Sensacyjny transfer LeBrona Jamesa do Philadelphia 76ers wywołał lawinę komentarzy w całym świecie NBA. Jednym z tych, którzy zabrali głos, był Kevin Durant. Dwukrotny mistrz ligi zasugerował, iż nowy skład, jaki do dyspozycji ma trener Nick Nurse, może być choćby groźniejszy od Golden State Warriors, z którymi sam sięgał po mistrzostwo.
Podczas niedawnego wydarzenia organizowanego w Kalifornii przez USA Basketball, Kevin Durant został zapytany o to, czy postrzega Philadelphia 76ers jako realnych pretendentów do mistrzostwa. Jego odpowiedź była natychmiastowa i pozbawiona wątpliwości. Skrzydłowy zauważył, iż nagromadzenie talentu ofensywnego w ekipie z Miasta Braterskiej Miłości jest bezprecedensowe, przypominając kontrowersje, jakie towarzyszyły jego własnemu przejściu do Golden State Warriors w 2016 roku.
– Ostatnim razem, gdy zebrano w jednej drużynie trzech zawodników rzucających po 20 punktów, mówiono, iż to niesprawiedliwe – a była to drużyna Warriors, w której grałem. [76ers] mają teraz czterech zawodników zdobywających po 25 punktów. Więc jasna cholera, myślę, iż będą pretendentami. To będzie drużyna, którą świetnie się ogląda. Będą warci każdego centa wydanego na League Pass – zauważył 37-latek w rozmowie z Benem Golliverem z ESPN.
Skład, o którym mowa, na papierze rzeczywiście robi wrażenie. Do Joela Embiida oraz dynamicznych VJ-a Edgecombe’a i Tyrese’a Maxeya dołączyli pozyskany z Boston Celtics Jaylen Brown oraz sam LeBron James. W dodatku statystyki z poprzedniego sezonu tylko potwierdzają tezę Duranta – nie licząc debiutanta, każdy z pozostałej czwórki rzucał wówczas powyżej 20 punktów na mecz. Takie zestawienie sprawia, iż 76ers dysponują jedną z najbardziej utalentowanych pierwszych piątek ostatnich lat.
Równie dużym zaskoczeniem co sam transfer była dyskrecja, z jaką James przeprowadził całą operację. Nawet Durant przyznał, iż do samego końca nie miał pojęcia o planach swojego wieloletniego rywala. LBJ nie tylko zmienił barwy klubowe, ale zrobił to na niezwykle korzystnych dla drużyny warunkach finansowych – jego obciążenie dla budżetu płac spadnie z blisko 53 milionów dolarów w Los Angeles Lakers do zaledwie niespełna 4 milionów w Filadelfii.
– W ogóle o tym nie wiedziałem. LeBron potrafi zachować takie rzeczy dla siebie. Wiem, iż wokół niego zawsze jest mnóstwo szumu, ale tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co chodzi mu po głowie. Cieszę się z jego decyzji. To doskonały wybór – trafił do drużyny, która ma realne szanse na wygrywanie. Philadelphia ma fantastycznych kibiców, ogromny rynek i to dobra wiadomość dla całej ligi. Naprawdę wiele osób z zapartym tchem śledziło jego decyzję – przyznał Durant.
Jedno jest pewne – 76ers nie sprowadzili Jamesa po to, by w pojedynkę dźwigał ofensywę. Celem było raczej zbudowanie zespołu, w którym niemal w każdej akcji na parkiecie znajduje się zawodnik zdolny samodzielnie stworzyć przewagę. To model przypominający Golden State Warriors z 2016 roku, gdy do Stephena Curry’ego, Klaya Thompsona i Draymonda Greena dołączył właśnie KD.
Podopieczni Steve’a Kerra byli już wtedy mistrzowskim zespołem z ugruntowaną tożsamością. Ze swoim nowym nabytkiem w składzie zdobyli dwa tytuły i przez trzy kolejne sezony występowali w Finałach NBA. Niemal od pierwszego dnia pojawiały się jednak głosy, iż w jednym zespole zgromadzono zbyt wiele talentu. Curry, Thompson i Durant należeli do najlepszych strzelców ligi, a Green pełnił rolę defensywnego lidera i głównego kreatora gry. Rywale często wiedzieli, czego mogą się spodziewać, ale i tak nie potrafili znaleźć odpowiedzi.
Podobny efekt mogą próbować osiągnąć 76ers. Każda z ich czterech gwiazd wnosi do zespołu coś innego. Maxey jest najbardziej dynamiczny i najgroźniejszy, gdy atakuje po koźle. Embiid – jeżeli tylko dopisze mu zdrowie – pozostaje jednym z najbardziej dominujących środkowych w NBA. Brown potrafi zdobywać punkty bez ciągłego trzymania piłki, regularnie atakuje obręcz i jednocześnie bierze na siebie krycie najlepszych skrzydłowych rywali.
James z kolei może pełnić rolę dyrygenta. Nie musi już zdobywać 30 punktów w każdym meczu, by jego drużyna wygrywała. Raz poprowadzi pick-and-roll, innym razem wykorzysta przewagę tyłem do kosza, a gdy obrona zareaguje zbyt agresywnie, po prostu znajdzie lepiej ustawionego partnera. To może się okazać szczególnie cenne w końcówkach spotkań. Rywale nie będą już mogli po prostu podwoić 41-latka i liczyć, iż reszta nie wykorzysta wolnej pozycji. Pozostawienie bez opieki Maxeya na obwodzie, Embiida pod koszem czy Browna na skrzydle może być równie kosztowne.
Z drugiej strony, choć porównania do dynastii Warriors nasuwają się same, eksperci podkreślają, iż same nazwiska nie gwarantują pierścieni. Durant, który w San Francisco zdobył dwa tytuły mistrzowskie, doskonale wie, iż kluczem do sukcesu jest poświęcenie indywidualnych ambicji na rzecz kolektywu. 76ers będą musieli w krótkim czasie wypracować chemię meczową i zintegrować nowych liderów w jeden spójny system.
Jeśli eksperyment zakończy się sukcesem, Philadelphia może sięgnąć po pierwszy tytuł od 1983 roku. A wtedy słowa Kevina Duranta o sile nowego składu przestaną być odważną prognozą, a staną się trafnym opisem jednej z najbardziej utalentowanych drużyn, jakie liga widziała od lat.

3 godzin temu














