LeBron James mógłby ułatwić życie Victorowi Wembanyamie. Mógłby rozrzucać obronę podaniami, znajdować go lobami i brać na siebie ciężar gry w końcówkach. Król LeBron w San Antonio rozwiązałby wiele problemów od pierwszego dnia. Mógłby też jednak zabrać Wembanyamie coś, czego Spurs potrzebują dziś bardziej niż kolejnego wielkiego nazwiska, czyli czas i przestrzeń, by Francuz naprawdę poprowadził własną drużynę. Czy to dlatego LBJ nie zdecydował się na przeprowadzkę do San Antonio?
To właśnie miał na myśli Rich Paul, kiedy po decyzji Jamesa o podpisaniu umowy z Philadelphia 76ers wrócił do pomysłu Spurs. Agent LeBrona przyznał, iż Spurs pojawiali się wcześniej na jego „tablicy” możliwych kierunków, ale wyjaśnił, dlaczego nie da się po prostu dopisać LeBrona do drużyny Wembanyamy, tak jak dopisuje się kolejnego strzelca do rotacji.
– Kiedy masz zawodnika takiego jak Wemby, musisz uszanować jego rozwój i jego pozycję w Spurs – powiedział Paul w podcaście Game Over. – Pojawia się LeBron James i niezależnie od tego, kim jesteś, to nie jest łatwe.
Koszykarsko ten duet byłby fascynujący, ale Paul zwraca uwagę na coś ważniejszego. Spurs są już dobrzy, ale przez cały czas budują hierarchię. A LeBron James nie jest zwykłym wzmocnieniem. Jest całym projektem.
Łatwo to sobie można wyobrazić, albo przełożyć na grę komputerową. LeBron prowadzi akcję z piłką, Wembanyama stawia zasłonę i może zejść pod kosz albo wyjść za trzy punkty. Obrońcy nie są w stanie zamknąć obu opcji. Gdy pomagają przy LeBronie, Francuz dostaje miejsce do rzutu albo lob. Gdy zostają przy Wembanyamie, James ma więcej przestrzeni do wejścia pod kosz.
Wembanyama nie musiałby też przez cały mecz tworzyć sobie pozycji sam. LeBron od ponad dwóch dekad jest jednym z najlepszych kreatorów w NBA. Widzi podanie, zanim obrona zdąży zareagować. Dla wysokiego zawodnika, który potrafi kończyć nad obręczą i rzucać z dystansu, taki partner byłby ogromnym ułatwieniem.
W drugą stronę działałoby to równie dobrze. Wembanyama chroniłby obręcz, a James mógłby oszczędzać energię w obronie. Spurs mieliby gotową odpowiedź na część problemów, które kosztowały ich finały. Nie trzeba przekonywać, iż w pojedynczej serii play-off taki duet mógłby być niesamowity. Tyle iż najlepsze koszykarskie połączenie nie zawsze prowadzi drużynę w najlepszym kierunku.
Wembanyama nie jest już tylko młodym talentem, którego należy dobrze obsłużyć podaniem. Spurs muszą zdecydować, ile akcji ma zaczynać sam, jak często ma tworzyć przewagę na obwodzie, kiedy ma dostawać piłkę tyłem do kosza i kto będzie podejmował decyzje, gdy mecz się łamie.
LeBron mógłby pomóc Wembanyamie szybciej wygrywać. Jednocześnie bardzo naturalnie przejąłby najważniejsze momenty. Nie dlatego, iż wymusiłby to na trenerze albo kolegach. Po prostu właśnie tego oczekują od niego drużyna, szatnia, media i kibice. jeżeli masz na parkiecie czterokrotnego mistrza NBA, w ostatniej minucie wszyscy odruchowo patrzą na niego.
Młody zespół, aby się rozwijać potrzebuje czasem popełniać błędy pod własnym nazwiskiem. Wembanyama musi przeżyć przegraną końcówkę, źle przeczytać pomoc, spudłować istotny rzut i wrócić w następnym meczu po odpowiedź. Nie dlatego, iż LeBron nie mógłby go tego nauczyć. Dlatego, iż pewnych rzeczy nie da się nauczyć z boku.
