W historii play-offów NBA mecze numer siedem nierzadko kreują bohaterów z najmniej oczekiwanej ze stron. W minioną sobotę, w wypełnionej po brzegi Paycom Center, to nie Victor Wembanyama, ale rezerwowy środkowy, Luke Kornet, wykonał akcję, która na zawsze zapisze się w kronikach San Antonio Spurs. Gdy zegar wskazywał kilka ponad sześć minut do końca czwartej kwarty, a gospodarze byli o krok od przejęcia całkowitej kontroli nad meczem, weteran wzbił się w górę, by zatrzymać nie tylko rzut rywala, ale i impet broniących tytułu Oklahoma City Thunder.
Sytuacja San Antonio Spurs w tamtym momencie spotkania wydawała się nie do pozazdroszczenia. Co prawda prowadzili 97:91, ale ich gwiazdor, Victor Wembanyama, musiał opuścić boisko po popełnieniu piątego przewinienia. Oklahoma City Thunder, niesieni ogłuszającym dopingiem własnej hali, byli w trakcie punktowej serii 5:0 i wyczuli swoją szansę.
Strach fanów ekipy przyjezdnej zmaterializował się niemal natychmiast, gdy Isaiah Hartenstein przechwycił piłkę i popędził do kontrataku, mając przed sobą pustą drogę do kosza. Wydawało się pewne, iż strata zmaleje do czterech punktów, a Paycom Center eksploduje z radości.
Wtedy jednak Luke Kornet, wystawiony na próbę pod nieobecność Wemby’ego, pokazał charakter i ogromną determinację. 30-letni środkowy dogonił atakującego przeciwnika i w sposób niemal niemożliwy zablokował próbę wejścia pod kosz. Akcja ta natychmiast uciszyła halę i pozwoliła Spurs wyprowadzić kontrę, zakończoną punktami Stephona Castle’a. Zamiast zmaleć do czterech punktów, przewaga wzrosła do ośmiu. Trener, Mitch Johnson, nie miał wątpliwości co do wagi tego momentu, stwierdzając krótko: – Najważniejsza akcja meczu.
Analizując przebieg czwartej kwarty, blok Korneta rzeczywiście jawi się jako absolutny punkt zwrotny. W fazie play-off dynamika meczu jest rzeczą niemal namacalną, a w tamtej chwili wszystko sprzyjało Thunder. Akcja rezerwowego środkowego nie tylko uratowała punkty, ale przede wszystkim „wstrzyknęła” nowe życie w zespół San Antonio, który, pozbawiony swojego lidera, mocno „cierpiał” na boisku. Zresztą sam Wemby, patrząc na to z boku, był pełen podziwu dla kolegi z drużyny.
– Byłem niesamowicie nakręcony. Jestem z niego naprawdę dumny, bardzo szczęśliwy – mówił po meczu Francuz, po czym dodał: – To jest definicja zwycięskiej akcji. To po prostu kwestia tego, kto bardziej chciał.
Wpływ tej akcji wykraczał poza suchy wynik. Spurs, widząc poświęcenie swojego rezerwowego, odzyskali pewność siebie i dowieźli zwycięstwo 111:103 do końcowej syreny. Eksperci i fani zgodnie twierdzą, iż to właśnie ten moment odebrał gospodarzom resztki nadziei na powrót do meczu i przypieczętował awans przyjezdnych do Finałów NBA.
Styl, w jakim Kornet zatrzymał rywala – spektakularny blok z pogoni w kontrataku (tzw. chasedown block) – natychmiast wywołał skojarzenia z jedną z najsłynniejszych akcji w historii ligi: blokiem LeBrona Jamesa na Andre Iguodali z Finałów w 2016 roku. choćby koledzy z ławki Spurs nie szczędzili mu takich porównań, krzycząc w jego stronę: – Kto to jest? LeBron James?
Sam Luke, znany z poczucia humoru, również podszedł do sprawy z dystansem, mówiąc: – Zobaczymy, które z zagrań na stałe zapisze się w księgach rekordów czy historii.
Luke Kornet on his chase-down block:
“Someone from the bench yelled, ‘Who is it? LeBron James?’ We’ll see which one has more staying power in the record books of history.”
(via @Spurs_Nation) pic.twitter.com/NjWg2QVVon
Dla 30-letniego Korneta ten moment był ukoronowaniem sezonu pełnego wzlotów i upadków. Choć w fazie play-off bywał celem krytyki ze względu na gorsze statystyki, gdy przebywał na parkiecie bez Wembanyamy, w okresie regularnym był solidnym punktem rotacji. W 25 meczach, które rozpoczął w pierwszej piątce, notował średnio 7,8 punktu, 6,5 zbiórki i 1,4 bloku.
W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu weteran udowodnił, iż doświadczenie zdobyte z Boston Celtics wciąż procentuje. Jako jeden z nielicznych graczy obecnego składu Spurs, którzy wiedzą, czym smakuje mistrzostwo, w najważniejszym momencie sezonu był dokładnie tam, gdzie trzeba. A jego „blok życia” otworzył podopiecznym Mitcha Johnsona drzwi do Finałów NBA, gdzie już czekają New York Knicks.


7 godzin temu









