NBA: Dlaczego Jeremy Sochan wybrał właśnie Portland?

7 godzin temu

Jeremy Sochan podpisał roczny, niegwarantowany kontrakt z Portland Trail Blazers. Nie otrzymał obietnicy miejsca w pierwszej piątce. choćby nie ma gwarancji, iż zostanie w drużynie za kilka miesięcy. Najpierw musi przekonać do siebie sztab szkoleniowy podczas obozu przygotowawczego i w meczach przedsezonowych. Dlaczego więc wybrał Blazers skoro mógłby znaleźć się w składzie kilku innych zespołów?

W ostatnich dniach pojawiły się plotki, iż Sochan może trafić do Timberwolves, którzy mają dwa wolne miejsca w 15-osobowym składzie, ale jednocześnie są bardzo blisko twardego limitu płac („second apron”). Finansowo mogliby zmieścić tylko jeden pełny, jednoroczny kontrakt za minimum dla zawodnika z doświadczeniem Sochana. Wolves nie byli zresztą jedyną możliwością. Warriors po podpisaniu Gary’ego Paytona II wciąż mają dwa wolne miejsca i przestrzeń na dwa kontrakty za minimum. Wolne miejsca mają również m.in. Cavaliers, Heat, Nuggets czy Kings. To pokazuje, iż Sochan nie był skazany na Portland, iż to był jedyny klub do którego mógł trafić.

Wygląda więc na to, iż w tej decyzji ważniejsze od samej gwarancji kontraktu było pytanie, gdzie Sochan będzie miał największą szansę odbudować swoją pozycję. Dla 23-letniego skrzydłowego liczy się dziś nie tylko to z kim może podpisać umowę, ale też kto da mu realną możliwość walki o minuty, zaufanie trenera i miejsce w rotacji.

Jeremy wybrał Portland, mimo iż nie ma gwarancji kontraktu na cały sezon. Blazers wydają się być dobrym miejscem dla niego na odbudowanie się. Nie będą walczyć o mistrzostwo, ale nie są też słabeuszami, bo ostatnio grali w play-offach (z 7. miejsca). To jednak klub w trakcie dużych zmian. Mają nowego właściciela, nowego trenera, nową gwiazdę w postaci Ja Moranta i tłok na pozycjach obwodowych. Sochan nie ma żadnej gwarancji, ale jest przestrzeń, by na nowo zbudować swoją pozycję w NBA.

Skład Portland Trail Blazers przed sezonem 2026/27

Zostają: Deni Avdija, Toumani Camara, Donovan Clingan, Robert Williams III, Shaedon Sharpe, Scoot Henderson, Jrue Holiday, Damian Lillard, Vít Krejcí, Sidy Cissoko i Yang Hansen.

Przychodzą: Ja Morant (Memphis Grizzlies), Jeremy Sochan (New York Knicks), Branden Carlson (Oklahoma City Thunder), Micah Potter (Indiana Pacers) oraz John Tonje (Boston Celtics, umowa two-way).

Odchodzą: Jerami Grant (Memphis Grizzlies), Kris Murray (Memphis Grizzlies), Matisse Thybulle (Los Angeles Lakers), Caleb Love (Philadelphia 76ers, umowa two-way) oraz Blake Wesley (wolny agent).

Największą zmianą jest oczywiście oddanie Granta i Murraya oraz odejście Thybulle’a i przyjście Moranta. Na obwodzie Blazers jest tłok, ale jednocześnie otworzyło miejsce dla skrzydłowego o profilu Sochana.

W NBA pamięć bywa krótka

Ostatnie miesiące nie były dla Sochana łatwe. W San Antonio Spurs najpierw wypadł z rotacji, a w lutym porozumiał się z klubem w sprawie wykupu swojego kontraktu i trafił do New York Knicks. Zdobył tam mistrzostwo NBA, ale jego rola nie była zbyt duża. W 16 meczach sezonu zasadniczego grał średnio niespełna siedem minut.

