Sprawa ekwiwalentu za Damiana Ratajczaka to jeden z najgorętszych tematów ostatnich dni. Po głośnym wpisie Piotra Rusieckiego, który sugerował, iż Unia Leszno wciąż czeka na pieniądze za swojego wychowanka, głos zabrali Zielonogórzanie. Adam Goliński uciął spekulacje i podał konkretne fakty.
Sprawa ekwiwalentu za wyszkolenie Damiana Ratajczaka stała się jednym z najgorętszych tematów kończącej się zimy. Przypomnijmy, iż po znakomitym sezonie 2025, w którym młodzieżowiec wykręcił średnią 1,750 pkt/bieg, Falubaz zdecydował się zakontraktować go na stałe aż do 2028 roku. Transfer ten wiązał się z koniecznością przelania na konto Unii Leszno zawrotnej sumy 720 tysięcy złotych.
– Stelmet Falubaz zrealizował płatność w wysokości 720 000 zł tytułem ekwiwalentu wyszkoleniowego Damiana Ratajczaka. Wysokość i termin zapłaty został ustalony w listopadzie 2025 roku z Zarządem Unii Leszno. Termin płatności i wysokość sumy były bezsporne między stronami – przekazał Goliński.
Przedstawiciel Falubazu zasugerował nawet, iż Rusiecki mógł po prostu nie mieć aktualnych informacji o tym, co ustalili między sobą szefowie obu klubów.
– Piotr Rusiecki mógł nie wiedzieć o ustaleniach Zarządów Klubów Ekstraligi. Podkreślam, iż polityka finansowa Falubazu jest transparentna i niezależna od opinii osób trzecich a Stanisław Bieńkowski stoi aktywnie za Klubem z Zielonej Góry w kolejnym sezonie Ekstraligi – dodał.
Dla kibiców z Zielonej Góry najważniejsze jest jedno: Damian Ratajczak zostaje w Falubazie na długo. 20-latek, który kończy wiek juniora, podpisał kontrakt na trzy kolejne sezony. Po średniej 1,750 w poprzednich rozgrywkach, nikt w Winnym Grodzie nie ma wątpliwości, iż te 720 tysięcy to była dobra inwestycja.
Piotr Rusiecki
Damian Ratajczak (Ż)













