mu się nie udało. W każdym jego słowie i geście w tej rozmowie widać było, jak bardzo mu zależało. Nawet, gdy dostał pytanie o medal Kacpra Tomasiaka, nie było mu łatwo o nim mówić.
- Po części tak, to piękna historia. Ale to jest bardzo trudne, żeby odseparować euforia z sukcesu kolegi od takiego zawodu ze swojej postawy. Natomiast za chwilę pójdę, będę oglądał jak kolega będzie wchodził na podium, będzie odbierał swój drugi medal. No i tak, wtedy na pewno pojawi się euforia - zapewnił Stoch. I rzeczywiście, później, choć przez cały czas wyraźnie wycofany, stał z całym zespołem i starał się cieszyć sukcesem Tomasiaka.
Teraz spędzi pewnie chwilę na przetrawieniu tego, co stało się we Włoszech. Nie można w tym jednak zapominać, iż dziś żegnamy legendę polskiego olimpizmu. A fakt, iż nie wyszło mu pożegnanie, to tylko krótki rozdział jego historii. Przykry, ale w ogóle nieprzyćmiewający głównego wątku. A ten tworzą jego triumfy w Rosji i Korei sprzed dwunastu i ośmiu lat. - Pewnie przyjdzie kiedyś taki moment, kiedy sobie usiądę i wspomnę po prostu to wszystko, co się działo przez te dwadzieścia lat. Po kolei i sukcesy, i też gorsze momenty, i też chwile euforii wspólnie z kolegami. Gdzieś te ważne rzeczy odseparuję od tych, które należy po prostu zapomnieć, gdzieś przepuścić koło głowy. Natomiast na tą chwilę... Znacie mnie dobrze, bo nie potrafię tego zrobić. No muszę to przeżyć - kończył smutno Kamil Stoch.
W poniedziałek będzie jednak na pewno kibicował kolegom. Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak mają choćby szansę powalczenia o medal w konkursie duetów. Są wśród kandydatów do znalezienia się na olimpijskim podium. Zawody zaplanowano na 19, a seria próbna poprzedzi je godzinę wcześniej. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

2 godzin temu