Warto jednak pamiętać, iż w pierwszych trzech sezonach w NBA Sochan zagrał w 184 meczach, z czego aż 149 rozpoczął w pierwszej piątce. Średnio notował wtedy 11,4 punktu, 6,1 zbiórki i 2,8 asysty.

  • W debiutanckim sezonie: 11 punktów, 5,3 zbiórki i 2,5 asysty. Rozegrał 56 meczów, z czego 53 w pierwszej piątce.
  • W drugim sezonie: 11,6 punktu, 6,4 zbiórki i 3,4 asysty. Rozegrał 74 mecze, z czego 73 w pierwszej piątce.
  • W trzecim sezonie: 11,4 punktu, 6,5 zbiórki i 2,4 asysty.

Sochan nie jest więc zawodnikiem, który przez kilka lat próbował utrzymać się na końcu ławki. To 23-latek, który jeszcze niedawno grał regularnie i wiązano z nim duże nadzieje w San Antonio. Za czasów Gregga Popovicha wychodził w pierwszej piątce w 126 ze swoich 130 meczów. Legendarny trener Spurs nie tylko dawał mu minuty, ale wyraźnie na niego stawiał, ufał jego wszechstronności, uważał, iż ma duży potencjał. choćby eksperymentował z nim jako rozgrywającym.

Były też mecze, które warto sobie przypomnieć. Sochan zdobył 33 punkty przeciwko Atlanta Hawks, zanotował 31 punktów i 14 zbiórek przeciwko… Portland Trail Blazers, a w marcu 2025 roku miał 26 punktów i rekordowe 18 zbiórek w spotkaniu z Phoenix Suns.

Najbardziej symboliczny był jednak pierwszy dzień świąt 2024 roku w Madison Square Garden. Victor Wembanyama zdobył wtedy 42 punkty, miał 18 zbiórek i cztery bloki. Sochan dorzucił 21 punktów, dziewięć zbiórek, trafił 8 z 10 rzutów z gry i wszystkie trzy próby za trzy. Spurs przegrali z Knicks 114:117, ale to był wieczór, w którym obaj pokazali, jak wysoko może sięgać ich wspólny potencjał.

Dlatego ostatni sezon nie powinien przekreślać jego szans na dalszą karierę w NBA. Powinien raczej tłumaczyć, dlaczego nie dostał teraz wieloletniej, gwarantowanej umowy, ale wciąż są kluby, które wiedzą, iż ma potencjał.

Tłok na obwodzie, a na skrzydłach?

Najważniejsza wskazówka kryje się w składzie Blazers. Portland mają dziś wracających po kontuzjach Ja Moranta i Damiana Lillarda oraz doświadczonego Jrue Holidaya i młodych Scoota Hendersona, Shaedona Sharpe’a i Víta Krejciego. Sześciu zawodników, którzy potrzebują piłki, potrafią ją prowadzić albo będą walczyć o minuty na pozycjach obwodowych.

Morant został sprowadzony pod koniec czerwca z Memphis Grizzlies w wymianie za Jeremiego Granta i Krisa Murraya. To ruch, który zmienił całą hierarchię w zespole. Lillard ma wrócić po zerwaniu ścięgna Achillesa, choć klub nie podał jeszcze konkretnej daty jego powrotu. Holiday przez cały czas jest ważnym weteranem, Henderson ma 22 lata i wciąż jest graczem perspektywicznym, który potrzebuje szansy i zdrowia, a Sharpe pozostaje jednym z najbardziej utalentowanych młodych strzelców w lidze.

To oznacza ogromny problem dla trenera Micah Nori. Jak dać wszystkim minuty i jednocześnie nie zbudować zbyt małego, zbyt łatwego do atakowania składu?

To nie jest na szczęście zmartwienie dla Sochana, ale szansa, bo jego nazwisko staje się tu atutem. Najmocniejszymi skrzydłowymi PortlandDeni Avdija i Toumani Camara. Avdija został All-Starem, a ostatni sezon skończył ze średnimi 24,2 punktu, 6,9 zbiórki i 6,7 asysty. Camara należy do najlepszych defensorów na skrzydle w NBA. Obaj prawdopodobnie zaczną sezon przed Sochanem, ale nic stoi na przeszkodzie, aby Polak był tuż za nimi.

Najbardziej prawdopodobna pierwsza piątka, jeżeli Lillard nie będzie jeszcze gotowy do gry, wygląda dziś tak:

Ja Morant – Jrue Holiday – Deni Avdija – Toumani Camara – Donovan Clingan.

Wariant bardziej ofensywny może oznaczać Sharpe’a zamiast Holidaya. Po powrocie Lillarda układ znów się zmieni. To jednak problem przede wszystkim dla obwodowych, nie dla Sochana.

Polak nie przychodzi do Portland po miejsce Avdiji czy Camary. Jego realnym celem powinno być wejście do rotacji jako zmiennik na pozycjach 3–4, zawodnik do krycia najlepszych skrzydłowych rywali i element niższych, szybszych ustawień.

Nie należy oczekiwać, iż przy pełnym zdrowiu całej drużyny zacznie sezon w pierwszej piątce. Bardziej realny scenariusz to walka o pozycję w rotacji. Najpierw na kilkanaście minut, a potem oczywiście na więcej. W NBA wszystko potrafi się bardzo gwałtownie zmienić. Kontuzje, wymiany, mecze z konkretnymi rywalami i forma, to wszystko będzie miało wpływ i to od Sochana zależy czy wykorzysta swoją szansę. Jedno jest jednak pewne – przebicie się do rotacji w Portland będzie dużo łatwiejsze, niż w Nowym Jorku, gdzie hierarchia w zespole była wręcz nie do ruszenia.

Gdzie byli i gdzie będą Blazers?

Blazers zakończyli poprzedni sezon z bilansem 42–40, na 8. miejscu na Zachodzie. Wygrali mecz play-in z Phoenix Suns, a Deni Avdija zdobył wtedy 41 punktów, miał siedem zbiórek i 12 asyst. W pierwszej rundzie play-offów Portland przegrało jednak 1–4 z San Antonio Spurs.

To był postęp, bo rok wcześniej drużyna miała bilans 36–46. Po przerwie na All-Star Game wygrali 15 z 26 meczów i pierwszy raz od pięciu lat wrócili do play-offów.

Ich styl gry w wielu miejscach pasuje do Sochana. Byli drudzy w NBA w zbiórkach ofensywnych, mieli 6. miejsce w zbiórkach w sumie i 7. w blokach. To zespół grający fizycznie, który chce biegać, walczyć o dodatkowe posiadania i wygrywać energią. Sochan może pomóc właśnie w takich elementach jak zbiórki, obrona na kilku pozycjach, przejście z obrony do ataku, ścinanie pod kosz i szybkie podanie do kontry po przechwycie.

Jest jednak druga strona tego medalu. Blazers trafiali za trzy tylko na poziomie 34,3%, co dało im 28. miejsce w NBA. Byli też ostatni w lidze ze średnią 17,3 straty na mecz. Ich atak był dopiero 20. w NBA, obrona 14., a bilans punktowy całego sezonu wyniósł -0,3.

Nowy trener od razu wskazał za cel poprawę rzutów za trzy i ograniczenie strat jako dwa najważniejsze zadania zespołu. To z kolei dotyka największego znaku zapytania przy Sochanie. W całej karierze trafiał za trzy na poziomie 28,6%. Portland nie potrzebują więc kolejnego zawodnika, którego rywale będą zostawiać samego na obwodzie. Dlatego jego rola będzie zależała nie tyle od liczby punktów, ile od prostych odpowiedzi na kilka pytań. Czy będzie trafiał otwarte rzuty z rogu? Czy podejmie decyzję szybko, zamiast kozłować i zatrzymywać akcję? Czy zdoła pomagać drużynie bez piłki: zasłoną, ścięciem, zbiórką i obroną?

