Kolejna odsłona zmagań w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski przeszła do historii. Szósta runda krajowego czempionatu zwieńczyła zmagania na trasie łączącej Małastów z Gładyszowem. Rywalizacji towarzyszyły zmienne warunki atmosferyczne, które determinowały przebieg niedzielnych podjazdów.
Pierwsza część porannego treningu rozpoczęła się przy świetle słonecznym, ale wilgotna w wielu miejscach nawierzchnia zmuszała kierowców do zachowania ostrożności. Zawodnicy skupili się na weryfikacji przyczepności kół oraz dopasowaniu ustawień aut do aktualnego stanu drogi. Problemy techniczne uniemożliwiły dalszą jazdę Wiktorowi Bieńkowi i Łukaszowi Cybulsko. Najlepszym czasem w tej sesji wykazał się Sebastian Stec jadący Fordem Fiestą, który uzyskał wynik 1:48,610.
Stabilizacja pogodowa i przygotowania do walki o punkty
Drugi podjazd próbny odbył się przy stabilnej aurze. Przejazdy przebiegały bez większych opóźnień, co pozwoliło sportowcom skupić się na strategii przed startem głównym. Lider klasyfikacji poprawił swój poprzedni rezultat, osiągając czas 1:47,219. Jedyną dłuższą przerwę w tej sesji wywołała czerwona flaga, będąca skutkiem incydentu z udziałem Adriana Króla i konieczności uprzątnięcia jezdni.
GSMPPoczątek rywalizacji punktowanej potwierdził dyspozycję faworytów. Lider zawodów osiągnął czas 1:44,403. Za jego plecami toczyła się wyrównana walka o pozostałe pozycje w czołówce. Różnica czasowa między Jakubem Koziołem w Lamborghini Huracán ST Evo 2, Maciejem Kornasiem w Toyocie GR Yaris a Romanem Baranem w Mitsubishi Lancerze Evo wyniosła zaledwie 1,668 sekundy.
Opady deszczu i incydenty na trasie wyścigu górskiego
Ostatni podjazd dostarczył trudnych momentów ze względu na gwałtowne ochłodzenie i ciemne chmury. Gdy trasę pokonało około trzydziestu kierowców, zaczął padać ulewny deszcz. Pierwszym poszkodowanym w tych realiach był Marcin Hobot prowadzący Hondę Civic Type R. Po uderzeniu w balot słomy auto zatrzymało się na barierze ochronnej, co zmusiło sędziów do wstrzymania startów. Przerwa umożliwiła części zawodników założenie opon deszczowych.
Następne minuty przyniosły kolejne incydenty. Mateusz Jasłowski rozbił swoje Renault Clio na barierze ochronnej w pobliżu czwartego stanowiska obserwacyjnego. Najpoważniejszy wypadek zanotował Jakub Kozioł, którego Lamborghini Huracán ST Evo 2 wpadło w poślizg na mokrym asfalcie i uderzyło w zabezpieczenia, wypadając poza trasę. Kierowca opuścił uszkodzony pojazd bez obrażeń.
W końcowej tabeli rundy sytuacja w czołówce nie uległa zmianie. Drugie zwycięstwo na przestrzeni dwóch dni odniósł Sebastian Stec, uzyskując łączny rezultat 3:38,777. Druga pozycja przypadła Maciejowi Kornasiowi z czasem 3:42,606, a podium uzupełnił Roman Baran z wynikiem 3:47,081. Zmagania zaliczane do Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski ukończyło 70 kierowców.
Województwo Małopolskie było Partnerem Strategicznym zawodów, a firma ORLEN pełniła funkcję Sponsora Głównego.















