Czwarty etap Rajdu Dakar przyniósł polskiemu zespołowi Energylandia Rally Team wyniki w pierwszej szóstce klasyfikacji. Marek Goczał i Maciej Marton uzyskali trzeci czas dnia, stając się najszybszą polską załogą na tym odcinku. Tuż za nimi, na czwartej pozycji, rywalizację ukończyli Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk. Skład zespołu w czołówce uzupełnili Michał Goczał oraz Diego Ortega, którzy dotarli do mety z szóstym wynikiem.
Środowy odcinek specjalny liczył 452 kilometry i stanowił pierwszą część etapu maratońskiego. Formuła ta oznacza, iż po zakończeniu jazdy zawodnicy nie wracają do głównego biwaku, gdzie czeka na nich zaplecze techniczne. Zamiast tego nocują na pustyni w namiotach i korzystają z racji żywnościowych dostarczonych przez organizatora.
Zobacz też: Jak przygotować się na wyjazd na Rajd Monte Carlo?
Marek Goczał na podium etapu maratońskiego
Trzecia lokata Marka Goczała pozwoliła mu utrzymać się w ścisłej czołówce rajdu. Kierowca przyznał po dotarciu do mety, iż obrali z Maciejem Martonem bezpieczną taktykę, chcąc przede wszystkim uniknąć awarii przed nocą bez wsparcia mechaników.

Marek Goczał tak skomentował swój występ:
„W przeszłości jakoś tak się składało, iż nie mieliśmy okazji przejechać odcinka maratońskiego. Tym razem chcieliśmy przełamać tę serię, więc postanowiliśmy pojechać spokojnie, rozważnie i celem była meta. Myślę, iż mieliśmy dziś zbyt wysokie ciśnienie w oponach, więc traciliśmy na tym trochę czasu. Na mecie okazało się jednak, iż wynik jest świetny. Teraz musimy wykonać przegląd aut, później odbierzemy od organizatora namioty i śpiwory i idziemy spać. Jutro wracamy do walki”.
Przebieg rywalizacji na trasie do prowizorycznego biwaku
Eryk Goczał, mimo problemów zdrowotnych, zdołał poprawić swoją pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu, awansując na dziewiąte miejsce. Trudności na trasie wynikały nie tylko z dystansu, ale również z warunków atmosferycznych. Brak wiatru sprawił, iż kurz wzbijany przez poprzedzające pojazdy długo utrzymywał się w powietrzu, co ograniczało widoczność niemal do zera.

Eryk Goczał opisał swoje zmagania następująco:
„To był dla mnie bardzo trudny etap. Czymś się zatrułem i miałem dzisiaj o poranku spore problemy żołądkowe. Poczułem się lepiej dopiero w połowie odcinka. Nasza strategia zaczyna przynosić odpowiednie efekty. Zajmujemy dziś 4. miejsce i awansujemy na 9. pozycję w klasyfikacji generalnej całego rajdu. Jesteśmy już w miejscu, gdzie rozłożymy swoje namioty i spędzimy noc. Samochód jest w jak najlepszym porządku – musimy go tylko przejrzeć i wszystko sprawdzić i będzie gotowy na jutro”.
Problemy nawigacyjne były wspólnym mianownikiem dla wielu załóg. Ślady z poprzednich dni mieszały się z aktualną trasą, co prowadziło do pomyłek w korytach rzek.
Szymon Gospodarczyk dodał:
„To był kosmicznie trudny odcinek. Od samego początku mieliśmy bardzo skomplikowaną nawigację, a ślady mieszały się z tymi wczorajszymi. Na dodatek kiedy startowaliśmy, nie było żadnych podmuchów wiatru. Kurz utrzymywał się w miejscu, jechaliśmy jak we mgle. Zdarzało nam się, iż krążyliśmy i szukaliśmy waypointów. Raz musieliśmy choćby zawracać, bo pojechaliśmy złym korytem rzeki. Natomiast chyba nie tylko my mieliśmy takie problemy, bo czas jest bardzo dobry”.
Plany na drugą część maratonu w kierunku Hail
Michał Goczał, który zamknął etap na szóstym miejscu, zgłosił pewne zastrzeżenia co do układu hamulcowego w swojej Toyocie Hilux T1+. Ponieważ w trakcie etapu maratońskiego zawodnicy muszą naprawiać auta samodzielnie, wieczór na pustyni upłynął załogom na przeglądach technicznych przed kolejnym dniem zmagań.
Michał Goczał podsumował dzień:
„Co za dzień – piękne widoki, przyjemna jazda – było dziś prawie idealnie. Mieliśmy małe problemy nawigacyjne i złapaliśmy jednego kapcia, ale na takim etapie to nic wielkiego. Nieco martwiły mnie nasze hamulce, ale zaraz sobie z tym poradzimy i jutro wracamy do walki. Cieszę się, bo to był bardzo długi odcinek, a my zajęliśmy wysokie 6. miejsce. Co więcej – wszyscy jesteśmy w czołówce, więc tak naprawdę nie może być lepiej”.
W czwartek rano załogi wyruszą do drugiej części maratonu prowadzącej do Hail. Zaplanowany odcinek specjalny ma 371 kilometrów długości. Po jego ukończeniu kierowcy pokonają 56-kilometrową dojazdówkę, która doprowadzi ich z powrotem do pełnego serwisu i standardowego biwaku.
