Jeśli tak, to jego może stać się bardzo przydatnym graczem rotacji. W ustawieniu z Holidayem, Camarą, Avdiją i Clinganem Portland mogłoby wystawić wyjątkowo niewygodną defensywę. jeżeli jednak Sochan nie poprawi rzutu, każda piątka z nim i Clinganem będzie wymagała bardzo dobrego spacingu od pozostałych trzech zawodników.

Nowy właściciel, nowy trener, nowa presja

Sochan trafia do Portland w momencie, w którym klub zmienia się nie tylko na parkiecie. W marcu Blazers po raz pierwszy od 1988 roku zmienili właściciela. Grupę inwestorów prowadzi Tom Dundon, właściciel Carolina Hurricanes z NHL. Nowy właściciel mówił otwarcie, iż Portland chce odchodzić od samego rozwijania młodych graczy i znów myśleć o wygrywaniu. Po awansie do play-offów, transferze Moranta i powrocie Lillarda organizacja będzie oczekiwała wyników szybciej niż jeszcze rok temu.

Zmienił się też trener. Po dobrym sezonie Tiago Splitter odszedł do Chicago Bulls, a Portland zatrudniło Micah Nori, dotychczasowego pierwszego asystenta Minnesota Timberwolves. To będzie jego pierwsza samodzielna praca jako głównego trenera NBA.

Nori przez lata pracował przy zespołach, które potrafiły rozwijać młodych zawodników, ale też dochodziły daleko w play-offach. W Minnesocie współtworzył sztab, który dwa razy z rzędu dotarł do finału konferencji. Teraz dostaje skład pełen talentu, ale bez uporządkowanej hierarchii. Dla Sochana może to być szansa. Nowy trener nie musi kontynuować dawnych przyzwyczajeń Portland. Jednocześnie nie będzie miał powodu, by czekać miesiącami na zawodnika, który nie daje zespołowi konkretnej przewagi.

Nie ma gwarancji. Jest szansa

Wybór Portland nie wygląda na decyzję o pójściu po łatwe minuty. Gdyby tak było, Sochan nie podpisywałby niegwarantowanej umowy w drużynie, która ma dwóch mocnych skrzydłowych w pierwszej piątce i kilku zawodników walczących o ostatnie miejsca w rotacji.

Można jednak podejrzewać, iż w Portland zobaczył coś, czego nie dawał mu Nowy Jork, czyli możliwość odbudowania sportowej pozycji bez konieczności wygrywania rywalizacji z gotowym składem mistrzowskim.

Blazers stracili w ostatnich miesiącach Jeremiego Granta, Krisa Murraya i Matisse’a Thybulle’a. Sprowadzili Moranta, czyli kolejnego rozgrywającego. Ich obwód jest przepełniony, a na skrzydłach poza Avdiją i Camarą jest więcej pytań niż pewników.

Sochan oczywiście nie musi od razu wrócić do roli, jaką miał u Popovicha. To się zresztą chyba już nigdzie nie dałoby powtórzyć. Najpierw musi wygrać miejsce w składzie. Potem udowodnić, iż jego obrona, zbiórka i energia są ważniejsze niż ograniczenia w rzucie. To będzie więc dla niego rok próby. Portland natomiast nie podejmują żadnego ryzyka, bo kontrakt nie jest gwarantowany. Sochan dostaje natomiast możliwość pokazania, iż 149 w pierwszej piątce w trzech sezonach nie było przypadkiem.

Jeśli więc szukamy odpowiedzi na pytanie: dlaczego wybrał Blazers, a nie Minnesotę czy inny zespół? Na pewno nowe otwarcie, czyli nowy trener i spore zmiany w składzie dają szansę zacząć od zera każdemu. Sochan lubi wyzwania. Wie, iż stać go na dobrą grę i dlatego ponownie, jak w przypadku Nowego Jorku, wybrał ambitnie, mierząc wysoko, gdzie bardzo dużo będzie zależeć od niego samego. Nie pozostaje nam nic innego jak obserwować i trzymać kciuki.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału