Piesiewicz zaatakował Małysza. Jest odpowiedź. Prosto między oczy

1 godzina temu
Konflikt na linii Polski Komitetu Olimpijski - Polski Związek Narciarski nie gaśnie. Adam Małysz postanowił odpowiedzieć Radosławowi Piesiewiczowi. Udzielił wywiadu, w którym odniósł się do słów szefa PKOl.
Wielkimi krokami zbliżają się zimowe igrzyska olimpijskie, które 6 lutego rozpoczną się we Włoszech. Nie brakuje kontrowersji związanych ze składem polskich sportowców na tę imprezę. W poprzednim tygodniu głośno było o konflikcie na linii Polski Komitet Olimpijski - Polski Związek Narciarski. Chodziło o wytypowanie alpejki Nikoli Komorowskiej kosztem Anieli Sawickiej.

REKLAMA







Zobacz wideo Łukasik zrobił w konia Koseckiego? "Ledwo chodziłem, nie byłem w stanie grać"



Małysz odpowiada Piesiewiczowi. "Przypomnijmy sobie"
Ostatecznie Polski Komitet Olimpijski stanął po stronie pominiętej zawodniczki. - U mężczyzn zamiast Habdasa jedzie Jasiczek. Jako PKOl zawsze będziemy stali po stronie sportowców. To, co wydarzyło się w przypadku PZN, w naszej ocenie jest brakiem transparentności i nieprzestrzeganiem ustalonych zasad - tak zamieszanie komentował prezes PKOl Radosław Piesiewicz.


Szef komitetu olimpijskiego doczekał się kontry ze strony Adama Małysza. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego zabrał głos w rozmowie z Interią.
- Skoro pan prezes Piesiewicz mówi o transparentności, to przypomnijmy sobie, jaką on serwuje transparentność. A jeżeli chodzi o transparentność, to dostał od nas wszystkie papiery, a w moim zastępstwie podczas wyboru kadr na igrzyska Tomasz Grzywacz, sekretarz PZN, miał przedstawić wszystko to w szczegółach co dostali od nas. Jednak pan Piesiewicz go nie wpuścił. A dostałem zgodę pisemną na to, iż może uczestniczyć. Więc jak tu mówić o jakiejkolwiek transparentności? Do tego członkowie zarządu PKOl zostali wprowadzeni w błąd, bo pan Habdas został usunięty z naszej listy, a wstawiony pan Jasiczek. Nie wiem, kto to zrobił, czy pan Radosław Piesiewicz czy ktoś inny, ale tak zostało zrobione - wytłumaczył Małysz.
Sam Piesiewicz zarzucał Małyszowi brak obecności na posiedzeniu zarządu. Tutaj także doczekał się kontry ze strony wicemistrza olimpijskiego z Salt Lake City i Vancouver.



Czytaj też: Sensacyjna oferta giganta za nastolatka z Polski. Chcą go jak najszybciej
- No i właśnie to jest cały pan Piesiewicz. A gdy jestem na zarządzie, to nikt nie może się odezwać na kontrze, tylko wszyscy muszą grać tak, jak pan Piesiewicz. Oczywiście, nieraz właśnie z mediów dowiadywaliśmy się o pewnych skandalkach, które w tej instytucji miały miejsce, bez mediów tego by nie było, między innymi demaskowania spraw finansowych PKOl. Wracając do meritum, przecież to było zrobione specjalnie, bo pan Piesiewicz doskonale wiedział, ze ja nie będę na zarządzie, a będzie mnie reprezentował ktoś inny. I nie wpuścił naszego sekretarza, mimo wcześniejszego potwierdzenia, iż może być. Przecież jeżeli był taki niepewny całej transparentności Polskiego Związku Narciarskiego, to dlaczego nie przeczytał dokumentów, które wysłaliśmy? Dlaczego nie wpuścił naszego sekretarza? Bo z góry to miał zaplanowane, żeby po prostu mnie ośmieszyć - skwitował Małysz.
Więcej o sprawie dla Sport.pl pisał Radosław Leniarski.
Idź do oryginalnego materiału