To samo dotyczy De’Aarona Foxa, Stephona Castle’a i Dylana Harpera. Spurs chcą zbudować zespół, w którym Wembanyama jest centrum, ale wokół niego dojrzewają także inni kreatorzy. James mógłby sprawić, iż byliby lepsi, ale mógłby też ograniczyć ich rozwój, bo każdy rósłby oczywiście, ale w cieniu wielkiego LeBrona, a po jego odejściu efekt nie byłby taki, jakiego oczekiwaliby sami zawodnicy, ale też kibice i trenerzy.
Rich Paul użył jeszcze jednego trafnego określenia. Powiedział, iż James nie jest kimś, kogo po prostu „wkłada się” do istniejącego zespołu. Jest „górą„. To dobrze oddaje skalę jego obecności. LeBron zmienia sposób, w jaki drużyna jest oglądana, opisywana i rozliczana. Zmienia presję na trenerze, kalendarz medialny, oczekiwania wobec właścicieli oraz wagę każdego meczu w styczniu. To nie musi być problem. Dla klubu, który chce natychmiast wygrać, może być największą zaletą.
Spurs są jednak w innym miejscu. Są wicemistrzami NBA, ale ich historia z Wembanyamą dopiero się zaczyna. Nie muszą udowadniać, iż potrafią zainteresować gwiazdę z rynku wolnych agentów. Muszą odpowiedzieć na trudniejsze pytanie: jak zbudować zespół, który będzie wygrywał nie przez jeden lub dwa sezony, ale przez całą najlepszą część kariery Francuza. LeBron dawałby San Antonio krótszą drogę. Nie ma jednak pewności, czy nie odebrałby im przy tym kilku ważnych etapów po drodze.
Łatwo więc napisać, iż James byłby dla Wembanyamy idealnym mentorem, bo pewnie tak by właśnie było. Mógłby pokazać mu, jak przygotować ciało do sezonu, jak rozgrywać play-offy, jak reagować po porażce i jak funkcjonować pod presją, której większość zawodników nigdy nie doświadcza. Tyle iż LeBron nie jest emerytowanym mistrzem przychodzącym do szatni na kilka treningów. On przez cały czas chce zdobyć piąty tytuł. przez cały czas przychodzi po rolę w najważniejszych posiadaniach. przez cały czas jest graczem, wokół którego klub musi planować sezon. To właśnie różnica między mentorem a współliderem. Mentor może oddać miejsce. Współlider chce je zajmować.
Dlaczego Filadelfia pasowała lepiej?
W Filadelfii LeBron nie wchodzi do zespołu, który ma chronić narodziny nowego lidera. Wchodzi do drużyny, która chce natychmiast wykorzystać swoje „okno na mistrzostwo”. 76ers od 43 lat nie zdobyli tytułu, a James podpisał z nimi umowę właśnie po to, by dać im realną szansę na zmianę tej historii.
To dlatego jego obecność w Sixers ma inny ciężar. Joel Embiid, Tyrese Maxey, Jaylen Brown i VJ Edgecombe nie potrzebują od klubu ochrony przed rozgłosem LeBrona. Filadelfia świadomie zaprosiła go po rozgłos, presję i doświadczenie. Chce, żeby przejął część odpowiedzialności. W San Antonio James byłby dodatkiem do projektu Wembanyamy. W Filadelfii jest jednym z głównych powodów, dla których ten projekt ma teraz sens.
Rich Paul nie powiedział więc, iż LeBron i Wembanyama nie potrafiliby grać razem. Powiedział bardziej, iż choćby idealny duet na papierze może mieć zły „timing”, zły moment na realizację.
Spurs potrzebują dziś zawodników, którzy pomogą Wembanyamie stać się liderem. LeBron pomógłby im szybciej wygrywać, ale jego obecność mogłaby sprawić, iż ta drużyna przez najważniejsze dwa lata przez cały czas nie byłaby do końca drużyną Wembanyamy.
Warto przeczytać:
Warto sprawdzić:

5 godzin temu














