Komisarz Adam Silver traktuje to jak jedną z najważniejszych misji swojej kampanii. Lidze zależy na tym, by w jak największym stopniu ograniczyć tankowanie już od kolejnego sezonu, dlatego lada dzień nastąpi głosowanie w sprawie zmian dotyczących loterii draftu. Konsekwencją tych zmian może być zupełnie inne podejście generalnych menadżerów do letniego okienka.
Właściciele klubów NBA mają spotkać się i zagłosować nad najnowszą propozycją reformy loterii draftu. Propozycja jest zmodyfikowaną wersją pomysłu „3-2-1”, przedstawionego w ubiegłym miesiącu (nazwanego od liczby piłeczek pingpongowych, które może otrzymać drużyna). Wielu generalnych menadżerów ma poważne obawy co do tego, jak wpłynie to na handel wyborami w drafcie oraz na wartość wyborów, które już zostały wymienione. Nowy projekt znacząco wyrównuje szanse w loterii i rozszerza ją do 16 drużyn — co zmienia wartość zarówno przyszłych, jak i już oddanych picków.
Działacze klubowi przewidują, iż wybory w pierwszej rundzie będą trudniejsze do wymiany w nowych realiach, ponieważ format 3-2-1 daje drużynom wyżej w tabeli większą szansę nie tylko na wysoki wybór, ale choćby na numer 1. Pojawiają się narzekania, iż zmiany wprowadzane są już po tym, jak wiele wyborów zostało sprzedanych. Większość ligi odczuje skutki tych „wstecznych” zmian. W 2027 roku aż 14 drużyn oddało już kontrolę nad swoimi wyborami w pierwszej rundzie. W latach 2028 i 2029 tylko po 12 drużyn posiada swoje wybory bez żadnych obciążeń, zamian czy skomplikowanych warunków przekazania.
Ograniczenie możliwości wymiany wyborów pierwszorundowych utrudni składanie ofert na zawodników pokroju Giannisa Antetokounmpo. Dla przypomnienia, tak wyglądałby nowy system:
- Trzy drużyny z najgorszym bilansem: trafiają do źle nazwanej „strefy spadkowej” i są karane za słabe wyniki, otrzymując tylko dwie piłeczki w loterii, co daje im 5,4% szans na pierwszy numer. Mogą spaść choćby na 12. miejsce w loterii.
- Drużyny z 4.–10. najgorszym bilansem: dostają trzy piłeczki i 8,1% szans na pierwszy wybór.
- Drużyny, które zajmą miejsca 9. i 10. w swoich konferencjach: również dostają po dwie piłeczki i 5,4% szans na numer 1. (Gdyby system obowiązywał w tym sezonie, Golden State, LA Clippers, Miami i Charlotte miałyby takie same szanse jak Washington, Utah i Sacramento).
- Drużyny przegrywające mecze play-in o miejsca 7–8 w każdej konferencji: dostają jedną piłeczkę, co daje im 2,7% szans na pierwszy wybór (w tym sezonie byłyby to Orlando i Phoenix).
Propozycja 3-2-1 daje też komisarzowi Adamowi Silverowi znacznie rozszerzone, praktycznie nieograniczone uprawnienia do karania drużyn, które uzna za tankujące. – Będzie mógł nałożyć na drużynę grzywnę do 10 milionów dolarów, zmusić ją do oddania lub przekazania wyborów w drafcie, zmniejszyć jej szanse w loterii, zmienić pozycje w drafcie lub zawiesić przedstawicieli klubu — mówią ligowe źrodła. Mimo obaw oczekuje się przyjęcia tej propozycji.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

19 godzin temu











