Czy ktoś na początku sezonu spodziewał się, iż Jeremy Sochan może już w tym roku zostać mistrzem NBA? To tylko pokazuje, jak bardzo ta liga bywa przwrotna! W związku z tym, iż w wielkich finałach NBA zobaczymy rywalizację San Antonio Spurs z New York Knicks, Sochan na papierze już jest prawie wygranym. jeżeli mistrzostwo zdobędą Knicks, sprawa będzie prosta — Sochan zostanie mistrzem NBA jako zawodnik nowojorskiej drużyny. jeżeli jednak finał wygrają Spurs, temat wcale nie musi być zamknięty. Polak również wtedy może otrzymać mistrzowski pierścień, choć będzie to zależało od decyzji organizacji z San Antonio i od samego zawodnika.
Jeremy Sochan spędził w Spurs trzy i pół roku. To właśnie w San Antonio wybrali go w drafcie kilka lat temu, tam zaczynał swoją karierę w NBA, tam rozwijał się jako zawodnik i tam był częścią przebudowy, która z czasem zaczęła nabierać coraz poważniejszego kształtu wokół Victora Wembanyamy. W lutym jego kontrakt ze Spurs został rozwiązany, a niedługo później Polak podpisał umowę z New York Knicks. Los tak chciał, iż dopisał do tej historii wyjątkowy rozdział — Sochan będzie walczył o mistrzostwo przeciwko drużynie, w której spędził pierwsze lata za oceanem.
Pierścień od Spurs? To możliwe, ale nie automatyczne
W NBA nie ma jednej prostej, publicznej zasady, która mówiłaby, iż każdy zawodnik będący częścią mistrzowskiej drużyny przez fragment sezonu automatycznie otrzymuje pierścień. Decyzja należy do klubu. To organizacja ustala, komu przyzna pierścienie — poza zawodnikami z aktualnego składu mogą to być trenerzy, członkowie sztabu, pracownicy organizacji, a czasem również gracze, którzy zostali wytransferowani albo zwolnieni w trakcie sezonu, jak Sochan.
Dlatego jeżeli mistrzostwo zdobędą Ostrogi, Jeremy nie dostanie pierścienia “z urzędu”. San Antonio musiałoby uznać, iż chce uhonorować jego wkład w sezon i wcześniejsze lata spędzone w klubie. Argumenty za takim ruchem istnieją. Polak nie był przecież graczem, który pojawił się w organizacji na chwilę. Biorąc pod uwagę cały jego wkład w przebudowę drużyny, która zaczynała od bycia jedną z najgorszych w Konferenecji Zachodniej, do najlepszej, wątpliwym byłoby oceniać tylko i wyłącznie jego aktywność w bieżącym sezonie w kontekście utytułowania również go.
Z drugiej strony Spurs mogliby uznać, iż pierścienie należą się wyłącznie zawodnikom, którzy byli częścią składu w decydującej fazie sezonu. Takie podejście również ma w NBA swoje precedensy i właśnie dlatego sytuacja Sochana jest tak interesująca — nie da się jej zamknąć prostym stwierdzeniem, iż pierścień mu się należy albo iż na pewno go nie dostanie. To jest sprawa dyskusyjna.
Przypadek Cavs i Varejao
Najlepszym przykładem podobnego scenariusza jest Anderson Varejao. Brazylijczyk zaczął sezon 2015/16 w Cleveland Cavaliers, czyli drużynie, która później zdobyła mistrzostwo NBA. W trakcie rozgrywek został jednak wytransferowany do Portland Trail Blazers, gwałtownie zwolniony, a następnie podpisał kontrakt z Golden State Warriors. Efekt był niezwykły i bliźniaczy do Sochana tzn. Varejao zagrał w jednym sezonie dla obu finalistów NBA.
Gdy Cavaliers pokonali Warriors w pamiętnych finałach 2016 roku, Varejao znalazł się w… bardzo niezręcznej sytuacji. Cleveland mogło zaoferować mu pierścień za wkład w sezon, mimo iż kończył rozgrywki jako zawodnik drużyny pokonanej w finałach. Według doniesień Cavaliers rzeczywiście byli gotowi go uhonorować, ale sam zawodnik nie planował przyjąć pierścienia. Miało to związek z faktem, iż w decydującej serii grał już po drugiej stronie, przeciwko Cleveland. Gracz po prostu tego „nie czuł”.
Ta historia dobrze pokazuje, iż w NBA taki pierścień może być nie tylko nagrodą, ale też kwestią emocji, lojalności i sportowej dumy. Klub może chcieć uhonorować byłego zawodnika, ale zawodnik wcale nie musi czuć, iż powinien taki pierścień przyjąć i takie sytuacje też się zdarzają.
Co ciekawe, rok później Varejao znalazł się w odwrotnej sytuacji. Był częścią Golden State Warriors w okresie 2016/17, choć został zwolniony w trakcie rozgrywek. Warriors zdobyli później mistrzostwo i zaoferowali mu pierścień. Tym razem Varejao go przyjął. Jego przypadek jest więc idealnym przykładem tego, jak niejednoznaczne potrafią być takie historie.
Raptors w 2019 roku zrobili inaczej
Mamy też odwrotny przykład. Po mistrzostwie Toronto Raptors w 2019 roku klub nie przyznał pierścieni trzem zawodnikom, którzy zaczynali sezon w Kanadzie, ale zostali wytransferowani do Memphis Grizzlies w wymianie po Marca Gasola. Chodziło o Jonasa Valanciunasa, Delona Wrighta i C.J. Milesa.
To była decyzja, która wywołała sporo kontrowersji, zwłaszcza w przypadku podkoszowego. Litwin spędził w Toronto wiele lat, był istotną postacią organizacji i przez długi czas stanowił istotną część drużyny. Mimo to Raptors uznali, iż pierścienie otrzymają ci, którzy byli częścią mistrzowskiego składu po transferze Gasola i uczestniczyli w decydującym marszu po tytuł. Niektórzy zwracali uwagę, iż to brutalny tok myślenia, ale w Toronto mieli pełne prawo, żeby tak postąpić.
Generalny menedżer Raptors Bobby Webster tłumaczył wtedy, iż nie była to łatwa decyzja, ale klub traktował ją jako zgodną ze standardową praktyką. Toronto miało analizować wcześniejsze przypadki i rozmawiać z innymi organizacjami. Webster wskazywał, iż sytuacja Varejao w Golden State była raczej wyjątkowa niż typowa. W praktyce oznaczało to, iż Raptors oddzielili wkład zawodników z pierwszej części sezonu od udziału w mistrzowskim runie po transfer deadline.
Ten przykład jest bardzo istotny przy ocenie sytuacji Sochana. Pokazuje bowiem, iż choćby wieloletni związek z klubem nie gwarantuje pierścienia, jeżeli zawodnik nie był częścią drużyny w decydującym etapie rozgrywek. Klub może docenić przeszłość zawodnika, ale może też uznać, iż mistrzowski pierścień powinien trafić tylko do tych, którzy byli przy drużynie na samym końcu drogi.
Sochan może odmówić przyjęcia pierścienia
W przypadku Sochana najważniejsze byłyby więc dwa pytania. Po pierwsze: czy Spurs zdecydowaliby się zaoferować mu pierścień? Po drugie: czy sam zawodnik chciałby go przyjąć?
To drugie pytanie nie jest tylko formalnością. Gdyby San Antonio wygrało finał przeciwko Knicks, Sochan byłby zawodnikiem pokonanej drużyny. Przyjęcie pierścienia od klubu, z którym właśnie przegrał walkę o tytuł, mogłoby być dla niego emocjonalnie skomplikowane. Z jednej strony pierścień mógłby symbolizować trzy i pół roku pracy w San Antonio oraz udział w sezonie, który zakończył się mistrzostwem. Z drugiej — mógłby wyglądać jak nagroda za sukces drużyny, którą próbował zatrzymać w finałach.
