Paweł Dawidowicz znów kontuzjowany. Szkoda

6 godzin temu

Paweł Dawidowicz zebrał za swoje występy w reprezentacji Polski sporo (zasłużonej) krytyki. Przez pół roku pozostawał bez klubu. Gdy w końcu jakiś się po niego zgłosił, środkowy obrońca niedługo później (znowu) doznał urazu.

Szkoda.

Dawidowicz z kolejną kontuzją

W piątek rano wielu kibiców mogło się zdziwić, widząc, iż na liście piłkarzy zgłoszonych do Ligi Konferencji nie ma Pawła Dawidowicza. Powód absencji wyjaśnił na konferencji trener Medalików.

Paweł Dawidowicz doznał kontuzji na treningu i dlatego nie został zgłoszony do Ligi Konferencji, bo wczoraj już musieliśmy zgłosić kadrę. Nie mieliśmy czasu w diagnozę, na którą czekamy – tak powiedział Łukasz Tomczyk.

Gdybyśmy byli złośliwi, napisalibyśmy, iż to w sumie nic nowego. I statystycznie mielibyśmy ku temu podstawy, bo, przynajmniej sugerując się Transfermarktem, to już dziewiąty uraz Polaka patrząc na ostatnie trzy lata, a przecież jeszcze wcześniej Dawidowicz zerwał więzadło krzyżowe. Łącznie w 36 ostatnich miesiącach opuścił 32 mecze, a przecież przez pół roku nie grał, bo pozostawał bez klubu.

W tym artykule złośliwi jednak nie będziemy. Dawidowicz po kilku miesiącach bez rytmu meczowego wraca do Polski, chce się dobrze zaprezentować i zwrócić uwagę klubów z czołowych lig europejskich, wszak dla 30-latka to może być ostatnia szansa na wyjazd…

I wtedy bum.

Uraz.

Trudno nie czuć żalu – to kolejna sytuacja, gdzie, gdy wydaje się, iż Dawidowiczowi zaczyna żreć, to wszystko się sypie. W 2021 roku zaczął zyskiwać w oczach Paulo Sousy, a media mówiły o zainteresowaniu ze strony czołowych włoskich i angielskich klubów, które chciały zaoferować za piłkarza 20 milionów euro.

I wtedy Dawidowicz zerwał więzadła. Wówczas pękło coś więcej niż kolano – pękła ciągłość jego kariery. Po takich kontuzjach wielu wraca, ale niewielu na równie wysoki poziom.

Co by było, gdyby…

Od tamtej pory kibice częściej wspominają nie jego ponad 100 występów w Serie A, a memiczne sytuacje – „bieg tak jakby nie miał kolan”, próby wymuszania faulu w stylu skoczka narciarskiego czy kompletną dezorientację we własnym polu karnym w starciu ze Szkocją. To łatki, których trudno się pozbyć, mając tyle urazów.

Dziś sytuacja jest w pewnym sensie podobna. Walka o powrót do formy, udany występ przeciwko Wiśle Płock i znowu uraz. Miało być okno wystawowe w postaci meczów w Lidze Konferencji.

Nie będzie. Będzie jedynie filmik, na którym piłka mu odskoczyła i wyszła na aut.

Rakowowi trudno się dziwić, iż wolał zgłosić zdrowego Zorana Arsenicia, choć i on też do okazów zdrowia nie należy, a pół roku temu został wypisany z kadry właśnie przez uraz (wszedł w jego miejsce Karol Struski).

Oczywiście, może się okazać, iż ten uraz nie jest poważny – tydzień czy dwa i będzie po wszystkim. Jednak w momencie, gdy ma się kontrakt tylko do końca sezonu, jeden mecz może zrobić różnicę w kontekście przyszłości. Szczególnie w takim wieku.

Zatem pozostaje Pawłowi Dawidowiczowi życzyć nie tylko jak najszybszego powrotu do zdrowia, ale przede wszystkim tego, by ponownie nie nabawił się urazu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Kowal o Widzewie: „Wypadałoby mieć dobrego bramkarza”
  • Dobrzycki tonuje: „Bez pucharów nic się nie stanie”
  • Nowa umowa Bergiera

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału