Szaleńcza pogoń Sebastiena Loeba za podium w Rajdzie Monte Carlo 2006

rallypl.com 3 godzin temu

Rajd Monte Carlo w 2006 roku przeszedł do historii jako jeden z najbardziej spektakularnych pokazów tempa Sebastiena Loeba. Francuz, startujący wtedy w barwach prywatnego zespołu Kronos Citroen, rozpoczął zawody od budowania ogromnej przewagi nad rywalami.

Już po pięciu odcinkach specjalnych wyprzedzał drugiego w klasyfikacji Marcusa Grönholma o ponad minutę. Sytuacja zmieniła się drastycznie na szóstym odcinku specjalnym, kiedy lider popełnił błąd, który niemal wykluczył go z walki o punkty.

Wypadek na oblodzonej trasie

Podczas przejazdu szóstego odcinka Loeb wypadł z trasy na oblodzonej sekcji. Samochód ześlizgnął się z drogi i utknął w miejscu, z którego nie było powrotu na trasę. Mimo braku poważnych uszkodzeń mechanicznych, Francuz nie mógł kontynuować jazdy tego dnia. „Trudno to zaakceptować w tej sytuacji. Byłem pierwszy, prowadziłem z ponad minutową przewagą i popełniłem błąd w tych warunkach. Nie podoba mi się to, ale tegoroczne Monte Carlo jest naprawdę podstępne i bardzo trudno utrzymać się na drodze” – przyznał Loeb po powrocie do parku serwisowego.

Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami SupeRally, Loeb mógł wrócić do rywalizacji następnego dnia, ale z doliczoną karą pięciu minut za każdy nieukończony odcinek specjalny. Łącznie otrzymał on 5 minut kary, co zepchnęło go na ósmą pozycję w klasyfikacji generalnej przed rozpoczęciem drugiego etapu.

Zobacz też: Škoda nie zbuduje nowej rajdówki na sezon 2027

Odrabianie strat na górskich odcinkach

Drugi dzień rajdu był pokazem pełnej dominacji mistrza świata. Loeb wygrywał kolejne odcinki specjalne, systematycznie przesuwając się w górę tabeli. Już po porannej pętli drugiego dnia zajmował szóste miejsce, zbliżając się do kierowców Subaru – Stephane’a Sarrazina i Chrisa Atkinsona. Francuz nie ukrywał, iż jego celem jest odzyskanie jak największej liczby punktów. „Staram się robić wszystko, co w mojej mocy… walczyć o drugie miejsce, być może, dlaczego nie” – mówił.

Największym wyzwaniem dla Loeba była walka z kierowcami Peugeotów – Manfredem Stohlem i Tonim Gardemeisterem, którzy zajmowali odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Pod koniec drugiego etapu strata do podium wciąż była znaczna, ale tempo Loeba na suchym asfalcie było nieosiągalne dla reszty stawki. Na jednym tylko odcinku potrafił zyskać nad Sarrazinem ponad 34 sekundy.

Finałowa pętla i walka o drugie miejsce

Ostatni dzień rajdu przyniósł ostateczne rozstrzygnięcia. Loeb wygrał wszystkie odcinki specjalne trzeciego etapu. Najpierw wyprzedził Manfreda Stohla, który przyznał, iż nie jest w stanie utrzymać tempa Francuza. „Sebastien jest bardzo, bardzo szybki. Nie sądzę, żebym mógł go utrzymać, ale spróbuję dać z siebie wszystko i mam nadzieję, iż popełni błąd” – komentował Austriak.

Przed ostatnim odcinkiem specjalnym – słynnym Col de Turini – Loeb tracił do drugiego Toniego Gardemeistera zaledwie sześć sekund. Ostatecznie Francuz zdołał wyprzedzić Fina i ukończyć rajd na drugim stopniu podium, tracąc do zwycięzcy Marcusa Grönholma nieco ponad minutę.

Dla Grönholma był to pierwszy triumf w barwach Forda i jednocześnie pierwsza wygrana na asfalcie. „Wygrać po raz pierwszy z zespołem i samochodem, to jest najlepsze” – podsumował Fin na mecie.

Sébastien Loeb został pierwszym kierowcą w historii WRC, który stanął na podium po skorzystaniu z systemu restartu SuperRally.


Źródło: WRC

Idź do oryginalnego materiału