NBA: Cena bycia Jokiciem. Tego nie widać na parkiecie

1 dzień temu

W świecie współczesnego sportu, w którym największe gwiazdy coraz częściej budują swoje marki także poza boiskiem, Nikola Jokić pozostaje jednym z nielicznych wyjątków. Trzykrotny MVP i mistrz NBA w barwach Denver Nuggets niedługo rozpocznie swój 12. sezon w najlepszej lidze świata, ale sława wciąż wydaje się dla niego bardziej ciężarem niż celem. Serbski środkowy w szczerej rozmowie na kanale „Jao Mile Podcast” opowiedział o cenie popularności, znaczeniu rodziny oraz zawodnikach, którzy pomagali mu na początku kariery. Jego słowa pokazują, jak kilka wspólnego z typowym życiem sportowej supergwiazdy ma podejście Jokicia do sławy.

Mający już 31 lat na karku Nikola Jokić najwyraźniej nie zamierza zwalniać tempa i to choćby pomimo tego, iż poprzednie rozgrywki przyniosły mu sporo wyzwań natury fizycznej. Z powodu urazu kolana Serb rzutem na taśmę dobił do wymaganych 65 rozegranych spotkań, notując przy tym imponujące średnie na poziomie 27,7 punktu, 12,9 zbiórki i 10,7 asysty i zajmując drugie miejsce w głosowaniu na MVP.

Po rozczarowującej porażce z Minnesota Timberwolves już w pierwszej rundzie fazy play-off Denver Nuggets, wzmocnieni m.in. DeMarem DeRozanem, staną teraz przed zadaniem powrotu na szczyt. Lider zespołu z Kolorado ma jednak także własny cel: po raz pierwszy od dawna rozegrać pełny sezon bez opuszczenia ani jednego meczu.

Chcę wystąpić w każdym meczu. Zagrałem już jeden sezon na poziomie 82 spotkań. Może nie powinno tak być, może człowiek potrzebuje trochę odpoczynku. Ale uważam, iż kiedy jesteś w określonym rytmie, gra przychodzi naturalnie i w pewien sposób sprawia ci to przyjemność. choćby kiedy byłem kontuzjowany i po raz pierwszy zabrakło mnie na boisku przez dłuższy czas, byłem nerwowy. Mogę powiedzieć, iż byłem naprawdę zdenerwowany, chyba pierwszy raz w życiu – powiedział popularny Joker.

Serb prawdopodobnie pomylił się jednak w kwestii liczby rozegranych spotkań. W żadnym z dotychczasowych sezonów zasadniczych nie wystąpił bowiem w 82 meczach – najbliżej tego wyniku był w rozgrywkach 2015-16 i 2018-19, gdy pojawił się na parkiecie po 80 razy.

Jednocześnie nie jest tajemnicą, iż uwielbienie milionów kibiców na całym świecie ma swoją cenę. Jokić, który od ponad dekady znajduje się w centrum uwagi, otwarcie przyznał, iż jego cierpliwość wobec fanów podchodzących do niego w miejscach publicznych powoli się kończy.

Tak bardzo za tym tęsknię [za prywatnością – przyp. aut.]. Popularność coraz bardziej mi przeszkadza. Zabrzmi to banalnie, ale staję się coraz bardziej opryskliwy wobec ludzi, którzy do mnie podchodzą. Szczerze mówiąc, to męczące… Niektórzy z mojego otoczenia wiedzą, iż nie robię sobie zdjęć, bo to mój prywatny czas. Znowu zabrzmię niegrzecznie, ale co mogę zrobić? jeżeli ludzie nie potrafią tego uszanować – przecież rozumiem, jak to działa, ale minęło już 11–12 lat i miarka się przebrała – stwierdził bez ogródek Serb.

Jokić jeszcze dosadniej opisał to, jak odbiera niektóre kontakty z fanami: – Czuję się lepiej, gdy ktoś coś do mnie powie, zamiast podchodzić tak, jakby przyszedł do zoo zrobić zdjęcie zwierzęciu.

Lider Nuggets różni się od wielu współczesnych ikon koszykówki nie tylko podejściem do sławy, ale także spojrzeniem na rolę sportowca poza boiskiem. Mimo statusu globalnej gwiazdy Serb nie chce, by młodzi ludzie stawiali go sobie za wzór do naśladowania.

– Niektórzy mogą się z tym nie zgadzać, ale nie uważam, żeby ktokolwiek powinien brać ze mnie przykład. Miałem wokół siebie zarówno dobre, jak i złe wzorce, ale głęboko w środku zawsze wiedziałem, co jest adekwatne, a co nie. Na przykład, kiedy miałem 16 lat i wychodziłem gdzieś ze znajomymi, nie piłem tak, by się upić – stwierdził trzykrotny MVP.

– Nie wiem, czy osoba publiczna rzeczywiście może mieć wpływ na młodsze pokolenie. Moim zdaniem tę rolę powinni odgrywać przyjaciele i rodzina. Nie sądzę, żebym miał aż tak duży wpływ na młodych ludzi. Ludzie mówią mi: „Traktują cię jako wzór do naśladowania”. Cóż, nie powinni. Ja też nie brałem przykładu z innych. Nie zgadzam się z takim podejściem, choćby jeżeli moja opinia może nie być zbyt popularna – dodał.

Takie podejście ma swoje korzenie w jego wychowaniu w serbskim Somborze, gdzie dzielił niewielkie, dwupokojowe mieszkanie z rodzicami, babcią i dwoma starszymi o dekadę braćmi – Strahinją i Nemanją. Jego ojciec Branislav, inżynier rolnictwa i właściciel lokalnej stajni, skierował go w stronę koszykówki, odciągając od wyścigów kłusaków, które najmłodszy z rodzeństwa do dziś uwielbia. Zresztą gdy Nikola przenosił się do Denver, bracia przeprowadzili się razem z nim, stając się jego mentorami i opiekunami.

Choć Jokić twierdzi, iż sam nie szukał wzorców w innych ludziach, nie oznacza to, iż nie czerpał z doświadczenia starszych od siebie. Pytany o to, jak uczył się profesjonalizmu na początku swojej drogi w NBA, bez wahania wskazał zawodników Nuggets z tamtego okresu: Wilsona Chandlera, Jameera Nelsona oraz Mike’a Millera.

– Dużo daje to, kiedy masz obok siebie kogoś, kto może ci pokazać, jak wygląda życie w NBA. Kiedy tam trafiłem, miałem wokół siebie takich zawodników jak Wilson Chandler i Jameer Nelson. Pamiętam ich wszystkich… Była tam cała grupa takich gości. Był też Mike Miller, choć wtedy był już trochę starszy – wspominał Jokić.

– Codziennie pojawiali się na sali. Czy chodziło o trening rzutowy, siłownię czy cokolwiek innego – codziennie pojawiali się na sali i pracowali. Miałem wokół siebie naprawdę świetne wzorce, więc jeżeli tego potrzebujesz, po prostu rób to, co oni. Nie ma potrzeby wymyślać koła na nowo. Z czasem wypracujesz własny rytm, własną drogę – po prostu znajdziesz to, co najlepiej działa w twoim przypadku. Do dziś pamiętam — na 300 dni w roku, przez 295 byłem na hali. Szacunek dla nich – kontynuował.

Niezwykły etos pracy pozwolił Jokiciowi wejść na sam szczyt światowej koszykówki. Choć dziś to on jest jednym z najtrudniejszych rywali do zatrzymania, zapytany o to, kto najbardziej daje mu się we znaki pod koszem, z charakterystyczną dla siebie skromnością wskazał innych zawodników.

– Ivica Zubac bardzo dobrze sobie ze mną radzi, podobnie jak Jusuf Nurkić. Chyba po prostu są bardziej masywni, więc trudno mi ich przepchnąć i wywalczyć pozycję. Uważam, iż Rudy Gobert też jest świetnym obrońcą, choć przez lata dobrze radziłem sobie przeciwko niemu. Jalen Duren jest niższy, ale bardzo niewygodny. Wendell Carter Jr. również nie jest specjalnie wysoki, a Myles Turner potrafi zablokować mnóstwo rzutów. O Victorze Wembanyamie choćby nie trzeba wspominać. Wszyscy są dobrymi obrońcami. W tej lidze nie brakuje utalentowanych zawodników po obu stronach parkietu – zakończył Joker.

Wkraczając w swój 12. sezon, Nikola Jokić wciąż pozostaje zawodnikiem wyjątkowym – na parkiecie koszykarskim wirtuozem, poza nim zaś człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. W świecie, w którym sława często staje się celem samym w sobie, dla Serba najważniejsze pozostają rodzina, prywatność i spokój ducha. Być może właśnie dlatego, mimo iż od lat znajduje się w samym centrum uwagi, 31-latek wciąż bardziej przypomina zwyczajnego chłopaka z Somboru niż globalną ikonę, którą uczyniła z niego NBA.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału