Nie mieści się w głowie. Skandal w Lidze Mistrzów. Ekspert mówi wprost

2 godzin temu
Mogłoby się wydawać, iż w erze VAR futbol na najwyższym poziomie będzie wolny od rażących błędów, które może skorygować technologia. Ale nic bardziej mylnego. W środowym spotkaniu Ligi Mistrzów pomiędzy Newcastle i PSV Eindhoven niemiecki arbiter Daniel Siebert i jego zespół popełnili dwa kardynalne błędy, które zaważyły na wysokiej przegranej gości.
Kontrowersje wzbudziła już pierwsza bramka meczu, którą w ósmej minucie zdobył Yoane Wissa. Problem polegał na tym, iż zanim piłkarz z Demokratycznej Republiki Konga trafił do siatki, to w sposób nieprzepisowy powstrzymywał Yarka Gasiorowskiego, gdyż wracał z pozycji spalonej, więc brał czynny udział w grze. W efekcie Hiszpan nie mógł dobiec do Joelintona, który następnie podał do wspomnianego Wissy, a ten dał "Srokom" prowadzenie.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Sędzia Siebiert został po bramce przywołany do monitora VAR. Kamery telewizyjne zarejestrowały jednak, iż całą akcję obejrzał bardzo pobieżnie, nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości w grze, i nakazał rozpoczęcie graczom PSV od środka.


Newcastle powinno skończyć w dziesiątkę?
Na tym nie zakończyły się sędziowskie "popisy" niemieckiego arbitra. Ten w 26. minucie pokazał żółtą kartkę Bruno za faul na Joeyu Veermanie. Ale Brazylijczyk z pełnym impetem wjechał rywalowi wyprostowaną nogą w piszczel i okolice stawu skokowego. Za taką boiskową bandyterkę powinien wylecieć z boiska, więc Siebert paradoksalnie oszczędził go, kiedy wyciągnął z kieszeni żółtą kartkę. Co najlepsze, Niemiec po tej akcji choćby nie został wezwany przez VAR, by obejrzeć powtórkę.


Tym sposobem po niespełna trzydziestu minutach gry było 1:0 dla grających w komplecie gospodarzy, kiedy równie dobrze mogło (a choćby powinno) być 0:0, a Newcastle do końca spotkania musieliby radzić sobie w dziesiątkę.
Oba błędy Sieberta przeanalizował były sędzia i ekspert TVP Sport, Rafał Rostkowski.



"Co tu jest najważniejsze [w pierwszej sytuacji - dop. red]? Pozycja Wissy w momencie zagrania piłki w kierunku Joelintona oraz fakt, iż od momentu tego zagrania do chwili, w której Wissa stanął na drodze Gasiorowskiemu, nikt (z drużyny Newcastle) nie dotknął piłki. To oznacza, iż przy ocenie postępowania Wissy wobec Gasiorowskiego cały czas należało mieć w pamięci, iż w momencie ostatniego zagrania piłki przez współpartnera napastnik Newcastle był na pozycji spalonej i cały czas podlegał ocenie w kontekście przepisu o spalonym" - napisał Rostkowski.
Z kolei o faulu Bruno Rostkowski napisał, iż piłkarz: "...zrobił to w taki sposób, z taką siłą i w stopniu tak bardzo niebezpiecznym dla zdrowia poszkodowanego, iż ten faul należało uznać za poważny i rażący. Zawodnik Newcastle zasłużył na bezpośrednią czerwoną kartkę, ale tym razem Dankert choćby nie wezwał Sieberta do monitora...".
Tak rażące błędy dziwią zwłaszcza dlatego, iż sędzia Siebert to człowiek o sporym doświadczeniu w zawodzie. W Europie poprowadził 23 spotkania Ligi Mistrzów, 20 razy gwizdał w Lidze Europy i 4 razy w Lidze Konferencji. Wziął udział w ostatnich mistrzostwach świata i dwóch ostatnich edycjach EURO. Jest też dobrze znany na krajowym podwórku, gdzie zgromadził 194 spotkania w samej tylko Bundeslidze.
Idź do oryginalnego materiału