Wciąż nie wiadomo, co dalej z karierą Nickiego Pedersena. Trzykrotny mistrz świata w szczerej rozmowie z duńskim portalem jv.dk przyznaje, iż koniec jest bliski. Choć „Dzik” trenuje dwa razy dziennie, sam nie wie, czy w okresie 2026 w ogóle wyjedzie pod taśmę.
Kraków kusi „Dzika”. „Są tam dobre pieniądze”
Mimo braku oficjalnej umowy, Pedersen zdradził, iż na stole leży konkretna oferta. Potwierdziły się plotki krążące od tygodni – chodzi o jazdę w barwach Speedway Kraków w Krajowej Lidze Żużlowej.
– Mam gotowy kontrakt, który mogę podpisać w każdej chwili, jeżeli tylko najdzie mnie ochota. Chodzi o Kraków. Są tam dobre pieniądze, ale zobaczymy. Nie jestem jeszcze zdecydowany – wyznał Nicki Pedersen.
Dla krakowskiego ośrodka ściągnięcie takiej legendy byłoby marketingowym strzałem w dziesiątkę. Po sezonie w Rybniku, gdzie Duńczyk wykręcił średnią 1,685 pkt/bieg, widać, iż wciąż potrafi być piekielnie szybki. Choć warto pamiętać, iż w barwach „Rekinów” równie głośno co o jego punktach, było o tarciach wewnątrz drużyny.
Trening w ciemno. „Nie wiem, do czego się przygotowuję”
Mimo blisko 49 lat na karku, Pedersen nie odpuszcza. w tej chwili szlifuje formę w Tajlandii i Dubaju, pracując nad kondycją z ogromnym rygorem. Paradoks polega na tym, iż sam nie jest pewien, po co to robi.
– Trenuję dwa razy dziennie, odbywam spotkania i dbam o formę. To mi nie zaszkodzi, ale w tej chwili nie wiem, do czego się przygotowuję. Kariera ma się ku końcowi, ale nie postawiłem jeszcze kropki nad i – tłumaczy Duńczyk.
Póki co jedyną pewną rzeczą w jego kalendarzu jest praca selekcjonera reprezentacji Danii. Brak umów w innych ligach sugeruje, iż jeżeli Pedersen zdecyduje się na „ostatni taniec”, to tylko w barwach Krakowa.
Nicki Pedersen (C), Artiom Łaguta (Ż)