Powtórzymy po raz kolejny: właśnie dlatego przypadek Varejao jest tu tak cenny. Brazylijczyk miał prawo czuć, iż pierścień od Cavaliers po finałach 2016 roku byłby czymś niezręcznym, skoro grał przeciwko nim jako zawodnik Warriors. Sochan może znaleźć się w podobnym położeniu, jeżeli Spurs pokonaliby Knicks, a następnie zaoferowali mu pierscień.
Tajna broń Mike’a Browna przeciwko Spurs?
Sportowo finał ze Spurs może mieć dla Sochana jeszcze jeden wymiar. Mike Brown może mieć w nim zawodnika, który zna San Antonio lepiej niż ktokolwiek inny w szatni Knicks. Sochan spędził w Spurs trzy i pół sezonu. Zna zawodników, zna organizację, zna sposób pracy sztabu i rozumie wiele szczegółów, których nie widać w statystykach.
To nie znaczy, iż nagle musi stać się pierwszoplanową postacią finałów, ale w takich seriach znaczenie mają detale. Jak dany zawodnik reaguje na presję? W którą stronę najchętniej kozłuje? Jak zachowuje się po zmianie krycia? Kto potrzebuje kontaktu, żeby wejść w mecz? Kto szybciej traci cierpliwość? Jak Spurs ustawiają akcje po przerwach na żądanie? Kiedy szukają Victora Wembanyamy? Jak reagują na fizyczność?
Trenerzy i analitycy wyciągają ogrom informacji z analiz wideo, ale były zawodnik danej drużyny może dodać do tego kontekst z treningów, meczów i szatni. Sochan może więc być dla Browna nie tylko opcją w rotacji, ale też ważnym źródłem wiedzy o przeciwniku, o ile będzie chciał się tym dzielić, a nie uzna tego za niesportową praktykę. W finałach NBA czasem właśnie takie szczegóły decydują o jednym posiadaniu, jednej zmianie krycia albo jednym dobrze przygotowanym fragmencie meczu.
Historia zatoczyła koło
Finał Knicks — Spurs byłby dla Sochana czymś więcej niż tylko walką o mistrzostwo. To byłoby zderzenie jego przeszłości z teraźniejszością. San Antonio dało mu początek kariery w NBA, ale Nowy Jork dał mu nową szansę w najważniejszym momencie sezonu. Teraz Polak może pomóc Knicks zdobyć tytuł przeciwko drużynie, która mimo wszystko go skreśliła.
Najprostszy scenariusz jest oczywisty: Knicks wygrywają finał, a Jeremy Sochan zostaje mistrzem NBA jako ich zawodnik. Z tym iż porażka drużyny z Nowego Jorku nie musiałaby definitywnie zamykać tematu pierścienia. jeżeli Spurs ostatecznie doceniliby wystarczająco jego wkład w sezon i chcieli go uhonorować, mogliby zaoferować mu mistrzowski pierścień. Dopiero wtedy decyzja należałaby do samego zawodnika.
Przykłady z poprzedniej części tego tekstu pokazują, iż w NBA nie ma jednego automatu, jeżeli chodzi o proces podejmowania takiej decyzji. Czasem klub wyciąga rękę do byłego zawodnika. Czasem zwyczajnie nie. Punkt, w którym znalazł się Sochan, jest nietypowy i interesujący zarazem. Może zostać mistrzem z Knicks. Może też, przynajmniej teoretycznie, otrzymać pierścień od Spurs (co nie jest równoznaczne z byciem mistrzem, ale to już temat na inną okazję), ale jeżeli do tego dojdzie, przypominamy, iż będzie to w pierwszej kolejności decyzja organizacji z San Antonio — i ewentualnie potem decyzja samego Jeremiego Sochana.

9 godzin temu









