Taazy pierwszy raz przegrywa. Tak skomentował porażkę na PRIME 15

9 godzin temu


Kamil „Taazy” Mataczyński przegrywa po raz pierwszy. Zawodnik skomentował swoją porażkę na PRIME SHOW MMA 15.

Gala Prime Show MMA 15, która odbyła się wczoraj w Puławach, była naprawdę ciekawym widowiskiem. Wydarzenie przyciągnęło sporą uwagę fanów, zarówno ze względu na nazwiska obecne na karcie walk, jak i na charakterystyczne dla PRIME mieszanie klasycznych formuł sportów walki z chaosem, którego oczekuje większość publiczności.

Już od pierwszych pojedynków dało się zauważyć, iż zawodnicy podeszli do gali bardzo ambitnie. Walki otwierające kartę były dynamiczne i intensywne, a kilka z nich zaskoczyło poziomem przygotowania fizycznego i kondycyjnego. PRIME po raz kolejny postawiło na różnorodność – kibice zobaczyli starcia w formule MMA, bokserskiej, K-1 oraz Muay Thai, a naprzeciw siebie stawało nie tylko dwóch, a choćby trzech, czterech czy aż dziesięciu zawodników.

Jednym z najczęściej komentowanych pojedynków był występ Arkadiusza Tańculi, czyli włodarza organizacji odpowiedzialnego po części za naprawdę zacną rozpiskę PRIME SHOW MMA 15: Merry Freakmess. Była gwiazda federacji FAME zaprezentowała się bardzo solidnie i kontrolowała walkę z „Takefunem” na przestrzeni całego dystansu. Jego rywal miał pewne swoje momenty, ale to Tańcula był stroną bardziej aktywną i precyzyjną, co przełożyło się na pewną decyzję sędziów.

ZOBACZ TAKŻE: Knyba pokazał serce do walki. Na mistrza to było jednak za mało

Dobrze zaprezentowali się również zawodnicy znani głównie z internetu, którzy pokazali, iż traktują swoje występy coraz bardziej profesjonalnie. Wyróżnić z pewnością należy progres, który wykonał między innymi Piotr Korczarowski.

Największe emocje wzbudziła jednak czywiście walka wieczoru, w której stawką był pas pierwszy w historii pas organizacji. Pojedynek w formule Muay Thai pomiędzy Gabrielem „Arabem” Al-Sulwim, a niepokonanym we freak fightach Kamilem „Taazym” Mataczyńskim był zacięty i finalnie okazał się być bardzo wyrównany.

Obaj zawodnicy nie unikali wymian, jednak z rundy na rundę to tempo starcia zwalniało, co podyktowane rzecz jasna było zmęczeniem. Ostatecznie sędziowie jednogłośnie wskazali zwycięstwo rapera i takim oto sposobem nowy mistrz PRIME mógł świętować jeden z najważniejszych momentów w swojej karierze.

Taazy przegrywa po raz pierwszy

Ich pojedynek był ogólnie wyrównany, jednakże nie tyle w każdej z rund, co w całokształcie. Otóż pierwsza odsłona padła łupem Al-Sulwiego, który pewnie ją wygrał za sprawą większej liczby celniejszy ciosów, a także nokdaunu. W drugiej mieliśmy do czynienia z wyrównaną batalią, czego nie można powiedzieć o ostatniej rundzie.

W niej byliśmy świadkami czegoś na wzór pierwszej – tyle iż tym razem na korzyść Kamila Mataczyńskiego. „Taazy” pewnie punktował bardzo zmęczonego Gabriela, którego jednak nie był w stanie ani razu posłać na deski.

ZOBACZ TAKŻE: Wszyscy czekali na te słowa. Jacek Murański przerwał milczenie po walce 3 na 1

Jednogłośna decyzja sędziowska wskazująca „Araba” jako triumfatora rozniosła się szerokim echem. Mimo wszystko był on underdogiem, a Kamila nie mógł nikt zdetronizować i to przez naprawdę wiele walk.

Jak z tym się czuje sam Mataczyński? Poniżej wypowiedź freak fightera, który nie chowa głowy w piasek po pierwszej porażce w swojej freak fightowej karierze:

Niestety przegrałem tą walkę. Wybrałem dyscyplinę Muay Thai. Było więcej klinczu niż walki w ogóle. Żadnego prawie ciosu nie przyjąłem i niestety ta walka była bardzo nudna. Nie boli mnie na ta porażka, tylko boli mnie to, iż ta walka była strasznie nudna. Więcej klinczu niż walki. Prawie żadnego ciosu nie dostałem. No, ale ja wybrałem dyscyplinę Muay Thai. No i wyszło jak wyszło. Nie boli mnie porażka, tylko boli mnie to, iż dałem tak nudną walkę. Mam nadzieję, iż będę miał rewanż z Arabem i mu odbiorę mu ten pas i Arab idę po ciebie… Odbiorę mu ten pas. Obiecuję wam to!

– oznajmił Kamil „Taazy” Mataczyński w swoim Insta Story.

Niewątpliwie kilka osób spodziewało się takiego scenariusza. Tym bardziej miało to miejsce ze względu na to, iż Al-Sulwi był pozbawiony swojej największej broni, czyli zapasów oraz bjj. Fakt, iż wygrał on w formule wybranej przez Kamila sprawia, iż triumf ten staje się jeszcze bardziej okazały. To koniec panowania „Taazy’ego”…

Idź do oryginalnego materiału