Poważna kontuzja w obozie zespołu celującego w czołówkę Konferencji Zachodniej wywołała natychmiastową reakcję władz klubu. Uraz barku podstawowego centra Phoenix Suns, Marka Williamsa, który musiał poddać się operacji i opuści znaczną część sezonu, zmusił sztab szkoleniowy do znalezienia dodatkowego zabezpieczenia pod koszem. Odpowiedzią na problemy w strefie podkoszowej stało się zakontraktowanie Duopa Reatha – doświadczonego reprezentanta Australii, który po przerwie wraca na parkiety NBA.
Uraz Marka Williamsa wytworzył sporą wyrwę w rotacji podkoszowej Phoenix Suns. Głównym kandydatem do przejęcia roli podstawowego środkowego pozostaje Oso Ighodaro, zaś ogromne nadzieje wiązane są z utalentowanym, 20-letnim Khamanem Maluachem. Wchodzący w swój drugi sezon na parkietach NBA zawodnik jest postrzegany jako gracz o surowym warsztacie, ale niezwykle wysokim suficie możliwości. Jednocześnie wciąż nie wiadomo, czy jest już gotowy, by regularnie pełnić rolę centra pierwszej piątki.
Właśnie w tej luce swojej szansy szukać będzie Duop Reath. Reprezentant Australii może wnieść do zespołu elementy, których brakuje jego młodszym kolegom po fachu: doświadczenie zdobyte w trakcie 146 rozegranych meczów na parkietach NBA oraz umiejętność skutecznego rozciągania gry. W ubiegłym sezonie Suns opierali swoją grę na agresywnej defensywie i dużej liczbie rzutów z dystansu, a 30-latek dobrze wpisuje się w ten profil. Biorąc pod uwagę całą karierę, trafiał 35,7% rzutów za trzy punkty, zaś w poprzednim sezonie był pod tym względem jeszcze skuteczniejszy, notując znakomite 41,8%.
The Phoenix Suns are signing center Duop Reath to a deal, sources tell ESPN. With Mark Williams (shoulder) sidelined for several months, the Suns add the former Portland Trail Blazers big man for frontcourt depth on the roster. pic.twitter.com/UCOt2vnt8Z
— Shams Charania (@ShamsCharania) September 17, 2026Czy jednak nowy nabytek ekipy z Arizony ma realne szanse na wywalczenie pozycji podstawowego centra? Choć Ighodaro może rozpocząć sezon w pierwszej piątce, a w odwodzie pozostaje Maluach, Australijczyk daje trenerom dodatkowy wariant taktyczny. Jego umiejętność rozciągania gry może być szczególnie cenna w starciach z zespołami, które mocno zagęszczają strefę podkoszową.
Rzut Reatha z dystansu może w takich sytuacjach zmusić rywali do rozciągnięcia defensywy i stworzyć więcej przestrzeni dla graczy kreujących akcje. Tym samym może on być nie tylko „polisą ubezpieczeniową” na wypadek problemów młodszych kolegów, ale również wartościową opcją do regularnej gry, i to nie tylko z ławki.
O tym, jak groźnym strzelcem potrafi być urodzony w Sudanie Południowym podkoszowy, liga przekonała się już podczas jego debiutanckiego sezonu w barwach Portland Trail Blazers. Reath gwałtownie udowodnił, iż rzut za trzy może być jednym z jego największych atutów. Już na początku swojej przygody na parkietach NBA dokonał zresztą czegoś naprawdę wyjątkowego.
Po pierwszych 25 meczach w najlepszej lidze świata miał na swoim koncie aż 34 celne rzuty za trzy punkty, ustanawiając rekord ligi wśród debiutujących centrów. Poprzednie najlepsze osiągnięcie należało do Joela Embiida, który w swoich pierwszych 25 występach trafił 28 „trójek”. Co ciekawe, wyczyn Reatha pozostaje niepobity do dziś.
Zresztą cały jego debiutancki sezon w barwach Blazers zapisał się w ligowych statystykach. Australijczyk zakończył go z dorobkiem 88 celnych rzutów zza łuku, co daje mu czwarte miejsce w historii ligi wśród debiutujących centrów. Jednocześnie żaden inny pierwszoroczny środkowy, który nie został wybrany w drafcie, nie trafił w swoim pierwszym sezonie większej liczby „trójek”.
Obecna szansa w Phoenix to kolejny rozdział niezwykłej kariery zawodnika, który do NBA trafił wyjątkowo okrężną drogą. Reath jest klasycznym przykładem „late bloomera” – koszykarza, który na najwyższy poziom wszedł znacznie później niż większość jego rówieśników. Po ukończeniu uczelni nie został wybrany w drafcie, a podczas występów w Lidze Letniej w 2019 i 2022 roku nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w lidze.
Zamiast się poddać, konsekwentnie budował swoją pozycję na zagranicznych parkietach – grał w Serbii, Libanie, australijskiej lidze NBL, gdzie reprezentował Illawarra Hawks, oraz w Chinach, gdzie grał dla Qingdao Eagles. Dopiero jako 27-latek wywalczył angaż w Portland, rozpoczynając od kontraktu typu two-way, a następnie otrzymując pełną, trzyletnią umowę gwarantowaną.
O wyboistej drodze Reatha do NBA opowiadał swego czasu jego kolega z reprezentacji Australii, Matisse Thybulle:
– Fani często nie zdają sobie sprawy z tego, ile pracy trzeba wykonać, by znaleźć się w tym miejscu. Ja znam jego historię i wiem, przez co przeszedł i jak z każdym krokiem był w stanie dawać z siebie coraz więcej i stawać się coraz lepszym zawodnikiem. To wydaje się proste, ale naprawdę takie nie jest.
Ostatnie miesiące nie były jednak wolne od zawirowań. Jeszcze w barwach Blazers Reath doznał złamania zmęczeniowego prawej stopy, które wymagało operacji i wykluczyło go z gry do końca sezonu. Niedługo później został oddany w wymianie do Atlanta Hawks, którzy zwolnili go zaledwie cztery dni po transferze. Po powrocie do pełni zdrowia 30-latek dostaje w Phoenix kolejną szansę, by udowodnić, iż wciąż ma swoje miejsce na parkietach najlepszej ligi świata.

11 godzin temu













